Jak to w życiu: raz pod wozem, raz pod wozem ;p
Przytyłam jak prosiak. Od grudnia dycha lekko. Efekt jest tego taki, że żadnej kurtki ani płaszcza nie zapnę. Jeśli nawet się uda, to jest ryzyko, że suwak rozpierdoli, albo guziki eksplodują.
Zamówiłam zatem piękne ponczo w dużą pepitkę. Zresztą nowa odzież dobrze mi zrobi, bo żydosława ze mnie straszna pod względem odzieży. Na 6 par spodni, tylko 3 pary nie mają dziury na dupie, a tylko jedna para dobrze na tej dupie leży. W tym ostatnia para kupiona w zeszłym tygodniu.
S. rzucił tematem, że on ma w dupie siłownie na wolnym powietrzu i chyba woli mi zasponsorować karnet na siłownię do czasu, aż sama nie uzyskam płynności finansowej. Rozważam, bo kusi! I to nie tak, że on mi każe iść na siłownię, czy sie odchudzać. On widzi jak ja sapię, dydzę, męczę się, nie dopinam w ubraniach i się kurwa toczę zamiast chodzić! Sama mu opowiadam o tym, jak cierpię w rozmiarze kuli do kręgli :(