Katarzyna
Canon EOS R6, RF135mm F1.8 L IS USM
[EN] Sometimes I want to take photos and post on Insta Stories that I’m looking for volunteers. But most of the time, no one responds. That brings a sense of pain, hopelessness — it clips your wings. Makes you feel like all those years of photographing were for nothing, because no one wants it, not even for free. Of course, that clashes with another part of reality, where someone is willing to hire you. But that’s not the point.
Repeating actions that make no sense isn’t exactly smart. I keep telling myself that and try to do something differently. But since I’m the kind of person who likes long-term work, I need to have some sort of plan behind it. That doesn’t mean I’ll suddenly stop acting chaotically, starting things and abandoning them, or even sticking to the plan itself. But at least if I have one, I know I’m doing it.
So, we put these two things together: finding people for photo sessions among local acquaintances, and having a plan for it. And what do we get? We get that Facebook sorts your friends by interaction algorithms — and those who appear highest on the list are the ones who most often check your profile. So that’s kind of a ready-made list. Interactive and shifting, but still a list — and you can start approaching unsuspecting people based on who’s currently at the top.
And yesterday, at the top, was my sister. Not for the first time, actually. Let’s just say our relationship has had its ups and downs, and some things stay with you longer. But I wrote. I clicked. Checked that box. They say the first step is the hardest. Even if I set the lights too flat and ended up with simple portraits on a white background. Still, something happened, right? Am I right? I am, right?
Jarek’s organizing another photo meetup in Warsaw — well, technically in Lesznowola near Warsaw. And honestly, I’d love to go. But the next day I’ve got a christening. Damn. I really want to get out, but I’m not thrilled it’s the same location again, and not quite my kind of theme. And then there’s the christening. The logistics alone are a nightmare. Doing it all in one day would mean about nine hours in the car and four on-site. And after coming back, I’d have to charge all the batteries, repack, and get some sleep before morning. That’s life in the middle of nowhere for you. Plus the cost of fuel. There are no trains from Węgorzewo.
And next week it’s All Saints’ Day. I don’t really know what that means. But something, surely. I didn’t sleep well because my wife’s sick. I slept in the living room to avoid catching it, and the dog woke me up about fifty-seven times. That used to really piss me off. Now I’m so resigned I can’t even get angry. I think I’ve made peace with the fact that I’ll just slowly fall apart, piece by piece.
What’ll be left of me is a handful of photos, a few films, and these blog posts.
At least I’ve got a plan for that. ;)
[PL] Czasami chcę zrobić zdjęcia i wrzucam na instastory, że szukam chętnych. Ostatecznie najczęściej nikt się nie zgłasza. To daje poczucie bólu, beznadziei, podcina skrzydła. Sprawia, że masz wrażenie, że te wszystkie lata fotografowania są na marne, bo i tak nikt tego nie chce, nawet za darmo. To oczywiście kłóci się z tym drugim fragmentem rzeczywistości, kiedy ktoś jest gotowy Cię zatrudnić. No ale nie o tym.
Powielanie działań, które nie mają sensu, nie należy do rozsądnych. To sobie powtarzam i staram się coś robić inaczej. Ale że mam naturę człowieka, który lubi działać długofalowo, to muszę mieć pod to jakiś plan. To nie znaczy, że automatycznie przestanę zachowywać się chaotycznie, zaczynać coś, potem porzucać, a nawet planu się trzymać. No ale mając plan, przynajmniej wiem, że to robię.
No więc składamy te dwie rzeczy do kupy: pozyskujemy ludzi na zdjęcia wśród lokalnych znajomych i mamy na to plan. I co nam wychodzi? Wychodzi nam, że Facebook sortuje Twoich znajomych według algorytmu interakcji i ci, którzy w zakładce są najwyżej, to najczęściej oglądają Twój profil. No i to jest jakaś tam gotowa lista. Co prawda interaktywna i zmienna, ale lista, i można nagabywać niewinnych ludzi w zależności od tego, kto jest najwyżej.
A najwyżej wczoraj była moja siostra. Zresztą nie pierwszy raz. Tylko… powiedzmy, że różnie to nasze relacje się układały i pewne rzeczy zostają w człowieku na dłużej. No ale napisałem. Cyknąłem. Punkt odhaczony. Podobno najważniejszy jest pierwszy krok. Nawet jeśli ustawiłem światła zbyt płasko i zrobiłem zwykłe portrety na białym tle. To coś tam się wydarzyło. Nie? Mam rację? Mam?
Jarek organizuje kolejne spotkanie foto w Warszawie, a właściwie w Lesznowoli pod Warszawą. I ja bym sobie nawet pojechał. Ale dzień później mam chrzciny. Kurczę. Mam ochotę się wyrwać, ale też nie podoba mi się, że to kolejny raz to samo miejsce, nie do końca taka tematyka, jakbym chciał. No i te chrzciny. Zwłaszcza koszmar logistyczny boli. Zrobić to jednego dnia to jakieś dziewięć godzin w samochodzie i cztery na miejscu. A potem po powrocie trzeba naładować wszystkie baterie na rano, przepakować się, wyspać. Ot, życie na zadupiu tak wygląda. No i jeszcze dochodzi koszt paliwa. Pociągi z Węgorzewa nie jeżdżą.
A za tydzień Wszystkich Świętych. Sam nie wiem, co to oznacza. Ale coś na pewno. Nie wyspałem się, bo stara chora. Spałem w salonie, żeby się nie zarażać, a piesek zbudził mnie jakieś pięćdziesiąt siedem razy. Kiedyś strasznie mnie to złościło. Teraz jestem już tak zrezygnowany, że nawet nie potrafię. Chyba pogodziłem się z faktem, że po prostu powoli się rozpadnę i już.
Zostanie po mnie garść zdjęć, kilka filmów i te wpisy na blogu.
Przynajmniej mam na to plan. ;)













