A note from the studio: 30%off all prints in my little shop /link/ just for today and tomorrow🌹
seen from South Africa
seen from China
seen from China
seen from Russia
seen from Maldives
seen from Germany
seen from United States
seen from China

seen from Türkiye
seen from Malaysia

seen from Brazil
seen from Russia
seen from China
seen from Malaysia
seen from Russia

seen from Malaysia

seen from United States

seen from Russia
seen from Russia
seen from China
A note from the studio: 30%off all prints in my little shop /link/ just for today and tomorrow🌹
Opis z IV strony okładki ALCHEMII NIEPRZEMILCZENIA:
W tym tomiku nie znajdziesz ozdobnych metafor dla świata, który był zbyt ciężki, by go udźwignąć. Zoya Staszewska mówi językiem surowym jak rana, czułym jak dotyk i precyzyjnym jak igła. Jej poezja to nie tylko zapis emocji – to proces alchemiczny, w którym cierpienie, miłość, choroba i wstyd zostają przetopione w słowo. Nieprzemilczane. Uparte. Prawdziwe.
ALCHEMIA NIEPRZEMILCZENIA to tomik dla tych, którzy próbują poskładać się z rozsypanych wersji siebie. Dla tych, którzy wiedzą, że słowo może być i nożem, i opatrunkiem. To zbiór wierszy, które nie boją się krzyczeć, drżeć, płakać i milczeć – ale tylko wtedy, gdy milczenie jest wyborem, a nie przymusem.
Wiersze Zoi są intymne jak szept do siebie przed snem i dzikie jak wybuch emocji, który nie chciał już dłużej czekać.
To poezja pisana z potrzeby przeżycia, z potrzeby zrozumienia siebie – i w końcu: z potrzeby przetransformowania tego wszystkiego w coś pięknego, mocnego, niezapomnianego.
PREMIERA 25.10.2025!
To znowu się dzieje! Staszewska postanowiła nie umrzeć pewnego dnia i choćby poezja miała być ostatnim z powodów — znowu zabiera głos.
Ten tomik jest inny. Kompletnie różni się od wszystkich moich poprzednich książek. Włożyłam w niego całe swoje serce. Wyciągnęłam na wierzch wspomnienia wydarzeń, które od dawna były głęboko zakopane. Wróciłam do emocji, które kiedyś sprawiały, że płonę. Albo raczej do wspomnień o tych emocjach, ukrytych gdzieś za mgłą. Stworzyłam kilkadziesiąt nowych zlepek słów, które już w październiku ujrzy światło dzienne. Te wiersze to ja. Tu nie ma miejsca na mydlenie oczu. Na słodkie metafory. Jest gorzko, brutalnie, ironicznie. Cała ja w 100%.
Szczerze mówiąc, czuję się o wiele lepiej, bo ALCHEMIA NIEPRZEMILCZENIA jest taką klamrą spinającą ostatnie 15 lat mojego życia. To jak zapiski o starej Zoi, która już nie żyje. Już jej nie ma. Narodziła się na nowo, zostawiając za sobą to, co najbardziej palące, bolesne i... to, do czego już nie należy i to, co nie jest już jej. To jest mój osobisty rachunek sumienia, który musiałam wykonać przed samą sobą i przed światem, zanim ruszę dalej. Owoc, który wyrósł na drzewie życiowych doświadczeń i lekcji, których potrzebowałam i które wysnułam przez niemal 3 lata procesu uleczania. To jest moje wszystko.
Wiem, że niedługo pojawią się pytania o moje kolejne dzieła, ale... Dzisiaj jestem w tej chwili. Dzisiaj szykuję się do premiery ALCHEMII NIEPRZEMILCZENIA i nie wiem, co będzie później. I to też jest okay. Nie znikam na zawsze. Znikam na chwilę, bo po prostu muszę odpocząć. Naprawdę, odwaliłam w tym roku kawał dobrej roboty. Dwie powieści i tomik poezji. Niewielu to się udaje. Nie dam rady tkwić dalej w tej pisarskiej rzeczywistości i wiem, że zrobienie przerwy to jedna z najbardziej odpowiedzialnych decyzji, na jaką mogę wpaść. To pozwoli mi wrócić silniejszą, bardziej zmotywowaną i chętną, by tworzyć dalej.
Także stay tuned, bo najlepsze jeszcze przed nami. ;-)
Perhaps this will be a challenge of a difficult or even solipsistic nature, or maybe, I don't know, it will be seen as a bidding for darkness… I know that experiencing darkness, tragedy, and absorbing the dark principle of life, the Black Sun, is, unfortunately, a rather common experience. For me, however, it’s a revelation. I’ve finally understood my grotesque, gothic, coffin-like yet oddly serene imagination.
In 1994, ironically on April 10, my mother Hanna died prematurely from hypothermia, a suicide, though not the kind that slowly ripens through depression. She died holding the body of her 1.5-year-old daughter, Hania Junior. The little one fell into a septic tank. My mother didn’t watch her closely enough. She chose to stand in that septic tank, with water 1.2 meters deep, holding the child until death enveloped her.
I was five years old when I lost them both. It’s a brutal challenge, I realize that. But it’s significant to me—it’s a kind of howl, a cry that the darkness in my poetry is authentic, that this depth is not copy & paste, not fascination. I don’t draw from any tradition. Of course, I deeply value John Keats, Philip Larkin, Jola Stefko, the Brontës, and the later post-gothic and punk-gothic movement.
I am happy now. I’ve worked through the Shadow, the Well Phase, the Animus, the Terrible Mother, etc. I’m okay, I’m moving forward. But it matters deeply to me that the poetry I write, which 'Klaster' has already begun to nibble at and which is transforming into a Phase of Depth, is seen through the lens of genuine affect, not mere fascination. I observe a time devoid of belief in affect and imagination; in poetry, the game seems to have become solely about intertextual play. Generally speaking, of course.
That’s why I feel close to 'Katawotra' by Przemek Owczarek, and I’m glad that my review of it will be published soon. This is simply a request: even if you don’t like the language in my poems, treat the darkness in them seriously.
Droga
———• ✧ •———
Przede mną długa współczesna droga, jak w Vengo, czerń mknie przed siebie, nawet jeśli chciałabym nią jechać to od jeziora napływa mgła i widok gęstnieje,
postać w bieli podnosi dłonie, strużkami płynie z nich mleko
guślarka szepce
widzę was, zjawy, lucyferze, każecie mi pamiętać o genach, o naszym powołaniu, o nieznanych dotąd imionach krów
To, co między nami było Choć takie ulotne Wcale się nie skończyło Serce, co skamieniało Choć takie kruche Znowu zabiło To, co między nami było Choć takie ulotne Nigdy się nie skończyło Serce, co pękło Choć takie kruche Znów się posklejało Uczucie Nie minęło
Maria Szczygielska
and one day we will
be talking with hemingway
in tight isolation rooms
of psychiatric units
and one day we will
be meeting people
for whom it was all worth it
not to hang on a tree branch
and one day we will
look for life’s meaning
in little rain droplets
and one day we will
be cursing all women
we met accidentally
at the stations to nowhere
and one day we will
loose our senses seeing
regular people
- Jarosław Borszewicz, Mroki, 1983
“Anything twice”
białe ściany i tłuczone szkło pusty pokój kilka chwil ciszy
wsłuchaj się w dźwięk dogasającej nocy