Krem z daktyli (i cztery proste sposoby na jego wykorzystanie)
Daktyle to jeden z delikatesów, który szczególnie lubię. Mam słabość do suszonych śliwek i fig, lubię morele, rodzynki i żurawiny, ale to owoce palm daktylowych uwodzą najbardziej słodyczą, lepkością i konsystencją. Nie brakuje im też walorów zdrowotnych. Wspominałam o tym przy okazji przepisu na daktyle nadziewane trzema serami.
Tym razem nie słona przekąska, a słodki krem. Może zastąpić ulubiony krem z orzechów laskowych, ziemnych, nerkowca, czy pistacjowych. Jego zaletą jest całkowity brak dodatkowego cukru w składzie i przyjemny smak.
Sprawdzi się w roli smarowidła na wafle kukurydziane, pocieszając strapionych na rozmaitych dietach czy w trakcie postu, dodatku do zbożanki z tartym jabłkiem, wsadu do deseru jogurtowego z chia i bananami, słodzika do kawy oraz wypełnienia do kruchych ciasteczek w arabskim stylu (o tym ostatnim w odrębnym przepisie, za jakiś czas).
Przechowuje się bardzo dobrze w szczelnie zamykanym słoiku. Niestety, jego żywot jest krótki. Za bardzo smakuje.
Skład:
200 g daktyli (u mnie Medjool) 2/3 szklanki mleka owsianego (lub innego) 2 duże łyżki masła fistaszkowego 1/3 łyżeczki cynamonu (opcjonalnie) 1/3 łyżeczki soli
Wykonanie:
Daktyle wypestkować i włożyć na garnuszka z mlekiem. Podgrzewać kilka minut, wyłączyć palnik i pozwolić całości ostygnąć.
Dodać masło orzechowe, sól i ewentualnie cynamon. Całość zblendować na gładko i przełożyć do wyparzonego, szczelnie zamykanego słoika. Jeśli masa będzie zbyt gęsta, podlać odrobiną mleka i wymieszać.
Wykorzystywać do: wafli kukurydzianych, owoców, zbożanek, deserów jogurtowych, kawy, mleka czy jako wsad do kruchych ciast i ciastek.
Przechowywać w lodówce.












