Stopklatka To nie ze mną
Dir: Miłosz Sakowski
DOP: Ernest Wilczyński
My role: production manager

#dc comics#dc#batman#bruce wayne#dick grayson#tim drake#dc fanart#batfamily#batfam




seen from Malaysia
seen from United States
seen from Russia
seen from Estonia
seen from United Kingdom
seen from Hong Kong SAR China

seen from T1
seen from Hong Kong SAR China
seen from T1
seen from China
seen from United States
seen from Canada

seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from United States
seen from Russia
seen from China

seen from India

seen from India
Stopklatka To nie ze mną
Dir: Miłosz Sakowski
DOP: Ernest Wilczyński
My role: production manager
• Dziś o 20:00 „Ja cię kocham, a ty śpisz” w @stopklatkatv Lubicie Sandrę Bullock? #dzis #dzisiaj #dzisiajwtv #tv #stopklatka #stopklatkatv #sobota #weekend #wielkanoc #święta #sandrabullock #instafilm #instagood #codzisiajogladamy #Repost @stopklatkatv (w: Gdansk, Poland) https://www.instagram.com/p/BwenNzZB8yr/?utm_source=ig_tumblr_share&igshid=k291wpflo3cj
• Dziś o 22:00 „Opowieść podręcznej” w @stopklatkatv #dzisiaj #dzis #dzisiajwtv #tv #stopklatka #stopklatkatv #środa #filmnawieczór #finał #codzisiajogladamy #Repost @stopklatkatv (w: Sopot, Poland) https://www.instagram.com/p/BrAXEurhzwn/?utm_source=ig_tumblr_share&igshid=1n8z5k1f8czc9
DRAMAT W AKCJI: Stopklatka - podsumowanie
Projekt Opolskiego Teatru Lalki i Aktora „TEATR. Poczuj to!” nie zwalnia tempa i w kolejnej odsłonie cyklu „Dramat w akcji” zaproponowano widzom tekst jednej z najpopularniejszych współczesnych autorek – Maliny Prześlugi. Już sam tytuł performatywnego czytania wyreżyserowanego przez Magdalenę Miklasz skłania do refleksji w odniesieniu do tematyki dramatu. „Stopklatki” nie można bowiem interpretować jedynie w jej podstawowym znaczeniu, w kontekście losów głównego bohatera i jego otoczenia o wiele bardziej istotny okazuje się sens metaforyczny. Wojtek (Miłosz Konieczny) sprawia wrażenie sympatycznego, zabawnego i może nieco zbyt pewnego siebie nastolatka, który prowadzi swobodny dialog z odbiorcami. Początkowo całkowicie ignoruje obecność na scenie drugiej osoby (Elżbieta Żłobicka), następnie staje się ona swoistym uzupełnieniem dla słów chłopaka i zastępuje opisywane przez niego postaci. Przełomowym momentem jest scena, gdy przedstawiany jest skecz jak powinna wyglądać rozmowa z przypadkowo spotkaną dziewczyną, a jaki jest jej prawdziwy obraz. Wojtek zostaje wwieziony na scenę na wózku inwalidzkim, jest sparaliżowany i wydaje z siebie jedynie nieartykułowane dźwięki. Zaskoczenie, szok, konsternacja, te emocje towarzyszące widzom dają się wyczuć bez trudu. Główny bohater ma tego świadomość i stopniuje napięcie, uderzając w coraz czulsze punkty człowieczeństwa. Nikt już nie jest w stanie słuchać spokojnie jego słów, myśl o przyjemnej popołudniowej rozrywce jest już zaledwie słabym śladem w pamięci. Dalej granice między teatrem i życiem, prawdą i grą stają się jeszcze mniej wyraźne. Kim bowiem jest ta osoba, która na przemian wstaje z wózka i traci kontrolę nad ciałem, nie może wypowiedzieć słowa, a następnie odsłania swoje uczucia? Wojtek opowiada o swej miłości do filmu, przedstawia poszczególne sceny ze swojego życia jako kadry z efektami specjalnymi, mówi o sobie z ironią, a nawet cynizmem, który nie jest jednak pozbawiony nuty żalu i goryczy. Przejmującym momentem jest unaocznienie widzom jego sytuacji przy użyciu wypchanej białej kukły, której miękki korpus swobodnie zsuwa się z wózka i nie poddaje się woli bohatera. W całej historii równie poruszająca jest matka chłopaka, postać niejednoznaczna jak wszystkie w tym dramacie, która jest w takim samym stopniu przepełniona miłością i bólem, przywiązaniem i niechęcią. Zakończenie wlewa w serca widzów nieco otuchy po ostatnim, bardzo emocjonalnym monologu, ale nie pozostawia złudzeń, że na postawione pytania można znaleźć nieskomplikowane i łatwe w realizacji odpowiedzi. Obojętność na ten dramat była niemożliwa nie tylko ze względu na jego tematykę, ale przede wszystkim dzięki fantastycznej pracy Miłosza Koniecznego, który w bardzo subtelny, precyzyjny i odpowiednio empatyczny sposób oddał emocjonalność głównego bohatera. Nie można nie docenić także wkładu reżyser Magdaleny Miklasz, która umiejętnie i z wielkim wyczuciem poprowadziła akcję czytania, a za pomocą prostych rekwizytów i ustawienia aktorów stworzyła atmosferę bliskości i prywatności. Również wykorzystana forma nie jest przypadkowa i nabiera wyjątkowego znaczenia, ponieważ tekst, którym posiłkują się aktorzy jest dla nich pewnym ograniczeniem i nie daje pełnej niezależności, a właśnie niesamodzielność i skomplikowana sieć zależności jest jednym z poruszanych tematów. Po ostatniej scenie wszyscy widzowie bardzo chętnie wzięli udział w żywej dyskusji z twórcami, co świadczy o silnym oddziaływaniu tekstu na odbiorcę. Wśród emocji dominowało współczucie dla cierpienia, zrozumienie dla szeroko pojmowanej inności i niezgoda na odrzucenie. Niesprawiedliwość losu powodowała wewnętrzny opór i chęć buntu jednak nie sposób wyznaczyć jego cel. Tak długie rozmowy po zakończeniu czytania świadczą o jego wartości, gdyż pojedynczy widzowie potrzebowali kontaktu z drugim człowiekiem, aby łatwiej poradzić sobie z bolesną tematyką dramatu. Rozmowa z pewnością przyniosła ukojenie, ale nie dała poczucia spełnionego obowiązku, uświadomiła problem, ale z własnymi emocjami każdy będzie musiał zmierzyć się sam. Celem „Stopklatki” nie było moralizatorstwo czy zachęcenie do działania w akcjach charytatywnych, ale zwrócenie uwagi na potrzeby odmienności, pobudzenie wrażliwości i empatii oraz zachęcenie do spojrzenia na drugą osobę prze pryzmat jej człowieczeństwa.
Karolina I. Kaleta
Wywiad: Gotowałam dla francuskiego prezydenta
Kulinaria i kino - to chyba moje ulubione przecięcie sztuk. Każda okazja, by porozmawiać o kuchni w konteście filmowym to naprawdę smakowity kąsek. "Męskie podejście do kuchni polega bardziej na tym, żeby najpierw coś ugotować, a potem się tym pochwalić. Kobiece: na przygotowaniu posiłku i sprawieniu nim przyjemności jedzącym" - mówi Danièle Mazet-Delpeuch, szefowa kuchni Francois Mitteranda. Historię tej niepokornej kucharki opowiada wchodzący właśnie na ekrany film "Niebo w gębie". Miałam okazję porozmawiać z Mazet-Delpeuch przy okazji Kuchnia+ Food Film Fest.
Jak to się stało, że kucharka z odległego regionu Francji trafiła do Pałacu Elizejskiego, by prowadzić prywatną kuchnię samego prezydenta?
To skomplikowana historia. Właściwie wciąż do końca nie znam odpowiedzi na to pytanie. To spadło na mnie samo, wcale tego nie szukałam. Zresztą tak było zawsze - rzeczy nadprogramowe, ekstra, pojawiały się na mojej drodze przez przypadek. Może mam szczęście? A może po prostu potrafię znajdować się w dobrym miejscu i w dobrym czasie. Takie wydarzenia są zawsze konsekwencją spotkań międzyludzkich. Trzydzieści lat temu ktoś poradził mi, żebym zobaczyła się z pewnym kucharzem, co uczyniłam. Dziesięć lat później, kiedy prezydent Republiki zażyczył sobie kobiety z prowincji na stanowisku prywatnego kucharza, ten człowiek - wówczas już jeden z bardziej uznanym mistrzów kuchni, prowadzący restaurację w Paryżu wyróżnioną trzema gwiazdkami Michelina - dał mu moją wizytówkę.
Kiedy zaczęła się pani kulinarna pasja? Nie przeszła pani typowej drogi zawodowego kucharza...
W kuchni nie mam podejścia zawodowca. Nigdy nie traktowałam gotowania jako kariery, o którą należy za wszelką cenę walczyć. Lubię przygody, zawsze je lubiłam. Ale w wieku 25 lat miałam już czwórkę dzieci i wydawało mi się, że to definitywny ich koniec. Wiedziałam, że aby odzyskać wolność, muszę się rozwinąć w czymś, co będzie w stu procentach moje. Wybrałam kuchnię i to był początek całkiem nowych przygód. Pasjonują mnie podróże, kilka razy objechałam świat dookoła. Posiadanie dzieci także było moją pasją. Jeśli ma się takie podejście do życia, wszystko musi się udać. Tylko nie można robić wielu rzeczy naraz, a po kolei.
Łącząc pracę zawodową z wychowywaniem gromadki dzieci przełamała pani wciąż jeszcze funkcjonujący stereotyp, który każe kobietom wybierać: dom albo praca.
Nie rozumiem tego podziału. Wszystko jest w głowie. Uwielbiam prace domowe: pranie, sprzątanie, zajmowanie się dziećmi zawsze sprawiało mi ogromną radość. Ale nie można tego robić cały czas! Jeśli mam ochotę na coś innego, także pod względem położenia geograficznego, dlaczego miałabym tego nie robić? Pomysł pracy na Antarktydzie był na początku tylko efektem ubocznym potrzeby zmiany, którą mocno odczuwałam, do tego bardzo dobrze płacili. Miałam pełną wolność w podjęciu tej decyzji, moje dzieci były już dorosłe. Ale ten pomysł stał się pasją, bo powiedziano mi, że przecież kobieta czegoś takiego nie zrobi, a tym bardziej kobieta w moim wieku. Na co powiedziałam: "Ach tak, doprawdy? No więc ja to zrobię". I zrobiłam.
...
Cały wywiad "Gotowałam dla francuskiego prezydenta" znajduje się na stronach portalu Stopklatka.
[AT]
FRANKENWeeenie!
W Londynie powoli, ale sukcesywnie pojawia się coraz więcej dziennikarzy. British Film Institute wypełnia się ludźmi, jest coraz bardziej tłoczno i coraz głośniej - wszyscy mówią tylko o "Frankenweeniem", czemu trudno się dziwić. Tim Burton postawił na swoim i zrobił jeszcze bardziej mroczny (i cudowny!) film, niż ten, za którego krótką wersją Disney wyrzucił go za drzwi w 1984 roku. Tutaj możecie obejrzeć go w całości.
Na polską premierę pełnometrażowej animacji 3D trzeba poczekać do siódmego grudnia, ale o pierwszych wrażeniach nie sposób było czekać do tego czasu. W ramach relacjonowania 56. BFI London Film Festival dla portalu Stopklatka.pl napisałam więc m.in, że: "Film nie jest przeładowany nadmiarem monstrualnych elementów. Zrealizowany w czerni i bieli przypomina kubek z gorącą czekoladą zwieńczony dobrze ubitą, słodką śmietaną. Jest smakowitym kąskiem zarówno dla dzieci, które doskonale czują się w świecie niewinnego okrucieństwa, jak i dla rodziców mogących dostrzec we "Frankenweeniem" bezkompromisowość wypływającą bezpośrednio z charakteru jego twórcy. Burton jest cierpliwy, ale zdeterminowany, by wcielić w życie prywatne wizje. Jest też ogromnym fetyszystą, który magii kina szuka w kontakcie z jego materią i czerpie ekstazę z wprawiania w ruch lateksowych kukiełek." Całość przeczytacie tutaj!
Być jak Marilyn Monroe
Czwartego (lub piątego, w zależności od wersji) sierpnia minęło równo 50 lat od śmierci być może największej ikony Hollywood. Piękna i zmysłowa. Tajemnicza nawet w pełnym świetle. Nieszczęsliwa mimo sukcesu. Infantylna, a jednocześnie przenikliwie dojrzała. Zinfantylizowana przez media słodka i tragiczna kokietka.
Marilyn Monroe. Legend, narosłych wokół tego nazwiska na przestrzeni ostatniego półwiecza nie sposób zliczyć. Może dlatego wciąż chce się czytać o niej, oglądac ją na ekranie. Czy miała rozmiar 42 czy nie (niestety - nie:))? Czy jej śmierć była wypadkiem, czy zaplanowanym autosabotażem?
Czy Marilyn nigdy dość?
Z okazji tego gorzko-słodkiego jubileuszu wiele redakcji zaproponowało specjalne podstrony. Miałam przyjemność uczestniczyć w jednym z takich przedsięwzięć. Na zamówienie portalu Stopklatka.pl powstały dwa teksty: o Współczesnych Marilyn, tych bardziej i mniej udanych, oraz o Mężczyznach, którzy woleli blondynkę, czyli historiach miłosnych gwiazdy.
O wzlotach, upadkach i spuściznie Marilyn opowiadałam też w programie Agnieszki Kołodziejskiej na antenie Radia Zet.
Serdecznie polecam jednocześnie - a nawet bardziej - inne teksty: na Stopklatce świetne artykuły proponowali też Małgorzata Sadowska, Jacek Wakar i Bartosz Żurawiecki. Z kolei Piotr Pluciński zestawił na swoim blogu najciekawsze źródła wiedzy i informacji o niej. W ramach mniej poważnych, ale nie mniej przydatnych informacji - w tym klipie makijażystka Lisa Eldridge opowiada o tajemnicach makijażu MM. To gratka nie tylko dla kosmetyczek i Marilyn-wannabes; paradoksalnie z tego tutorialu można się naprawde dużo dowiedzieć o samej gwieździe. A transformacja, jaką dzięki makijażowi przechodzi w ogóle niepodobna do MM modelka jest po prostu niesamowita i stanowi niezły kontekst dla dyskusji o "magii kina"...
(PS. Konkurs organizowany przez Stopklatkę kończy się jutro. Czasu zostało ledwie odrobinkę, ale nie jest trudno, więc może warto spróbowa swoich sił?)
MAD MEN od kuchni: Pić jak Don Draper
Przez cały najbliższy tydzień na Stopklatce pojawiac się będą moje teksty, w których sledzę nawyki kulinarne bohaterów kultowego serialu AMC. Dlaczego nikt z towarzystwa nie pije wina? Co to jest Rumaki? Czym grozi ostre picie w pracy? I co ma seksapil do alkoholizmu? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w kolejnych odcinkach!
Wino, whiskey, tajemnice seksapilu i widmo alkoholizmu, czyli Pić jak Don Draper
Drink jako symbol statusu + receptury i ich społeczno-polityczne konteksty, czyli Betty i whiskey
O miłości do dań warstwowych i miniaturowych, oraz tryskających, czyli Od kuchni
Restauracje, spelunki i awangardowe tosty - Kobieta na deser
Lato miłości, Don w dzwonach, dieta i moda - Don na diecie?