Wyjęłam portfel i włożyłam pod pachę, by łatwiej mi było wkładać fasolkę szparagową do woreczka (link). Gdy już spakowałam odpowiednią ilość zaczęłam szukać portfela. W plecaku nie ma, nigdzie na straganie nie leży. Panika idzie w górę. Dziewczyna, która tam sprzedaje też zaczyna być podenerwowana. Ukradkiem widzę: jest. Pod pachą.
Później miałyśmy dobrą pogaduchę. 😉
Jeden z dwóch chłopców kopnął piłkę tak, że z góry poleciała poza jezdnię. Mężczyzna, który przejeżdżał, zsiadł z roweru i tę piłkę im odrzucił. Miłe zachowanie. Dalej już nie było miło. Najpierw ich - najpewniej matka - coś nieprzyjemnego mówiła. Przystanęłam. Gdy jednego z chłopców złapała za przedramię krzyknęłam (byli daleko) : - Niech pani tego chłopca nie szarpie! - Ja go nie szarpię!
Nie, w ogóle.
Miałam tam iść?
Mężczyzna starszy, schludnie ubrany, leżał wygięty na parapecie (?) w centrum Rynku. Podeszłam, delikatnie go dotknęłam, później mocniej szturchnęłam. Na całe szczęście otworzył oczy. - Czy pan spał? - (Spojrzenie osoby wybudzonej) - Ta...k. - To dobrze.
Starsza pani się do mnie uśmiechnęła.
I ja do niej.
Pies pewnego typa, nieprzyjemnego z wyglądu twarzy, chciał się przywitać z Librą. Typ z piwem się na mnie gapił, na psy się gapił, niezadowolony był z tego, że psiaki się witają.
Gdy odchodziłam usłyszałam gromkie: "Siedź na trawie! Na trawie zostań! Siedź tam!!!"
Odwróciłam się.
- Niech pan nie krzyczy na tego psa.
- On na mnie: ?
- Niech pan na niego nie krzyczy.
- Proszę pani, on ma lepiej niż pani pies.
Wierz mi, chciałam mu lutnąć.
Nie ma żółtego pojęcia, jak stajemy na rzęsach dla Libry.
No tak mnie wkur*ł... a rzadko kiedy czuję coś takiego.
Chciałam powiedzieć, że psychicznie pies z pewnością czuje się świetnie.
Ale dałam spokój.
Ponieważ mogło być jeszcze gorzej i na tym psie, który ma tak dobrze (!), by się gościu wyładował.
Jeżeli tu jesteś, proszę, napisz: "Zielony pingwin"
Dzięki!
Trzymajcie się wszędzie, gdzie jest stromo i neonowo i po prostu po prostej. 🙃