Makowy pąk
Zrobiłam grafikę do tekstu. Czas: ~3,5h
seen from China
seen from Spain

seen from United States
seen from China
seen from Australia
seen from China

seen from United States

seen from Maldives
seen from United States
seen from Russia

seen from United States
seen from Russia
seen from China
seen from United Kingdom
seen from China
seen from United States
seen from Russia
seen from Malaysia
seen from China
seen from Venezuela
Makowy pąk
Zrobiłam grafikę do tekstu. Czas: ~3,5h
Dzień z życia carycy
Było kilka przyjemnych rzeczy związanych z władaniem Wiecznym Imperium Czarnych Magów, wspaniałym Archevic.
Jedna z nich – Amethea jako caryca sypiała na drewnianym łożu, prawdopodobnie jedynym w kraju. No dobrze, jednym z dwóch, w komnacie przeznaczonej dla posłów było drugie. Nie zmieniało to faktu, że gdy wstawała, zawsze było jeszcze ciemno. Cudowny czas, gdy powietrze nad pustynią czarnego pyłu było przyjemnie chłodne, a zamek był niemal pusty. W takich momentach można było uwierzyć, że Archevic to normalny kraj, jak odległa, wspaniała Cerresja, pełna złota rosnącego na polach. Wszyscy spali spokojnie, zadowoleni ze swojej władczyni, bezpieczni, z pełnymi brzuchami. Amethea lubiła poddawać się tej iluzji dobrobytu.
Możliwość zjedzenia całego chleba na śniadanie była kolejną wspaniałą zaletą życia carycy. Uśmiechnęła się cierpko, sięgając po to, co we wspaniałej i słonecznej Cerresji byłoby bułką. Tam na śniadanie jadło się takie dwie. Tutaj przeciętny obywatel dzielił się jedną z dwojgiem, a czasem trojgiem, jeśli jednym z nich było dziecko. To znaczy, musiał się dzielić. W Archevic nie zbierano plonów. Zniszczony wojną sprzed setek lat spieczony pył, który nazywali ziemią, nie rodził niczego. Żadnych warzyw, żadnych owoców, nawet traw. Jedyne zwierzęta, które się tu hodowało, to wielkie, spotworniałe kury, żywiące się resztkami mięsa, a tego nie brakowało nigdy.
Skąd, spytacie, tyle mięsa w tak zniszczonym kraju?
- Smok! - słysząc krzyk służącego, Amethea uniosła głowę znad śniadania. - Pani! Smok nadlatuje!
To była ta gorsza strona Archevic. Puste i jałowe ziemie stanowiły naturalne przedłużenie terytoriów dzikich górskich smoków. Były to parszywe bestie - albo bezmyślne, albo diablo inteligentne, ale zawsze szalone.
I zawsze wygłodniałe – pomyślała caryca, idąc w stronę dziedzińca.
Sprawne oko natychmiast mogłoby wyłapać, że obrona Szkarłatnej Warowni jest skierowana do środka. Właśnie przez tę watahę gadzin, bodajby je Zegarmistrz wymontował!
Amethea pospieszyła zająć miejsce na jednej z wież, tak jak jedenastu innych magów, którzy w wypadku ataku smoka byli zobowiązani do wypełnienia energią kręgu, ukrytego pod piaskiem dziedzińca. Caryca grała we własną grę, udając, że potrzebuje pomocy niemal tuzina partaczy. Miała czterysta pięćdziesiąt lat. Mogłaby usmażyć smoka własną mocą. Bez potrzeby jakichkolwiek kręgów. Ale jedna z najważniejszych zasad polityki w Archevic głosiła trzymaj karty przy orderach. Jeśli wiedzą, co potrafisz, wiedzą, jak cię zabić.
Kręgi na dziedzińcu były trzy:
Prosty, na bezmyślne bestie.
Zaawansowany, na większe, ale wciąż głupie.
Oraz złożony, na inteligentne, przebiegłe bydlęta.
Sięgnęła do drugiego. Nie było sensu marnować mocy.
Smok i tak był pokonany, gdy wpadł na przestrzeń dziedzińca. Krąg wydarł z niego całe życie. Gad padł martwy na piach. Gdy caryca zeszła z wieży na dziedziniec, otoczyła ją straż, oczekując poleceń.
- Jak zwykle – powiedziała, nim ruszyła w stronę zamku. Oznaczało to tyle co rozłóżcie go na mięso, czego nie da się zjeść, dajcie kurom, a rogi mają powędrować do sali audiencyjnej. Tak, mięsa w Archevic było dość.
Gdy szła przez zamek, mieszkańcy wracali z podziemnego schronu do swoich zajęć. Mijała przede wszystkim swoich urzędników. Wszyscy przymilnie uśmiechnięci. Ach, gdybyż jak ona widzieli te fale pogardy w kolorze obrzydliwej zieleni, rozchodzące się promieniście wokół nich. Mogłoby każdemu zepsuć apetyt na władzę.
Apetyt, którego średnia była zdecydowanie za wysoka.
Amethea zdążyła popracować dwie, trzy godziny, nim na korytarzu zadudniły kroki. Drzwi (drewniane, jak do każdego organu władzy w Archevic) otworzyły się z trzaskiem. Jeżeli je uszkodzili, miała plan zabić ich boleśniej niż zazwyczaj.
Pięciu. Miłe zaskoczenie, zwykle szło dwóch. Docenili ją.
Przywódca wycelował w nią solidnym kosturem, dodającym mu powagi, bo na pewno nie mocy.
- Czerwona Caryco Ametheo, Lisi Rubinie zwana Makiem! - wykazał się znajomością tytułu, ale niestety nie jej pełnych imion. – Przychodzę w imieniu uciśnionych i uciemienżenych twoimi rządami! - no tak, zawsze robili jakiś błąd w zdaniu. Edukacja kładzie zbyt mały nacisk na elokwencję. Trzeba to zmienić. - Ustąp z urzędu, a potraktujemy cię ulgowo i miast skazać na kopalnię złota, pozwolimy ci w pokoju odejść!
Tak, pokojowe odejście w gorącą pustynię czarnego pyłu brzmiało jak łaska.
Nawet nie wstała zza biurka. Trzy zaklęcia. Pierwsza klątwa odebrała im władzę w ciele, druga pozbawiła oddechu, a trzecia wyparowała ciała, by oszczędzić sprzątania. Nie miała zamiaru bawić się w branie więźniów. Kopalnie złota miały dość górników ze złapanych spiskowców.
Sprawowanie władzy w Archevic wymagało mnóstwa przebiegłości, mocy, olbrzymiej znajomości ludzkich umysłów… Stanowiło to olbrzymie wyzwanie. A Amethea lubiła wyzwania.
Cóż. Mimo wszystko, nie jest źle być carycą Archevic – myślała, kładąc się spać późno w nocy, po sutej kolacji z pieczonej smoczej szynki i wielu godzinach spokojnej pracy nad papierami.
Podrzucam tekst na “konkurs”, o którym mówiłam, i czekam na pytanka~
Red Queen and her Court Jester
That’s actually both a pun and a character’s description.
Amethea is the queen (actually a tsaritsa) of Archevic – a country which consists of black dust, gold and a small number of castles (precisely in that order). The country has been desolated by wars of black mages, who right now are actually its only population. Almost a thousand years after the great war, that changed all quiet meadows into barren plains of black dust and provided the citizens with huge amounts of gold, internal politics are still schemes and coups. It has been steady only since she took the throne. Or rather since she has been helped by Septhen – a demon of so called Reflection type, which means he looks just like his original (Xerkes in this case) but acts completely differently. Whenever close to the aforementioned original, the illusion keeping the normal look of the eyes doesn’t work and they too are completely different – a negative. This very demon, a brute, a manipulator, a sadist and a born politician, helped Amethea stick to power surprisingly long for an Archevic ruler. And he has no intention of giving up.
As for why it’s a pun:
Both Red Queen and Court Jester are names of evolutionary theories. Red Queen is a reference to a Alice Through the Looking Glass quote: Now, here, you see, it takes all the running you can do, to keep in the same place. If you want to get somewhere else, you must run at least twice as fast as that!. Evolutionary arms race. However, it does also have its purpose as a description of Amethea’s policy – she needs to be as clever as her adversaries to stay on the throne and twice as clever to uncover schemes before they grow too dangerous. According to Court Jester, on the other hand, the greatest influence on the evolution are abiotic factors like climate. Just like in the Archevic politics, the most important thing is not who’s in power or who will be, it’s who’s in Septhen’s favour. I am the abiotic.
And should they ever have daughter, she will totally be the Black Queen - I decide, which one of you is beneficiaries, and which is helper. Not you. Me.