Jazu hobbysta
Żeby Was... Przyszedł ten dzień. Dzień ogarniania. Posłuchajcie:
Stefan standardowo raz na tydzień wymaga podmiany wody i zajrzenia do filtra. No ale nastał czas gdzie trzeba zajrzeć do dużego akwarium. Martwe liście i filtr. Znów ciśnienie już nie te :/ Uwielbiam.
//
Duży filtr zacząłem od końca. Poprzednio dwa razy okazało się, że kostka na wlewie była zapchana i starczyło wyczyścić. 2minuty roboty. Ale nie tym razem :/ Węże jakoś tam zasyfione. Przeczyściłem. Jest lepiej, ale to nadal nie to co powinno. Bez otwarcia kubła się nie obejdzie. Niby to minęło coś koło dwóch miesięcy, ale... Tak, nie chce mi się. Taki ze mnie odpowiedzialny właściciel akwarysta.
Zdechła mi ta roślinka co normalnie rosła jak chwast. Jestem w szoku. Nie wiem co się mogło stać.
Natomiast zauważyłem, że gdzieś mi nakapało na blat i zapleśniał O.O Sklejka miała być wodoodporna! No nic, psiknę czymś zanim się zrobi gorzej.Przy którymś myciu musiało się zalać. Nie wiem. Nie znam się.
Dobitą roślinkę widzę jak obżerają kosiarki. Może to ich wina?
Wyciąłem, umyłem, obskrobałem. Wanna po akwarystyce też zmyta. Ma być dobrze! Przynajmniej jakiś długi czas.
//
Kaktusy sobie przejebały i już miałem otwarte okno kiedy pani Matka kazała je wystawić na klatkę schodową. Przysięgałem, że ostatni raz mnie ta kurwa pokłuła. Ścierwo pierdolone. Wolałbym wypierdolić oknem, ale wizja, że zdechnie zapomniany w zimnie na klatce schodowej też mi pasuje.
Kwietnik zaraz zostanie zamontowany i wszystkie rośliny na swoich miejscach. Obowiązuje oficjalny zakaz kupowania i znoszenia mi jakichkolwiek roślin. Jak jakąś będę chciał, to sobie SAM ogarnę.
Dziękuję za uwagę.

















