Hej, jestem Julia ale można też używać imienia Max bo to moje niebinarne imię. 🤟
Nie wiem czego oczekuję od tego posta ale mam nadzieję że zostanie on odebrany z powagą ale też lubię nie być poważna i żartować. Więc oczywiście nie obejdzie się bez mojego trochę dennego ale też wyjątkowego charakteru który cały jest żartem. Oczywiście nie wywyższając się bo tego nie lubię robić.
Nie traktuję swojego życia jak wielka powaga i że muszę je przeżyć byle tylko coś osiągnąć.
Nie ja na to nie patrzę w ten sposób.
Jesteśmy na tym świecie nie po to żeby wyjść z niego niezadowoleniem że niewystarczająco coś ważnego osiągnęliśmy.
Ja nie mam wielkich oczekiwań. Po prostu tylko żyć tak bym nie czuła że muszę spełniać oczekiwań innych. Być sobą. Cieszyć się z każdego dnia. Choć jest bardzo ciężko i często nie mam siły udawać że jestem zadowolona.
Często nie rozumiem siebie. Bo w jednym momencie jestem zadowolona i nic nie może mnie złamać ale nie musi minąć dużo czasu i... Ja po prostu gasnę.
Możliwe, że to sprawka tego jak działają moje zaburzenia psychiczne. Borderline i depresja...
Moje myśli to papka. Raz oblana kolorami tęczy a potem wypruta z kolorów albo zupełnie czarna.
Ciągle mam obawy i nie umiem się nie przejmować.
Na Tumblr nie jestem pierwszy raz. To dla mnie nie nowość. Ale czuję że ta społeczność osób za każdym razem rozumie mnie bardziej niż ktokolwiek inny.
Długo mnie nie było na Tumblr... Bardzo... Ale chcę wrócić...
Czy jest sens to dalej ciągnąć?!...- powtarzam sobie i udawać że chcę żyć?
Nie wiem i bardzo się boję. Może miałoby to sens gdyby... Gdyby inni ludzie nabrali choć odrobiny chęci i wrażliwości by postawić się w mojej sytuacji i próbować zrozumieć co czuję.
Gdyby weszli w moje buty i przeszli choć odrobinę mojej drogi. Zobaczyli świat oczami zielonymi pełnymi tafli gorzkich łez.
Nie pragnę by ktoś się dla mnie poświęcał. Nie pragnę niewiadomo jakiego wysiłku, nie chcę by wpędzić kogoś na dno.
Marzę tylko o osobie która będzie przy mnie nie ważne jak bardzo będzie źle.
Tak bez żadnych oczekiwań i fałszywej litości, bez gorzkich słów które mówią że ja nic nie znaczę. Tylko obecność bo ktoś mnie pragnie przy sobie. Nie przymus.
Lecz mi to jest chyba niepisane.
Pragnęłam budzić się przy dziewczynie mojego życia i całować ją bo jest całym moim światem ale dla mnie jest to takie odległe.
Aż nieprawdopodobne.
I ja nie chcę podniecać się tylko i wyłącznie ciałem ukochanej dziewczyny. Ja chcę puścić wodze wyobraźni jej kochanym charakterze, sercu i oczu. Tym jakim jest człowiekiem i cudem w moim marnym życiu. Czyżbym marzyła o czymś tak bardzo nieosiągalnym?
Podniecają mnie nie wielkie namiętności lecz zwykłe spędzanie swojego czasu przy ukochanej osobie i robienie tych wyjątkowych rzeczy przez które przepływa euforia. Chcę robić te wyjątkowe rzeczy z ukochaną ale też te mniej ciekawe.
Chcę się kłócić ( bo wtedy wiadomo że to nie jest wyidealizowane i nie kręcą mnie tylko te szczęśliwe rzeczy) i wątpić ale potem godzić i odnajdywać siebie nawzajem.
Chcę to wszystko brać i dawać.
Boję się, nie śmierci lecz czegoś zupełnie innego.
Może to dziwne do zrozumienia ale boję się tego że będę żyć w lęku i ciągłym bólu psychicznym bez możliwości ucieczki od tego bo wiadomo boję się umierania.
Wiecie jak to dziwnie brzmi? Ktoś kto nie chce żyć i nie boi się śmierci boi się umierać?!
Ale już to wytłumaczę. Śmierci nie boję się dlatego bo niby zastanawiam się gdzie trafię po śmierci( w sensie nie wierzę w Boga czy coś ale jednak wierzę w wszechświat i wiem że coś jest po śmierci), ale tego że mam silne zaburzenia psychiczne które uniemożliwiają mi podjąć decyzję i motać się i być niezdecydowaną. Boję się że w trakcie coś mi odwali i choć zdecyduje o śmierci to nie będę mogła utonąć w spokoju. Po prostu ciągle będę się topić i reanimować bez sensu. Chciałabym być pewna.
Ból fizyczny oczywiście jest straszny ale w końcu przemija i już nawet nie jest tak źle.
Tylko ten psychiczny ból nie daje żyć i nie daje w spokoju umrzeć.
Więc problem jest w tym, że nie mam siły żyć i udawać szczęście ale nie potrafię też w spokoju odejść i pozbawić się życia.
To jest najgorsze.
Na życie za słaba i niechętna ale na to by zaznać śmierci również.
Gdyby szala popchała mnie w jedną stronę to by nie wyglądało tak strasznie ale ja ciągle nie mogę znaleźć złotego środka. Ciągle jestem tak bardzo niezdecydowana.
Jedni powiedzą że to nadzieja i skoro nie umiem umrzeć to powinnam się cieszyć.
A ja wręcz przeciwnie. Nie jestem zadowolona z tego powodu.
Mam wewnętrzne pragnienia co do życia i nie potrafię ich opuścić. Ale też nie chcę dalej żyć. Dwa sprzeczne pragnienia.
Więc powiem tak;
W takim i takim kierunku jest chuj.
Za słaba by żyć i za bardzo nie chcę ale też za silna by umrzeć i też nie chcę. 🫤
Nie umiem nawet udawać że mam na to wyjebane bo nie mam.
















