- Wyobraź sobie drzewo.
- Po co?
- Wyobraź sobie, że jesteś tym drzewem. Widzisz to? Załóżmy, że źli ludzie to wiatr. Potrafią tylko łamać gałęzie. Oceniać po tym, co widzą, a nie po tym, co wiedzą. Jedyne co robią, to cię niszczą. Ale niszczą w taki sposób, że masz nieodparte wrażenie, jakby chcieli dla ciebie dobrze. I o tym cię też zapewniają. Początkowo myślisz, że to niezapomniana zabawa. Tańczysz z wiatrem. Po czasie zaczynasz rozumieć, że to toksyczna relacja. Masz połamane gałęzie, ale dochodzisz do wniosku, że jesteś od tego wiatru uzależniony. Że bez niego nic nie byłoby tak samo. Tańczycie coraz szybciej. I wtedy nadchodzi ten moment.
- Jaki moment?
- Moment na to, by zastanowić się, czy warto dać się wyrwać z korzeniami. Musi istnieć granica poświęcania się dla drugiej osoby. Tym bardziej, jeśli ona sama nie poświęca się dla nas, rozumiesz?