ODLOTY i PRZYLOTY z bliźniakami Już czas. Na lotnisko wybraliśmy się dwoma samochodami — pierwszy, z fotelikami dla bliźniaków i dwiema wielkimi walizkami prowadziła moja przyjaciółka. Drugi to UBER — potrzebowaliśmy dodatkowej przestrzeni na wózek bliźniaczy. Po dotarciu na lotnisko ja prowadziłam wózek z bliźniakami, a M zorganizował szybko wózek na 4 walizki. Odprawa bagażowa trwała wieczność mimo pierwszeństwa w kolejce LOTU (jest tam specjalne stanowisko dla rodziców z dziećmi). Kolejny krok to Kontrola Bezpieczeństwa — to dopiero było wyzwanie. Gigantyczna kolejka... na szczęście inni pasażerowie z wielkimi oczyma patrzyli na mój brzuch i bliźniaki, pozwalając przejść dalej. Wiedzieliśmy co i jak bo mamy doświadczenie w podróży z wózkiem bliźniaczym oraz z brzuszkiem ciążowym. Wózek musi zostać rozłożony na części pierwsze tak, aby przeszedł przez taśmę kontroli bezpieczeństwa. Zajął się tym M a ja w tym czasie siedziałam na podłodze w kolejce, trzymając wyrywające się bliźniaki za bluzy. Całe szczęście obyło się bez płaczu. Na lotniskach do kontroli ludzi wykorzystuje się bramki elektromagnetyczne lub ręczne detektory metali. Bramki elektromagnetyczne są niebezpieczne dla kobiet w ciąży i można poprosić o ich ominięcie. Ok, a co z bliźniakami? Oni muszą przejść.
Wyglądało to tak, że M rozłożył wózek po drugiej stronie, żeby móc przypiąć chłopaków jak tylko znajdą się w jego zasięgu. Ustawił się przy bramce, rozłożył ręce i zawołał pierwszego syna. Remek oczywiście zadowolony, że wreszcie go puściłam, pobiegł w stronę taty. Gniewko zachował się tak samo. Ja przeszłam dookoła i zostałam poddana indywidualnej kontroli. Udało się uff… zmęczeni, idziemy dalej. {Zupełnie inaczej wyglądała kontrola bezpieczeństwa w drodze powrotnej z LA do Warszawy, Wyobraźcie sobie jakie nasze było zaskoczenie, kiedy okazało się, że nie musieliśmy robić dosłownie nic! Bramka była bezpieczna dla kobiet w ciąży, laptop, płyny itp. musiały zostać wewnątrz bagażu, wózkiem zajął się strażnik, naprawdę byliśmy pozytywnie zaskoczeni. } Znaleźliśmy strefę wypoczynkową, która była dość dobrze ogrodzona i pozwoliliśmy się wybiegać chłopakom. Mieliśmy zarezerwowane dwa miejsca + dwie kołyski, które przeznaczone są dla dzieci do 10 kg (udźwig mają do 12 kg) Miejsca trzeba zarezerwować przy ścianie, tam, gdzie jest więcej miejsca nogi.
Obok mnie usiadła Amerykanka z 4 latkiem, która była w szoku, że nie da się opuścić podłokietników w tym rzędzie i zaznaczyła, że będzie starała się o zmianę miejsca (jupi ! ) Obok M, przy oknie usiadł duży Pan i uwaga uwaga… uciekł, jak tylko rozpoczęto montowanie kołyski tuż przed nim. Szczerze powiedziawszy, kołyski przydały się nam tylko do odstraszenia pasażerów zajmujących miejsce obok nas. Chłopaki spali razem na podłodze. Lot trwał ok 13h, a oni spali nam tylko 2h, było naprawdę ciężko. {Zupełnie inne odczucia w drodze powrotnej... chłopaki zasnęli na 8h! Lot miną idealnie, bez większych dramatów} Podsumowując: W obydwie strony mieliśmy dla siebie 5 foteli — prawdziwy plac zabaw!










