Czasem gdy nie mogę zasnąć marzy mi się 100%-owy podatek dla rocznych dochodów powyżej ~420 tysięcy złotych. Drodzy bogacze i naiwniacy wierzący jeszcze w amerykański sen o kąpielach w złocie - w warunkach rosnących dysproporcji i kryzysu klimatycznego nie stać nas na wasze luksusowe jachty i oderwane od rzeczywistości kaprysy 🤷♂️
https://www.instagram.com/p/B8f9TS7HSBV/?igshid=10kcd7qvd304s
To nie podatki są "złe", lecz sposób gospodarowania nimi. PiS ładuje miliardy naszych pieniędzy w portfele elit, które mają jeszcze czelność domagać się preferencyjnego traktowania na tym tak zwanym "wolnym rynku". Każdy milioner jest złodziejem (szczególnie taki czerpiący zyski z wojen i przemocy), a własność "prywatna" (wyrażona np. eksploatacją środowiska naturalnego) kradzieżą dóbr publicznych ☠️
By odpowiedzieć na jakiekolwiek ciekawsze pytania o polityce monetarnej konieczne jest najpierw przyjrzenie się bliżej instytucji banku centralnego — jakie ma narzędzia i jak ich używa. Pierwsze banki centralne powstawały w celu obsługi wydatków państwowych, zwłaszcza żeby ułatwić zaciąganie długów publicznych. Chociaż ta funkcja wciąż jest pełniona przez współczesne instytucje, na plan pierwszy wyszedł udzielony im monopol na tworzenie państwowej waluty oraz wykorzystanie go do osiągania różnych celów ekonomicznych, w bliskim drugim rzędzie znajduje się też funkcja systemowa i regulacyjna dla krajowego sektora bankowego oraz kształtowanie kursów wymiany waluty krajowej z innymi. Kiedy prześledzi się historię bankowości centralnej z ostatniego mniej-więcej stulecia1, można odnieść wrażenie że cele i środki są w ciągłej zmianie, a teoria ekonomiczna ledwo nadąża za praktyką. Prawie wszystkie operacje po kryzysie gospodarczym roku 2008 uznawane za ‚niekonwencjonalne’, albo tak ekstremalne że tylko rozważane, były już kiedyś rutynowo używane (z sukcesem lub bez) przez jakieś duże państwo dziesiątki lat temu2. Dlatego chciałbym się skupić na tym co rzeczywiście się dzieje, bez upraszczającej zasłony ekonomicznej teorii.
Instrumenty banku centralnego w gospodarce pieniądza kredytowego
W ostatnich kilku dekadach, po monetarystycznej rewolucji w latach 70-tych, powstał konsensus że najważniejszym — a nie tylko jednym z — zadaniem banku centralnego powinna być kontrola stabilności cen; w niektórych państwach zostało to wpisane do prawa3, w innych jest jedynie praktyką. Naiwnie mogłoby się wydawać, że „stabilność cen” oznacza zerową inflację (wzrost cen), ale z różnych powodów (którym może się kiedyś przyjrzę w innym tekście) uznano że optymalnym stanem jest jej jak najbardziej niezmienny, niski ale niezerowy poziom. Przyjęty w wielu państwach cel 2% rocznie był oryginalnie właśnie kompromisem zwolenników zerowej i pozytywnej inflacji. Podstawowa teoria ekonomiczna mówi nam, że kontrola inflacji przez instytucję z kontrolą nad ilością pieniędzy w gospodarce powinna być bardzo prosta: po prostu drukarki banknotów powinny pracować ciężej kiedy inflacja jest zbyt niska i zwalniać kiedy jest za wysoka! Być może kiedyś ta teoria (nazywana ilościową teorią pieniądza) dobrze opisywała konsekwencje tworzenia przez bank centralny pieniędzy, ale w odniesieniu do obecnych gospodarek jest to już bardzo wątpliwe.
Co się zmieniło? Zacznijmy od obserwacji podstawowego faktu: większość pieniędzy we współczesnej kapitalistycznej gospodarce (takiej jak polska) nie zostało stworzonych przez bank centralny, tylko przez zwykłe banki. Jak właściwie działa bank? W pierwszym przybliżeniu: udziela kredytów na długo z pewnym oprocentowaniem, a przyjmuje depozyty na krótko (przynajmniej potencjalnie w każdej chwili mogą zostać wycofane) i oprocentowane dużo niżej (zwykle blisko zera), a z tej różnicy w oprocentowaniu bierze się jego zysk. (Oczywiście współczesne banki robią dużo więcej, ale wciąż udzielanie kredytów i przyjmowanie depozytów jest rdzeniem ich działalności.) Każdy z banków posiada w banku centralnym konto, tak zwaną rezerwę, którą może wymieniać na gotówkę potrzebną do wypłaty depozytów (także tych stworzonych przy udzielaniu kredytów), zasilać przez otrzymaną do zdeponowania gotówkę, a także uzupełniać pożyczkami z banku centralnego (więcej o tym za chwilę). W obecnym systemie prawnym to wielkość rezerwy ogranicza maksymalną sumę udzielonych kredytów4. W przeszłości w różnych państwach rezerwy banków były mocno ograniczone przez ilość złota albo ścisłe regulacje i politykę banku centralnego, ale aktualnie bank centralny dopasowuje podaż rezerw do potrzeb banków, więc granice ich wzrostu są dużo miększe i marginalny kredyt nie zostanie udzielony raczej przez brak chętnej kredytobiorczyni lub zbyt duże ryzyko niż z powodu wysokości odsetek od dodatkowych rezerw. W konsekwencji, nie ma bezpośredniego związku między depozytami banku i możliwością udzielania przez niego nowych kredytów, czyli najbliższe prawdy jest stwierdzenie, że banki tworzą kredytami nowe pieniądze, które bank centralny zgadza się uznawać za równoważne własnym5 w zamian za przestrzeganie jego regulacji. Dzisiejsze pieniądze są endogeniczne: ich tworzenie zostało zdecentralizowane i zamiast determinować, zależy od decyzji o zapożyczaniu się i udzielaniu kredytów — nie można powiedzieć, że jedna instytucja ma nad tym procesem całkowitą kontrolę6. Jak w takim układzie uprzywilejowana pozycja banku centralnego wciąż może mu dawać dźwignię do wpływania na gospodarkę?
W dokumencie opisującym „system operacyjny polityki pieniężnej NBP”7 możemy przeczytać że od 2008 roku dla polskiego banku centralnego taką dźwignią jest kształtowanie rynkowego oprocentowania międzybankowych pożyczek rezerw, mierzonego indeksem o wdzięcznej nazwie POLONIA (POLish OverNight Index Average). To właśnie pożądana wielkość tego indeksu jest nazywana stopą referencyjną i jest ustalana oraz ogłaszana przez Radę Polityki Pieniężnej. Banki co do zasady wolą mieć najmniejszą możliwą wielkość rezerw, ponieważ prawie zawsze potrafią znaleźć dla pieniędzy inne, bardziej zyskowne przeznaczenie; nie myląc się zbytnio, możemy przyjąć że każdy dzień pracy zaczynają z rezerwami równymi legalnemu minimum. W ciągu dnia w wyniku transakcji międzybankowych zmienia się suma depozytów w każdym z banków, więc gdyby na to nie reagowały niektóre kończyłyby dzień z niedoborem, a inne z nadmiarem rezerw — z potrzeby wymian między nimi powstaje rynek wzajemnych jednodniowych pożyczek. Ponieważ rezerwy i gotówka (tak zwana baza monetarna) są po prostu zobowiązaniami banku centralnego, może on je stworzyć w nieograniczonej ilości i nikt inny nie może tego zrobić, stąd nie jest zaskoczeniem że ma duży wpływ na międzybankowy rynek rezerw. Dokładny mechanizm tego wpływu wygląda tak: najpierw bank centralny ogranicza możliwe wahania oprocentowania przez korytarz wahań stóp procentowych, którego dół tworzy stopa depozytowa czyli odsetki jakie NBP płaci bankom od zdeponowanych rezerw8 (bank będzie chciał pożyczać tylko jeśli zaoferowane zostanie wyższe oprocentowanie), a górę stopa lombardowa czyli odsetki jakie NBP nalicza od nowo-stworzonych rezerw pożyczanych bankom (oferta banku z wyższym oprocentowaniem nie będzie konkurencyjna). W ramach korytarza następnie kształtuje dokładne ceny za pomocą operacji otwartego rynku (eg. emisją bonów pieniężnych o oprocentowaniu równym stopie referencyjnej lub sprzedaży obligacji Skarbu Państwa w celu zmniejszenia wielkości rezerw, więcej szczegółów w raportach NBP9), które zwiększają lub zmniejszają dostępność rezerw (czyli też oprocentowanie ich pożyczek) przez zmianę kompozycji bankowych aktywów bez zmiany ich wielkości. Razem te operacje są wystarczająco skuteczne, by oprocentowanie było rozsądnie blisko stopy referencyjnej — na tyle, że ‚rynkowość’ jest w dużej mierze tylko „kamuflażem działania sił rynkowych”10 dla decyzji banku centralnego.
Historycznie banki centralne używały różnych celów operacyjnych, nie tylko stóp procentowych, ale też zmian w podaży pieniądza oraz zmian w wolumenie kredytów. W gospodarce pieniądza kredytowego wszystkie te trzy rzeczy są ze sobą mocno związane (udzielenie nowego kredytu wymaga powiększenia rezerw i tworzy nowe pieniądze) i zwykle poruszają się razem. Zwykle nie znaczy jednak zawsze i od wybranego celu operacyjnego może zależeć skuteczność w osiąganiu przez bank centralny celu ekonomicznego oraz to w jaki sposób myśli on o swojej roli.
Makroekonomiczny wpływ stóp procentowych
Powodem dla którego bank centralny skupia się na oprocentowaniu pożyczek międzybankowych jest, że ma nadzieję ich zmianami wpłynąć na zagregowany popyt w gospodarce i przez to na inflację. W ekonomii kapitalistycznej nie ma mechanizmu, który automatycznie zrównywałby popyt z wartością zapewniającą pełne zatrudnienie lub stabilność (wzrostu) cen. Dodatkowo występują względnie regularne wahania popytu nazywane cyklami koniunkturalnymi. Tym co może jednak potencjalnie nadać popytowi społecznie optymalną wielkość i wygładzić cykle koniunkturalne jest interwencja państwa. W tradycji keynesistowskiej za antycykliczne zarządzanie popytem odpowiadać miała głównie polityka fiskalna (państwo miało dopasować swoje wydatki do luki między prywatnym popytem a wielkością odpowiadającą pełnemu zatrudnieniu), ale po monetarystycznej rewolucji aktualną ortodoksyjną pozycją jest że ma być to zadanie polityki monetarnej. W tej opowieści, to bank centralny ma więc zwiększając stopy procentowe zmniejszać wydatki w gospodarce gdy przekraczają one możliwości produkcyjne i napędzają inflację, a napędzać wydatki przy złej koniunkturze. Przyjrzyjmy się więc, jak stopy procentowe wpływają na realną gospodarkę — sposoby w jaki się to dzieje są nazywane kanałami transmisji polityki monetarnej. NBP w swojej cyklicznej publikacji11 przedstawia trzy główne:
kanał stopy procentowej: stopy procentowe krótkoterminowe wpływają na długoterminowe i tym samym czynią kredyty bardziej lub mniej atrakcyjnymi, ceteris paribus wyższe (niższe) odsetki oznaczają mniejszy (większy) wolumen nowych kredytów.
kanał kursowy: transfery z państw o niższym oprocentowaniu kredytów do tych z wyższym powodują wzmocnienie waluty państwa które podniosło stopy procentowe i osłabienie waluty tego które je obniżyło, w efekcie zmieniając bilans handlowy, czyli też krajowy popyt.
kanał kredytowy: kiedy zmieniają się krótkoterminowe stopy procentowe banki zamiast/oprócz zmieniać oprocentowanie długoterminowych kredytów mogą dostosować warunki ich udzielania (eg. zmieniając próg dopuszczalnego ryzyka), co także wpływa na wolumen nowych kredytów.
Szacunkowe zmiany efektywności głównych kanałów transmisji polityki monetarnej w Polsce (rys. 68 w 11)
Warto wspomnieć także o trzech dodatkowych kanałach:
kanał redystrybucji: stopy procentowe wpływają na odsetki od kredytów zależne od ich bieżącego poziomu, dokonując redystrybucji od dłużników do kredytujących lub odwrotnie, czyli de facto między gospodarstwami domowymi z mniejszym dochodem i tymi z większym, przez to zmieniając poziom konsumpcji (bo druga grupa przeznacza na nią zwykle mniejszą część dochodu).
kanał majątkowy: kiedy łatwo o kredyt lub są one tanie zwiększy się liczba kredytów branych w celu wykupu aktywów, co podniesie ich cenę (właśnie ta dynamika odpowiada za zwiększenie prawdopodobieństwa powstawania baniek cenowych przy niskich stopach procentowych); inni posiadacze tych aktywów odczują wzrost cen jako powiększenie się ich majątku, co może ich skłonić do zwiększenia wydatków konsumpcyjnych.
kanał oczekiwań: jeśli wszyscy wierzą w skuteczność banku centralnego w osiąganiu celu inflacyjnego, dopasują swoje oczekiwania inflacji i związane z nimi zachowania jeszcze zanim rozpropagują się ‚rzeczywiste’ efekty zmiany stopy referencyjnej — część banków centralnych świadomie korzysta z kanału oczekiwań inflacyjnych ogłaszając z wyprzedzeniem jaką politykę będą prowadzić w przyszłości, NBP nazywa to „moralną perswazją” (w angielskim funkcjonuje nazwa forward guidance).
Diagram przedstawiający schemat graficzny wszystkich kanałów razem.
Obraz wielu kanałów o zmiennej skuteczności jest z pewnością bardziej skomplikowany niż opowieść że stopa referencyjna prosto przenosi się na liczbę udzielanych kredytów i stąd na popyt, ale łatwo dostrzec, że ma w sobie rdzeń prawdy: sukces transferu większością z kanałów zależy od skuteczności propagacji oprocentowania od międzybankowych pożyczek o bardzo krótkim terminie do oprocentowania kredytów mających wpływ na realną gospodarkę. NBP zbiera statystyki średnich stóp procentowych nowych kredytów różnych rodzajów12, spójrzmy jak przedstawiają się ich reakcje na zmiany stopy referencyjnej:
Średnie oprocentowanie różnych rodzajów kredytów w porównaniu ze stopą referencyjną NBP
Jak widać różne stopy procentowe w gospodarce podążają z grubsza za stopą referencyjną, ale na jej zmiany reagują tylko częściowo i stopniowo. Bardziej czytelny może być wykres pokazujący zmiany spreadów, czyli różnic tych stóp procentowych ze stopą referencyjną:
Spready oprocentowania różnych rodzajów kredytów
Spready mogą się istotnie zmieniać, więc bank centralny nie może być do końca pewien jak bardzo i jak szybko zmiana stopy referencyjnej wpłynie na stopy wpływające na realną gospodarkę. Opóźnienia między akcjami banku centralnego a ich pełnym wpływem na gospodarkę są szacowane nawet na kilka lat i różnią się dla każdego z kanałów, więc są bardzo trudne do przewidzenia — jest to jedno z najistotniejszych ograniczeń dla skuteczności polityki monetarnej w zarządzaniu popytem, który potrafi się zmieniać dużo szybciej niż polityka monetarna może zareagować. Częściowym obejściem problemu szybkości propagacji zmian krótkookresowych stóp procentowych na długookresowe może być celowanie w więcej niż jedną stopę procentową, jak to dzieje się eg. przy operacjach luzowania ilościowego (quantitative easing), w których obligacje państwowe są wykupywane przez bank centralny w celu zmniejszenia ich oprocentowania. QE stosowane po kryzysie 2008 roku było określane jako „niekonwencjonalna polityka”, ale celowanie także w długookresowe stopy procentowe i związane z nim kupowanie większego wachlarza aktywów było kiedyś częstsze i używane skutecznie choćby przez USA w czasie II wojny światowej i tuż po niej13. Istotną dodatkową komplikacją jest specyfika działania kanału kredytowego, czyli wpływu działań banku centralnego na kryteria udzielania przez banki kredytów (eg. zmianę progu dopuszczalnego dla nich ryzyka nieodzyskania należności). To właśnie kanał kredytowy łączy organicznie politykę monetarną banku centralnego z jego systemową rolą w bankowości: regulacje działalności banków, warunki udzielenia pomocy jako pożyczkodawca ostatniej instancji i decyzje o bailoutach zmieniają oceny kosztów poszerzenia akcji kredytowej tak samo jak zmiany w kosztach zwiększenia rezerw.
Warto w tym miejscu zaznaczyć pewną asymetrię w efektywności polityki monetarnej. To ile kredytów zostanie udzielonych ograniczają trzy czynniki: (1) czy bank może wystarczająco tanio zwiększyć swoje rezerwy, (2) czy ryzyko niewypłacalności dłużnika jest poniżej dopuszczalnego progu, (3) czy istnieje popyt na dodatkowe kredyty. O ile bank centralny może wpłynąć na (1) zmieniając krótkoterminowe stopy procentowe, to (2) kształtuje tylko z dużym opóźnieniem przez systemowe zmiany, a na (3) w ogóle nie ma łatwego do przewidzenia wpływu. Wynika stąd, że chociaż bank centralny może w normalnych warunkach skutecznie zmniejszyć wolumen kredytów, to nawet jeśli zmieni stopy procentowe i dostępność kredytu w kierunku zwiększenia akcji kredytowej, nie musi to koniecznie jej zwiększyć. A nawet jeśli kredytów będzie więcej, niskie stopy procentowe mogą nieproporcjonalnie zwiększyć wykup istniejących aktywów i pompować bańki cenowe zamiast zostać przeznaczone na nowe produkty i usługi. Wszystko to powoduje, że polityka monetarna jest dużo mniej zawodna w ograniczaniu popytu niż w jego zwiększaniu.
Oaza centralnego planowania na wolnorynkowej pustyni
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń co do rzeczywistej skuteczności wpływu instrumentów banku centralnego na realną gospodarkę, nie powinno być wątpliwości że — jakkolwiek byłby on powolny i trudny do precyzyjnego przewidzenia — jest on niepomijalnym elementem całego systemu. Działania banku centralnego (nie tylko wąsko pojęta polityka monetarna, ale i instytucjonalne środowisko systemu finansowego) są jednym z czynników kształtujących które inwestycje będą dochodowe, na jakie cele będzie płynąć kapitał oraz redystrybucję między zadłużonymi i kredytującymi. Kapitalistyczna gospodarka zostawiona samej sobie byłaby targana cyklami koniunkturalnymi o sile zagrażającej stabilności systemu, jednakże istnienie instytucji podejmującej takie polityczne decyzje jest problematyczne dla wolnorynkowej ideologii. Skoro legitymizacja kapitalizmu pochodzi fundamentalnie z wiary, że jego niesprawiedliwość i marnotrawstwo nie są niczyim wyborem, ale powstają przez rynkową wymianę dóbr zapewniającą optymalne wykorzystanie zasobów agregując rozproszoną wiedzę i preferencje w sposób niemożliwy do osiągnięcia inaczej, to ta wizja nie może zbyt widocznie się rozłazić, żeby nie odsłonić przypadkiem rzeczywistości wyzysku i produkcji kierowanej zyskiem a nie użytecznością. Zarządzanie popytem niebezpiecznie przypomina centralne planowanie, więc nie może być zbyt widoczne, żeby nie podminować fikcji spontanicznie powstających i naturalnych rynków, tym bardziej żeby nie inspirowało planowania w innych miejscach, dla innych celów.
Pragnienie ukrycia ideologicznie niepoprawnego, ale praktycznie koniecznego miejsca w systemie gdzie odbywa się planowanie wyjaśnia ewolucję podejścia do banków centralnych w ostatnich kilku dekadach. Dogmatem stała się ‚niezależność’ banków centralnych14 — ich rola ma być czysto administracyjna, poza polityką i wolna od demokratycznej odpowiedzialności, trochę jak paternalistycznych królów–filozofów15. Ortodoksyjna teoria ekonomiczna stworzyła uzasadnienia dla takiego porządku instytucjonalnego usuwając z działań banku centralnego miejsce dla dylematów jakiejkolwiek natury. Zestaw założeń współczesnych modeli makroekonomicznych robi to tak dokładnie, że powstaje zbieżność nazywana (nieironicznie) „boską koincydencją”: utrzymanie optymalnego poziomu inflacji ma zapewniać także optymalny wzrost produkcji i optymalne dla długookresowego wzrostu bezrobocie, czyli osiągnięcie celu inflacyjnego daje naraz wszystko czego można oczekiwać od zarządzania popytem. Niestety w rzeczywistości „koincydencja” nie chce zachodzić16, ale nie przeszkadza to ortodoksyjnym ekonomistom uznawać ją za uzasadnienie dla monomanii walki z inflacją. Szczególnie pociągające dla liberałów jest pozbycie się kłopotliwej wolności banków centralnych do ustalania polityki przez stworzenie raz na zawsze jakiejś reguły (vide reguła Taylora) mającej w automatyczny sposób tworzyć optymalne rezultaty. Zaprzeczanie polityczności decyzji banków centralnych ma swoje apogeum w przedstawianiu ich we współczesnych modelach makroekonomicznych przez „funkcję reakcji” będącą jednym z podstawowych równań modelu17, na równi z równaniami odpowiadającymi zachowaniom firm i gospodarstw domowych, co przedstawia je jako naturalne i konieczne, jedynie kolejny element spontanicznego porządku wolnego rynku. W takim kontekście rozpoznające ten ukryty moment centralnego planowania libertariańskie postulaty zamknięcia banków centralnych i pozbawienia państwa możliwości tworzenia pieniędzy przez przejście na bitcoiny albo standard złota są — abstrahując od ich potencjalnych efektów — przynajmniej szczere.
Skąd właściwie to skupienie na walce z inflacją? Literatura na temat związków inflacji ze wzrostem gospodarczym jest bogata, ale bardzo niejednoznaczna — chociaż bardzo wysoka inflacja (powyżej 20–40%) jest wyraźnie szkodliwa dla wzrostu, to trudno znaleźć empiryczne uzasadnienie dla preferowania jakiegokolwiek poziomu jednocyfrowej inflacji. W świecie bez „boskiej koincydencji” (a w takim się znajdujemy) wybór niskiej inflacji jako jedynego celu oznacza zbytnie spowalnianie wzrostu w szczycie koniunktury, a mniejszą niż potrzebna reakcję w czasie kryzysu. Głównymi beneficjentami takiej sytuacji są posiadacze praw do pasywnego dochodu, czyli rentierzy, którzy wysokiej inflacji nienawidzą bardziej niż socjalizmu18. Rzeczywiście, polityka niskiej inflacji i wyższych realnych stóp procentowych zwiększa udział rentierów w dochodzie narodowym19. Możliwe też, że zawsze chodziło głównie o inflację płac: zbyt szybki wzrost gospodarczy zagraża pozycji klasowej kapitalistów. Gdy gospodarka jest blisko pełnego zatrudnienia racjonalne dla pojedynczych kapitalistów jest przelicytowywanie się na płace i opróżnianie rezerwowej armii bezrobotnych20, płace realne rosną szybciej niż produktywność i zwiększa się udział płac w dochodzie. Bank centralny zapobiegając takiemu ‚przegrzaniu’ powstrzymuje kapitalistów przed działaniem przeciw swojej klasie.
https://fred.stlouisfed.org/graph/?g=hfaZ
Stopa lombardowa NBP, szare tło oznacza recesję
Nie powinniśmy widzieć jednak w banku centralnym wroga na zawsze zorientowanego na interesy posiadaczy kapitału, lecz pole do rozszerzenia polityczności — przyczółek świadomego planowania, który powinien wpierw być zorientowany na społecznie użyteczne cele, a potem rozszerzany. Celem minimum jest zmiana celu polityki monetarnej z inflacji na wskaźniki kondycji realnej gospodarki, takie jak zatrudnienie abo wzrost21 i skończenie z bezrobociem zaprojektowanym przez bank centralny do zduszenia wzrostu cen. Niedawny artykuł Konczala i Masona22 przedstawia cały wachlarz nowych instrumentów gotowych do wykorzystania przez lewicowe banki centralne: ustalanie długoterminowych stóp procentowych, zwiększenie wsparcia dla pożyczania przez podmioty publiczne, zakup przez bank centralny publicznego długu, koordynacja polityki banku centralnego i rządu, przeniesienie nacisku z polityki monetarnej na politykę kredytową, a nawet gwarancje dla części prywatnego długu. Jaka jest szansa, że zanim uderzy kolejny kryzys stopa referencyjna w Polsce będzie dużo wyższa niż obecne 1.5%? By sobie z nim poradzić będziemy potrzebowali czegoś co zadziała nawet gdy stopa referencyjna osiągnie 0%. Zresztą w każdym scenariuszu przekręcanie jednego pokrętła krótkoterminowych stóp procentowych nie będzie wystarczyć by osiągnąć wszystkie cele — jeśli celi jest więcej niż jeden, potrzeba więcej niż jednego instrumentu. Polityka monetarna ma istotny wpływ na kwestie dystrybucyjne i nierówności oraz na co są kierowane kredyty, a obie te rzeczy zasługują na bycie same w sobie świadomie wybranymi celami politycznymi. To wszystko wymaga jednak by bank centralny przyznał się do roli, którą i tak już pełni: roli centralnego planisty.
Wyczerpujący opis rozwoju bankowości centralnej można znaleźć w Forrest Capiey, Charles Goodhart & Norbert Schnadt, The development of central banking. ⏎
Współczesną rolę banków centralnych jako bardzo ograniczoną w historycznym kontekście przedstawia Gerald Epstein, Central banks as agents of economic development. ⏎
W Polsce jest on częścią nie tylko ustawy o NBP (Art. 3.1.: „Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP.”), ale także obecnej konstytucji (Art. 227.1.: „Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.”), której rozdział X zawiera zresztą więcej zapisów cementujących liberalny model gospodarczy. ⏎
Tak jest w Polsce, ale generalnie wymagania rezerwowe są decyzją odpowiedniego banku centralnego i nie wszystkie korzystają z tego instrumentu. Eg. Wielka Brytania, Australia i Kanada pozostawiają bankom decyzje na jak małą rezerwę mogą sobie pozwolić bez utraty płynności gotówkowej. ⏎
Sama nazwa ‚banknot’ oryginalnie oznaczała w języku polskim właśnie papierowy pieniądz (kwit bankowy) emitowany przez banki, niekoniecznie wymienialny na ten banku centralnego, którego pieniądze nazywano dla odróżnienia ‚biletami skarbowymi’. ⏎
O ile samo to, że tworzenie pieniędzy jest zdecentralizowane i (lepiej lub gorzej) odpowiada na bieżąco na potrzeby gospodarki wydaje się lepszym rozwiązaniem niż gdy decyzje musi podejmować bank centralny, to sam udział w tworzeniu pieniędzy jest dla banków zyskowny (gdyby było inaczej to by tego nie robiły), więc naturalne wydaje się pytanie czy da się tą — pochodzącą z decyzji banku centralnego i państwowych gwarancji — rentę uspołecznić na niższym poziomie niż opodatkowanie zysków banków. Często jest to łączone z postulatem wprowadzenia systemu pełnej rezerwy. W przyszłości spróbuję się przyjrzeć najpopularniejszym propozycjom, na pewno przynajmniej Positive Money. ⏎
System operacyjny polityki pieniężnej Narodowego Banku Polskiego w latach 2008-2012. ⏎
Dużo banków centralnych nie płaci odsetek od rezerw, albo zaczęło płacić dopiero w czasie ostatniego kryzysu, ponieważ jest to dodatkowy koszt, którego w sytuacji odpowiednio niskiej płynności da się uniknąć. Z drugiej strony jest to bardzo przydatne narzędzie zwłaszcza kiedy istnieje stała tendencja do nadmiaru rezerw, jak dzieje się w Polsce. ⏎
Coroczne raporty NBP o implementacji polityki pieniężnej Płynność sektora bankowego. ⏎
Cytat z dyrektora Fed Wayne'a Angella, który takie zadanie postawił nowemu instrumentowi banku centralnego, kiedy odchodził on od celowania w wolumen rezerw (zamiast — tak jak teraz — w oprocentowanie); źródło: Greta R. Krippner, Capitalizing on Crisis, cytuję za J. W. Mason, Socialize Finance. ⏎
Mariusz Kapuściński, Andrzej Kocięcki, Halina Kowalczyk, Tomasz Łyziak, Jan Przystupa, Ewa Stanisławska, Anna Sznajderska & Ewa Wróbel, Mechanizm transmisji polityki pieniężnej w Polsce. Co wiemy w 2015 roku? ⏎ ⏎
Skorzystałem z kategorii nowych kredytów bez renegocjowanych każdej długości z dokumentu Statystyka stóp procentowych. ⏎
Krótko opisane w Federal Reserve History: The Second World War and Its Aftermath i obszerniej w Barry Eichengreen & Peter M. Garber, Before the Accord: U.S. Monetary-Financial Policy, 1945-51. ⏎
Trzeba przyznać, że powstała ona jako odpowiedź na rzeczywisty problem banków centralnych dopasowujących pod wpływem rządów swoją politykę do kalendarza wyborczego. Rozwiązaniem nie musi być jednak pełna niezależność od demokratycznej kontroli — w Wielkiej Brytanii rząd wyznacza z wyprzedzeniem zadania Banku Anglii i potem rozlicza z ich wykonania, co jest rozsądnym kompromisem między ręcznym sterowaniem a brakiem odpowiedzialności. ⏎
Bradford Delong, Republic of the Central Banker. ⏎
Mark Thoma, Divine Coincidence and the Fed's Dual Mandate. ⏎
Peter Dorman, Modeling Policy When Policy Is Inside the Model. ⏎
Scott Sumner, A little more inflation or a little more socialism? ⏎
Gerald Epstein & Dorothy Power, Rentier Incomes and Financial Crises: An Empirical Examination of Trends and Cycles in Some OECD Countries. ⏎
Michał Kalecki, Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia. ⏎
Gerald Epstein, Alternatives to Inflation Targeting Monetary Policy for Stable and Egalitarian Growth: A Brief Research Summary. ⏎
Mike Konczal & J.W. Mason, A New Direction for the Federal Reserve: Expanding the Monetary Policy Toolkit. ⏎