Ani ekspres, ani premium. Klasyczne składy wagonowe na klasycznych torach jadą z Poznania do Wrocławia szybciej - mają wyższą średnią prędkość - niż Pendolino z Wrocławia do Warszawy. W cenie biletu dostaję "poczęstunek" - butelkę wody mineralnej. Gdy jest się już w moim wieku, to pamięta się doskonale, że na dwie dekady temu poczęstunek był w każdym pociągu PKP Intercity i była to i kawa, i batonik.
To znaczy źle mnie nie zrozumcie, podróż jest bardzo wygodna i chętnie skorzystam po raz kolejny z usług PKP Intercity, aczkolwiek zapewne nie z Pendolino. Tak zwany stosunek jakości do ceny jest tutaj bardzo kiepski. Kompletnie nie rozumiem tej Pogoni wielu miasteczek, także dolnośląskich, aby dojeżdżało do nich Pendolino.
Ale dość o pociągu, przejdźmy do jedzenia. Oczywiście do jedzenia w wagonie WARS, bo "poczęstunku" to zjeść się nie da. Nie wiem czy nawet taki "poczęstunek" nie jest strzałem w kolano, bo słowo to tylko zachęca do porównań jak było, a nie jest. Nie jest "premium".
Wagon barowy bardzo przyjemny, chociaż czy przestrzeń pasażerska to miejsce na przechowywanie zgrzewek z napojami, to mam wątpliwości. Jest wcześnie, a więc zdecyduję się na śniadanie. Jest kilka opcji do wyboru, zapewne szybko znowu tu nie będę, wybieram więc wersję "firmową", czyli Śniadanie "Wars" - kiełbaski, jajka sadzone i sałatka.
Śniadanie jest w porządku, ale tak właściwie niczym nie zachwyca, nie zachęca na pewno, aby zamówić je znowu. Zwykle śniadanie, ale nie za zwykłą cenę. Za 46 zł z kawą jednak znajdę na mieście wiele ciekawszych propozycji. Czyli tutaj tylko w ostateczności, jak nie zdążę albo zapomnę kanapek. A najbardziej zawodzi niestety kawa. Mimo zachęcającej reklamy jest kompletnie bez smaku. Nie polecam. Lepsza była już nawet rozpuszczalna, którą piłem w zwykłym pospiesznym.