Jak wiecie działam w ZHP (Związku Harcerstwa Polskiego). No i, jak wiele organizacji, ta też ma swoje odznaki, w sumie to dość ogólnie wiadome. Najwyższe odznaczenie to Krzyż Harcerski, zastępuje on na mundurze lilijkę. Więc też każdy harcerz czeka na takowe odznaczenie, zwykle ten moment jest starannie przygotowany przez drużynowego. Nie może to być takie wręczenie odznaczenia do ręki i tyle. W moim przypadku wyglądało to tak:
Był Harcerski Rajd Szlakami Walk Partyzanckich. 27 września 2014 roku. Dzień, jak dzień, przeszliśmy trasę rajdową i dotarliśmy do mety, baza w Odrowążku. Zakwaterowanie, zajęcia programowe, ognisko. Gdy wracałem do budynku dowiedziałem się, że mam alarm ewakuacyjny. Musiałem zgarnąć wszystkie swoje rzeczy do plecaka i w mundurze z plecakiem stawić się przed druhem. Trafiłem całkiem nieźle, to chyba był komendant rajdu, spacerował sobie a ja musiałem biegać z plecakiem kółeczka wokół niego, potem przysiady i pompki (dalej z plecakiem). Następnie rozmowa na temat mojej przyszłości w harcerstwie i doprowadzenie mnie do miejsca, gdzie wcześniej było ognisko. Tam miałem poczekać kilka minut samotnie. Po krótkim czasie dołączył do mnie kolega z drużyny. Też usiadł i czekaliśmy razem. Nagle przyszedł owy komendant rajdu, nasza drużynowa i dawny członek drużyny. Kazali nam rozpalić ognisko. Gdy to zrobiliśmy to kazali nam wstać i przeszli do rozkazu i przyjęcia przyrzeczenia harcerskiego.
Nie pamiętam już wszystkiego bardzo dokładnie, bo miesza mi się to troszkę z otrzymaniem barw drużyny, które miało miejsce rok wcześniej. Jeśli zechcecie to opowiem o tym w innym poście. Podzielcie się swoimi krzyżowaniami jeśli już je mieliście ;)