Marcin Świetlicki
seen from Türkiye

seen from China

seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from India
seen from China
seen from China
seen from China

seen from Malaysia

seen from United States
seen from China

seen from Canada
seen from China
seen from Mexico
seen from United Kingdom
seen from China

seen from United States

seen from United States
seen from China
Marcin Świetlicki
To odpowiedni moment. Już podłoga, ściany i sufit są cieplejsze niż ty, nastawiona życzliwie.
Melodramat, M. Świetlicki
Gdyby mi ktoś powiedział, gdybym miał choć odrobinę gwarancji, że będę mógł być z Tobą choć przez rok, choć przez pół roku, a potem - śmierć, to bym przyjechał do Ciebie. To nie melodramat; to wyznanie tego, który na pewno - z całym idiotyzmem i kabotynizmem - najwięcej Cię kochał.
Marek Hłasko
Moje zycie jak melodramat, Wieczorem melo, A rano dramat
Nicholas Sparks - The Choice
instagram: aniaanaa
Brooklyn
Czyli pierwszy film z mojej listy zatytułowanej: przygotowania do Gali Oscarowej. Odpaliłam bez przekonania, a po obejrzeniu jestem pewna, że ten film nie ma szans na statuetkę, dlaczego? Przeczytaj i zobacz. (more…)
View On WordPress
Nowy artykuł na Dzika Banda :
Nowy artykuł na http://www.dzikabanda.pl/film/kinodvd/carol-zakochane-kobiety-recenzja/
Carol - zakochane kobiety [recenzja]
Pięknie sfotografowana i opowiedziana historia zakazanej miłości między dwoma kobietami w purytańskiej Ameryce lat 50. to jeden z tegorocznych oscarowych pewniaków.
W 1950 roku Patricia Highsmith debiutowała jednym z najważniejszych thrillerów w historii gatunku – „Nieznajomymi z pociągu”. Rok później do kin trafiła adaptacja powieści autorstwa Alfreda Hitchcocka, a przed młodą pisarką otworzyły się drzwi do spektakularnej kariery. Tyle że Highsmith zamiast wydać kolejną powieść pod własnym nazwiskiem zdecydowała się na krok nietypowy. Jako Claire Morgan opublikowała groszowy romans lesbijski „The Price of Salt”. Groszowy, bo powieść została początkowo wydana w pulpowej serii Bantam Books, w której ukazywały się tanie skandalizujące powieści. „Price of Salt” zresztą sprzedawano, jako „gorszącą opowieść o miłości, na którą nie zezwala społeczeństwo”. Powieść sprzedała się świetnie, choć w środowisku homoseksualnym nie spotkała się z najlepszym przyjęciem. Anonimowej pisarce (czyli Claire Morgan) zarzucano przede wszystkim happy end i powielanie wyświechtanych klisz. I słusznie, bowiem jest to powieść nie tyle odważna, co nieznośna w swojej wizji świata i nachalnym, radosnym zakończeniu. Highsmith zresztą niemal do końca życie nie przyznawała się do „Price…”, bowiem zdaniem biografów pisarki, była to jedyna, a przynajmniej jedna z nielicznych powieści, w których Patricia opowiadała w otwarty sposób o sobie i własnych uczuciach. W 1951 roku nie była jeszcze zgorzkniałą kobietą, której będzie bał się cały literacki świat. Nie była jeszcze rozczarowaną życiem i uczuciami wojująca rasistką i antysemitką. To przyszło później. „Price…” zaś było zapisem wyidealizowanych marzeń o miłości biseksualnej kobiety.
Ekranizując „Price of Salt” (wydawane później, jako „Carol”) Todd Haynes (otwarcie przyznający się do homoseksualizmu) pozostał wierny powieści. Nie zmienił zakończenia. Nie kazał na nowo przepisać wątków społecznych. Jego „Carol” jest zatem prostą opowieścią o dwóch kobietach, które zakochują się w sobie wbrew światu i konwenansom. Tytułowa „Carol” to dojrzała kobieta, która całe dotychczasowe życie spędziła u boku męża – prawdziwego macho, żywiciela rodziny i biznesmena. Mają dzieci, ale Carol ma też dość emocjonalnej pustki. Dlatego decyduje się na rozwód. W latach 50. rozwód był czymś nieakceptowalnym społecznie. Nic dziwnego, że upokorzony mąż Carol wynajmie prywatnego detektywa, by znaleźć dowody na „nienormalność” żony. Theresa to młoda sprzedawczyni, która marzy o tym, aby być słynną fotograf. Ma chłopaka, który chce się jej oświadcz, ale ona nie odwzajemnia jego uczuć. Kiedy przypadkiem pozna w sklepie Carol między paniami zaiskrzy a emocjonalna więź, jaka między nimi się narodzi, zmieni na zawsze ich wyobrażenie o związkach.
„Carol” Haynesa to przede wszystkim teatr dwóch aktorek. Na tle fenomenalnych zdjęć Eda Lachmana, Cate Blanchett i Rooney Mara dają popis mistrzowski. Ich zakochane kobiety pulsują emocjami, kiedy potrzeba są wstydliwie namiętnie, kiedy indziej skrzywdzone i zawstydzone. Między aktorkami czuć chemię i co ważne – żadna nie szarżuje. „Carol” to subtelna, zagrana na delikatnych tonach opowieść o rodzącej się fascynacji i emocjach. Przekonywująca, niezwykle zagrana i sfotografowana.
Byłbym skłonny okrzyknąć ten film arcydziełem, tyle że jest jedna rzecz, która to uniemożliwia. Otóż dla Todda Haynes „Carol” jest już trzecią filmową wyprawą do powojennej Ameryki i niestety niczego nowego o emocjach i życiu w purytańskim świecie, ludzi z niego wykluczonych nie mówi. W „Daleko od nieba” mieliśmy kobietę, która odkrywa, że jej mąż jest homoseksualistą, ona sama zaś wikłała się w romans z czarnoskórym. W zrealizowanym dla HBO „Mildred Pierce” mieliśmy opowieść o porzucającej męża kobiecie, która mierzy się z konsekwencjami swoich decyzji. „Carol” jako trzecia część swoistej trylogii amerykańskiej Hayenesa nie wnosi do wizji świata przedstawionego niczego nowego. To wciąż świat nieprzyjazny inności, to wciąż świat oparty na grze pozorów i kłamstwie. Stąd jakieś dziesięć punktów mniej. Jedynym novum w wizji Haynesa jest zachowany powieściowy happy end. Ale on też jest umowny i bardziej sprawia wrażenie projekcji marzeń niż rzeczywistości. Zresztą daleko nie trzeba szukać, żeby przekonać się jak bardzo myliły się bohaterki – dla prawdziwej Theresy, czyli Patricii Highsmith sen o prawdziwej miłości zakończył się zgorzknieniem i śmiercią w samotności.