Blask nadzieji - 07.03.21
Znów patrzę na wasz blask, cudowny jasny niczym malutkie niegasnące światełko w tunelu. Pamiętam zimowe wieczory, gdy para leciała z moich ust z każdym powiedzianym wam słowem, kiedy moje serce zupełnie jak dziś zamglone było w niewyraźnych wątpliwościach. Wiem, że nigdy mi nie odpowiecie, chociaż dziś chciałabym wiedzieć co dalej robić, choć mały szept mógłby okazać się tak pomocny. Ja jestem dla was niewielką kropką przepełnioną bezsilnością, a wy dla mnie malutkimi świecącymi perełkami, perełkami mojej nadziei.
Tysiąc ociupeńkich punkcików, tak oddalonych i przecież tak zupełnie bez znaczenia, które były tak często jedynym pocieszeniem, gdy serce zupełnie pękało. Wycieńczona patrzyłam ze zmarzniętymi dłońmi na wasze piękno, chcąc leżeć i wlepiać w wasz blask moje ślepia tak długo aż nie zasnę. Nie mogę udawać stojąc przed wami taka malutka. Gazowe kulki mnie nie ocenią czyż nie? Więc po co udawać, że mam siłę brnąć przed siebie, skoro brak mi do tego powodów. Jestem tylko małą kropką, ale milion takich maciupkich jak ja patrzą na was z tą samą nadzieją.
Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła podziwiać was ze spokojem sumienia, będąc szczęśliwa i wdzięczna, że postanowiłam żyć. Dziś trzymie mnie tu przysięga, choć wolałabym żyć dla siebie, a moje gardło dławi wstrzymywany szloch, bo wszystko zdaje się sypać razem ze mną, jednak nie jestem ulotnym letnim piaskiem, który przeleci przez palce krainy żywych aż do tej umarłych. Proszę dziś jednak by moje wspomnienia były jak pył, który uniesie aż do was, pozostawiając mnie beztroską, nie znającą dotyku, słów i zapachu miłości, jej zapachu. Tak byłoby prościej, uczucia mnę niszczą niczym tornado, nie potrzebowałam tego chaosu, namiętności, bólu i żalu. Szkoda, że kiedykolwiek pokochałam, ale niech pozostanie to między nami. W końcu tak długie patrzenie się w was można uznać za przyjaźń. Zwłaszcza taką która nigdy nie zniknie i nie zawiedzie.
Nawet zimno nie jest dziś dla mnie przeszkodą by spoglądać i powierzać wam więcej odpowiedzialności za moje życie niż komukolwiek innemu. Nie kryjcie się za chmurami, chociaż wy przy mnie bezwarunkowo zostańcie i niemo pocieszajcie, gdy znowu w zimną noc wyjdę by poszukać w was odpowiedzi.
Dziś znowu mam pytania, na których odpowiedzi nie znam. A co, jeśli moja miłość jest tylko ułudą? Która zniknie i okaże się największym fałszem w jaki uwierzyłam. Pytania napawają mnie jeszcze większym przerażeniem o jutro. Boję się bliskości, dobrze, że jesteście tak daleko i nigdy was nie dosięgnę. Strach zupełnie mnie ogarnia i nie chce mnie opuścić, może znajdę w was moją oazę spokoju, dajcie mi ukojenie, bo dziś nie znajdę go w kochających ramionach, bo pokryte są wątpliwościami tak jak i moje.
Skóra marznie od pisania, a pocieranie dłoni o siebie przestaje już pomagać, pozwólcie więc, że wrócę do środka chociaż głowę nadal mam w chmurach.