mam 4 opakowania xanaxu po 1 mg. Raaaaaaj
seen from Poland
seen from United States
seen from Yemen
seen from Brazil
seen from Yemen
seen from Poland
seen from Germany
seen from Spain
seen from Brazil
seen from Poland

seen from Spain
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from China

seen from United Kingdom
seen from Türkiye
seen from Yemen

seen from Sweden
seen from China
mam 4 opakowania xanaxu po 1 mg. Raaaaaaj
Wpadło mi w ręce coś tak specyficznie ciekawego, że aż jedną nogą żałuję, że odstawiłem całkowicie zabawę w IV.
Skończyło się babci sranie - oto nadchodzi rok akademicki. Ale póki co bie mam jeszcze zajęć stacjonarnych, dlatego wniosek nasunął się sam. Wycieczka po wora.
Po dwóch godzinach w obie strony licząc, zaszyłem się cały i zdrowy w domu, żeby z ozdobnego talerzyka napierdalać kreski od zmierzchu do świtu. Kiedy odbierałem od mojego kontaktu dzisiejszą dolę mojej niedoli, przez chwilę moje małe ćpuńskie serce wezbrało nadzieją - kryształ wydawał się jakby różowy i natychmiast wspomnieniami wróciłem do tej nieziemskiej działki sprzed już prawie dwóch lat, gdzie temat wyglądał jak sól himalajska, a dawał tak niesamowitego kopa, że świeczki w oczach stawały. Niestety, w windzie spojrzałem na zdobycz uważniej i zapał nieco przygasł - różowy kolorek był wcześniejszą grą światła, znowu trafiła mi się białawo-żółta bryłka klasyki gatunku.
Jednak kiedy już zaserwowałem sobie entrée w postaci ostrożnie posypanej i zmierzonej wprawnym okiem kreseczki, po czym odczekałem 5 minut, bujając głową do mojej składanki bass boosted techno, to wtedy wydarzyła się rzecz niespodziewana.
Ten wjazd był... Znajomy. Nie do końca, bo odniesienie porównawcze miało miejsce jeszcze w czasach, kiedy bez większego zastanowienia napieprzałem po kablach, a zamiast zawalonego nosa na drugi dzień miałem wszystkie kolory tęczy zdobiące moje przadramiona. Wtedy ten konkretny wjazd pojawiał się po 5 sekundach, a uderzał w moją czaszkę jak obuch, rozwalając mi umysł kaskadą fajerwerek. Tym razem za to wjechał jak kolejka górska na szczyt toru, odczekał i ruszył jednostajnym ruchem, a fajerwerki przypominały raczej deszcz spadających gwiazd. Nie wierzę, że to mówię, ale chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu udało mi się zdobyć faktycznego mefa, a nie którykolwiek z rodzimych mu związków.
Jest mi obecnie równo speedowo co euforycznie, daleko temu do moich najlepszych kryształowych nocy, ale zdecydowanie - podoba mi się. Karmiąc się pregabaliną i poltramem, nie mogąc patrzeć na skitrane resztki emki, w ostatnich dniach coraz bardziej fantazjowałem o tym jak finalnie będę z powrotem na swoim i będę mógł jeszcze raz przed powrotem do nauki dojebać sobie jeden taki relaksik. Chcę się jeszcze "wyszaleć", o ile wyszaleniem jest wylegiwanie się przy dźwiękach napieprzającej po garach playlisty. Kiedy to piszę jestem już po kilku kolejnych krechach, dzisiaj ewidentnie nie bardzo chce mi się być cierpliwym. Chyba moje ciało wie, że w najbliższym czasie nie pofolguje sobie aż tak jak teraz. Tydzień za tygodniem będę spędzał na nauce i pracach w laboratorium, więc chyba należy mi się takie przyjemne zwieńczenie tych wakacji? Tak sobie wmawiam.
Brakuje mi czegoś. Nie jestem w stanie powiedzieć czego, ale jeśli miałbym strzelać, to chyba właśnie... Strzelania. Jadąc po temat rozmarzyłem się o tym, jak dawno już nie podawałem sobie nic w ten sposób. Jak rytuał przygotowania pompki przyspieszał mi puls, zanim igła w ogóle dotknęła mojej skóry. Jak po kilku sekundach od wtłoczenia w siebie zabarwionego na rudo moją własną krwią eliksiru całe moje ciało rozpalał od środka płomień, a pierwszy rozgrzany wydech nocy był dla mnie znakiem, że oto właśnie wszystkie moje zmartwienia i niepewności udają się w niebyt, a znajdę je na powrót dopiero na dnie pustej samary. Wiem, że podawanie sobie teraz kryształu dożylnie byłoby przy moim zdrowiu głupotą, a nawet nie mam na stanie strzykawek. Cały pierwszy rok studiów spędziłem waląc w kabel, w pokoju, w kiblu w galerii, w klubie (pompkę i łyżkę przemycałem za cholewką glana. Byłem wtedy tak śmiesznie dumny z własnej pomysłowości.), a raz nawet zdarzyło mi się zapodać przed wyjściem na wieczorne zajęcia. Pech chciał, że był to ten sam dzień, w którym dowiedziałem się o samobójstwie mojego ex, co wpłynęło na mnie wtedy tragicznie i musiałem wyjść z sali, żeby przez prawie pół godziny siedzieć na ziemi w pustym korytarzu, czując przeraźliwą pustkę, jakby ktoś bezboleśnke wyjął mi wnętrzności, ale nie włożył nic na ich miejsce. Od ostatniego razu kiedy z sukcesem wstrzyknąłem sobie kryształowy eliksir do kolejnego podejścia minął rok z kawałkiem, a wtedy okazało się, jak pozapadały się wszystkie moje żyły, do których byłem przyzwyczajony. Finalnie udało mi się wtedy, po kilku bezowocnych minutach dziubania się gdzie popadnie, podać sobie zdecydowanie za słabą dawkę w jedną z ostatnich użytecznych żył na moich rękach. Byłem wtedy kurewsko nieszczęśliwy, jak to metoda, której nauczyli mnie już na samym początku mojego narkotyklwego mezaliansu, właśnie przestała być skuteczna? Wtedy musiałem zagryźć zęby i przymusić się do przekwalifikowania się na wąchanie.
Prawdę powiedziawszy przyzwyczaiłem się już do sniffa. Natomiast dalej nienawidzę spływów, uporczywie zatkanego nosa i tego, że nie daje mi to tego samego, co dawał mi cały obrządek IV. Jak się nie ma co się lubi... Na upartego mógłbym próbować nauczyć się walić w nogi albo do zajechania wykorzystywać ostatki na rękach, ale nie. Muszę dbać o swoje żyły, bo nie dość, że pochowane i kruche, to jeszcze są stosunkowo często wykorzystywane przez personel medyczny, czy to do pobrania krwi czy do założenia wenflonu. Mierzi mnie myśl, żebyn kiedyś musiał mieć założone wkłucie centralne, dlatego wyuczony rozsądek wygrywa tu nad wrodzonym instynktem gonienia dopaminowego króliczka.
Chciałbym pogadać z kimś z moich bliskich, ale jedyna osoba, która nie będzie mi robić wyrzutów bez potrzeby, siedzi teraz w pracy, plus niezręcznie by mi było się przyznać, że po raz kolejny chęć stymulacji wygrała z rozumem. Lubię szczycić się, że w życiu straam się kierować logicznym myśleniem i panuję nad większością swoich popędów od czapy... Cóż, cała zawartość tego bloga pokazuje, że jednak ciągnie mnie do tej zdelegalizowanej chemii jak ćmę do światełka w tunelu. Wiem, że czysto obiektywnie robię źle - ale właśnie to jest w tym wszystkim takie cudowne. Mnóstwo osób ucieka w dragi żeby wyciszyć emocje, ulżyć sobie. Ja dragami wyciszam bolesne, bo prawie namacalne dla mnie poczucie nudy i pustki. Zawsze czerpałem przyjemność z tego, co zakazane. A kiedy przyjemność jest tak nagradzająca, to ciężko mi być odpowiedzialnym młodym dorosłym.
Także tak - podsumowanie wakacji przebiega dobrze, jedyne co mnie irytuje to ciche, paranoiczne podszepty mojego mózgu. Ciekaw jestem co tak naprawdę muszę zrobić, lub ile czego, żeby ten jeden nieznośny fragment zamknął się na dobre.
Jak mam nie kochać uzależnienia?
Nigdy w żaden inny sposób nie osiągnęłam spokoju, takiej komunikacji z ludźmi. Nic innego nie eliminuje bólu.
To było coś co wybrałam, bo nigdy nie byłam zdrowa. Jak ja z tego mam wyjść jak nigdy nie byłam zdrowa?
Trzymam w dłoni swoje uzależnienie i mam ochotę znów zacząć ale mocno walczę. Walczę z tym od około półtora tygodnia od kiedy mam WAS na wyciągnięcie ręki. Toczę bitwę o której nie mówię nikomu. Tak bardzo się boje że to mnie zniewoli po raz kolejny, tylko tym razem mam coś do stracenia... Mam skarb którego nie chce stracić i zaufanie które tak ciężko odbudować.
9 miesięcy temu kiedy byłam zamknięta na oddziale psychiatrycznym podjęłam walkę, walkę o przetrwanie bez prochów, bez leków, bez okaleczania się. Udało mi się!!! Lecz znów popadam w myślach o tym euforycznym stanie 🥴😈
Odkąd wróciłem z MONARu nie biorę już oksy. Z opioidów biorę teraz tylko kodeinkę w postaci #thiocodin.
Obecnie nie mam w ogóle hajsu, bo wszystko pożyczyłem, aby nie wydać (zbieram na aparat). Wypłatę dostanę przed 10 grudnia, więc zostało jeszcze kilka dni postu. Nie mogę się doczekać, aż spotkam się z Panią K ❤️
#kodeina jest kapryśna, nie zawsze zadziała tak jak powinna, w sumie jeżeli chodzi o mnie, to częściej zadziała za słabo, niż jak powinna, ale mój romans z nią będzie trwał nadal, na dzień dzisiejszy nie mam zamiaru przerzucać się na nic mocniejszego. Nie mogę się już doczekać, aż otuli mnie swoim ciepełkiem.
Będę tutaj wrzucał relacje z mojego życia. Obserwujcie. Pa