Jazu rodzinny
Żeby Was... Właśnie wróciłem z urodzin Pierwszego. Posłuchajcie:
Byli wszyscy - teściowie, Piąty, Czwarty z żoną, państwo Rodzice i Latorośl.
Pierwsza (bratowa) nadal obrażona. Na swoim terenie nawet bardziej. Nie odpowiedziała na przywitanie, olewała mnie mijając, nie odpowiedziała na pożegnanie. PATOLOGIA JAKAŚ!
Wszyscy, wszyscy rozumieją. Ona nie. Czuję się, chociaż to trochę lipne porównanie, jak Rysiek i milczące dni jej męża. Za co? To mamy teraz tak się zachowywać? To może ja też się obrażę za swoje urodziny, kiedy to zlano mnie całkowicie, chociaż specjalnie ściągano do nich, bo nie mogli przyjechać? Nawet jak tort wleciał na stół to jakby nikt nie zauważył, że mam urodziny. Tylko co Pierwszy rzucił mi stówą jak dziwce jakiejś za usługę. Żadnych życzeń, niczego. Nie, nie obraziłem się. Nie wspomniałem nawet. Jak gra, tak ma.
Niech sobie milczy dalej. Wolno jej.










