❝ -ᵂʰᵉⁿ ᵗʰᵉ ˢᵗᵃʳˢ ᵇˡᵉᵉᵈ ᵃⁿᵈ ᵗʰᵉ ˢᵏⁱᵉˢ ʷᵉᵉᵖ ᶠⁱʳᵉ˒ ᵗʰᵉ ˢᵗᵃˡˡⁱᵒⁿ ᵗʰᵃᵗ ᵐᵒᵘⁿᵗˢ ᵗʰᵉ ʷᵒʳˡᵈ ˢʰᵃˡˡ ʳⁱᵈᵉ ᵒⁿᶜᵉ ᵐᵒʳᵉˑ ᴰᵉᵃᵗʰ ˢʰᵃˡˡ ᵇᵒʷ ᵇᵉᶠᵒʳᵉ ʰⁱᵐ˒ ᵃⁿᵈ ᵗʰᵉ ˢʰᵃᵈᵒʷ ᵒᶠ ⁿⁱᵍʰᵗ ˢʰᵃˡˡ ᶠˡᵉᵉ ᶠʳᵒᵐ ʰⁱˢ ᵖᵃᵗʰˑ ᴼⁿˡʸ ᵗʰᵉⁿ ˢʰᵃˡˡ ᵗʰᵉ ᵇʳᵒᵏᵉⁿ ᵇᵉ ʷʰᵒˡᵉ ᵃᵍᵃⁱⁿ˒ ᵃⁿᵈ ᵗʰᵉ ᶠˡᵃᵐᵉ ᵗʰᵃᵗ ᵈⁱᵉᵈ ᵇᵉ ʳᵉᵏⁱⁿᵈˡᵉᵈ ᵗᵒ ᵇᵘʳⁿ ᵇʳⁱᵍʰᵗᵉʳ ᵗʰᵃⁿ ᵇᵉᶠᵒʳᵉ❝
Biała przędza mgieł otaczała Smoczą Skałę niczym dusze poległych w odwiecznej walce o Żelazny Tron. Wyspa tonęła w chłodnym blasku księzyca, który rzucał srebrzyste refleksy, zarówno na fale Zatoki Czarnego Nurtu, jak i budowlę dawnej chwały Valyrii. A ta prezentowała się z godnością dawnej legendy.
Zamek, niczym wyszczerbione zęby pradawnego smoka, wyrastał z czarnego kamienia, wyrzeźbionego przez wiatr i czas. Groźne gargulce zdobiły jego mury, patrząc na świat pustymi oczodołami; wygięte w upiornym grymasie, zdawały się obserwować każdego przybysza, mierząc wartość owego - w bitwie lub zdradzie.
A nad tym wszystkim burzowe chmury i biała zawiesina oparu, leniwie oplatająca wieże, jakby chciała ukryć tajemnice tego miejsca, a także cienie trzech smoków – Drogona, Rhaegala i Viseriona – krążących po niebie niczym żywe symbole potęgi, którą Daenerys Targaryen odziedziczyła po swoich przodkach.
Zrodzona w Burzy stała na dziedzińcu, otulona płaszczem ze srebrzystego futra, który zdobiły smocze motywy. Jej twarz pozostawała wyrzeźbioną maską – piękną, lecz lodowatą. Po jej bokach stało dwóch mężczyzn. Po lewicy Jon Snow, blady, odziany jak na mieszkańca północy przystało; milczący i napięty, jakby już przygotowywał się do nieuchronnej walki. Po prawicy zaś Tyrion Lannister, choć znacznie niższy wzrostem - ze względu na swoją niskorosłość - wydawał się równie wielki w swoim cynizmie, trzymając kielich wina, jakby to on miał go obronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami świata. Z tyłu trzech postaci, w cieniu niczym pająk, pozostawał Lord Varys, tkając własne sieci przemyśleń.
Daenerys spojrzała na Jona z chłodnym dystansem.
– Powtórz to jeszcze raz, Jon. Powiedz mi, że Khal Drogo, mój mąż, który zginął w ogniu i śmierci, powrócił z martwych.
Jon skinął głową, jego twarz była poważna, niemal bolesna w swojej szczerości.
– Został przywrócony do życia, jak ja.
Daenerys zmrużyła oczy, a jej spojrzenie przeszło od Jona do Tyriona i z powrotem. Słowa wisiały w powietrzu, jakby sam wiatr Smoczej Skały wstrzymał oddech. To, co Jon opisał, wydawało się niemożliwe, nawet w świecie, w którym smoki znów latały po niebie.
Khal Drogo, powrócony z martwych? Czy był to znak od bogów, czy raczej kolejna próba ich okrutnej zabawy?
– Khal Drogo... powrócił? – jej głos cechował się jedwabistym tonem, który jednak wibrował ostrzem lodu. – Słyszałam już o takich sztuczkach. Kapłani R’hllora bawią się w bogów, ale to nie czyni ich wszechmocnymi.
Tyrion uniósł kielich, przyglądając się rubinowemu płynowi.
– Sztuczka czy nie, widziałem cuda, których nie potrafię wyjaśnić – zauważył z typowym dla siebie cynizmem. – Ale pytanie brzmi, co ty z tym zrobisz, jeśli to prawda.
Daenerys skrzywiła się, jej spojrzenie spoczęło na Tyrionie.
– Zali wierzysz w to, Tyrionie?
Tyrion wzruszył ramionami, jakby cała ta sprawa była jedynie kolejnym przykładem chaosu w świecie, w którym się znajdował.
– Wierzę, że świat lubi zaskakiwać. Ale to, czy Drogo rzeczywiście powrócił, to pytanie, na które tylko ty możesz znaleźć odpowiedź.
– Jeśli to prawda, to znaczy, że Mirri Maz Duur nie kłamała – powiedziała cicho. – Kiedy słońce wzejdzie na zachodzie i zajdzie na wschodzie. Kiedy morza wyschną, a góry rozwieje wiatr jak liście. Kiedy moje łono znowu ożyje, a ja…urodzę żywe dziecko… Wtedy powróci Khal Drogo.
Jej głos załamał się na chwilę, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą.
– Nie ma cudów, które nie mają swojej ceny. Jeśli Khal powrócił, jest ku temu powód. Czy ktoś chce sprawdzić, jaka to cena? Wszyscy wiemy, że martwi nie powracają.– powiedziała chłodno, a w jej głosie brzmiała nuta ostrzeżenia. – Czerwona Kapłanka bawiła się w bogów, kiedy sprowadziła ciebie z powrotem, Jonie Snow. Ale Drogo? – spojrzenie srebnowłosej stwardniało. – Drogo żywy. To znaczy, że ktoś próbuje bawić się moimi uczuciami.
Jon podjął wyzwanie jej spojrzenia.
– Zasłużył, byś sama to oceniła. Poślij kruka po Melisandre. Nie ufam jej, ale jej moce są prawdziwe.
– Zrobię to. Ale jeśli okaże się to grą... – Jej spojrzenie zamieniło się w lodowate ostrze. – Nie zniosę kolejnej zdrady.
Daenerys milczała przez chwilę. Jej spojrzenie przesunęło się na znajdującego się za nimi Pająka, jakby chciała wyczytać prawdę z jego oczu.
– Nie ufam przypadkom, Lordzie Varysie. A ty?Uśmiech eunucha był pozbawiony humoru.
– Jeśli to pułapka, to dość skomplikowana. Ale jeśli to prawda... – spojrzał na nią znacząco. – To musisz się z tym zmierzyć.
Daenerys odwróciła głowę, patrząc w stronę nieba stykającego się z morzem.
- Kiedy słońce wzejdzie na zachodzie i zajdzie na wschodzie.. Czy to możliwe, że teraz te słowa miały się spełnić?... - pytanie zawisło w powietrzu niedopowiedzeniem, a Matka Smoków oddała swój kielich z winem Tyrionowi, nie racząc się jego zawartością odkąd natrętne myśli powracały do przepowiedni.
– Poślijcie kruka po Melisandre. Niech przybędzie na Smoczą Skałę.– zdecydowała w końcu. – Chcę usłyszeć jej wersję tej historii.
Nim zdążyła dopowiedzieć rozkaz, z oddali dobiegł dźwięk rogów. Brama Smoczej Skały otworzyła się z przeciągłym skrzypieniem, a na dziedziniec wkroczył Khal Drogo.
Kiedy Khal Drogo przekroczył bramy Smoczej Skały, noc zdawała się wstrzymać oddech. Daenerys stała na dziedzińcu, otoczona przez strażników i doradców. Cienie pochodni rzucały na ziemię figury, które zdawały się poruszać własnym życiem.
Kiedy Drogo wyszedł z cienia, jego spojrzenie spotkało jej. Wyglądał jak dawno utracony sen, dakładnie taki, jakim go zapamiętała – olbrzymi, muskularny. Długi warkocz, ozdobiony złotymi pierścieniami, opadał na jego plecy, a w jego oczach błyszczał znajomy ogień – ten sam, który zapamiętała z nocy ich pierwszego spotkania.
Nie był jednak tym samym mężczyzną. Oczy miał głębsze, jakby spoglądały przez zasłonę śmierci, ciało wciąż silne, ale z bliznami, które nie pochodziły z tego świata. Jego ruchy były ostrożne, jakby dopiero oswajał się z powrotem wśród żywych. Stał w milczeniu, otoczony echem przeszłości i spojrzeniem, którego młoda kobieta nie potrafiła zdefiniować i które budziło w niej co najmniej ambiwalentne uczucia; bowiem oczy Khala, ciemne jak bezksiężycowa noc, spoczęły na niej, ale Daenerys wypatrzyła w nich iskrę, która ją niepokoiła. Iskrę tą Dany zinterpretowała jako coś nieludzkiego, czując lodowaty dreszcz. A może to jedynie gra ciemności i pochodni? Może krótkie, złowrogie spojrzenie, które posłał w kierunku Jona Snow.
- Jalan atthirar anni. - powitał ją ten, który przybył zza światów.
Daenerys nie odpowiedziała od razu. Czuła, jak Drogon porusza się niespokojnie za jej plecami, jakby węszył coś znajomego, a zarazem obcego.
Kim jesteś, by mnie tak nazywać? Mój mąż zginął. Jego ciało spłonęło na stosie pogrzebowym. Zali mam uwierzyć, że to naprawdę ty, Drogo? Czy może ktoś inny nosi twoją twarz? - niewypowiedziane pytania będą jej krążyły w głowie. Jak dotąd nie wiedziała, czy może zawierzyć swoim zmysłom, a może raczej faktom. Khal stał przed nią.
Targaryenka przesuwała spojrzenie z Jona Snow na Tyriona, jakby szukając w nich odpowiedzi.
– Jeśli to naprawdę on, powinniśmy się upewnić, że jest po naszej stronie. O ile, rzecz jasna, nie przywiódł go tu jakiś inny cel.
Daenerys spojrzała w twarz Drogo zupełnie bez emocji, gdy wtem, nagle powietrze przeszył przenikliwy, donośny ryk. Drogon zniżał się nad dziedzińcem, skrzydła rozpościerał niczym czarna burza, a cienie jego potężnego ciała przesłaniały światło księżyca. Tumany pylistego, wulkanicznego kurzu zawirowały w piruetach dostając się do oczu, nosa, płuc. Za jednym smokiem pojawili się jego bracia, Viserion i Rhaegal, szybowali za nim, lecz to on był tym, który pierwszy dotknął ziemi. Smocze pazury uderzyły o kamienne płyty z głuchym łoskotem, a ziemia pod nimi zdawała się drżeć.
Drogo stał nieruchomo, jego oczy śledziły każdy krok bestii. Był wojownikiem, nieustraszonym Khalem, ale i on musiał czuł, jak potężny jest ten przeciwnik. Drogon podniósł głowę, jego gardziel wypełnił pomruk, który przypominał grzmot nadciągającej burzy. Smok spojrzał na niego – spojrzenie czyste, pierwotne, ogniste.
Daenerys, choć serce jej biło jak szalone, nie odezwała się ani słowem. Wiedziała, że to moment próby. Smoki, te dzieci Valyrii, nie były zwykłymi stworzeniami – akceptowały tylko tych, których uznały za swoich. Viserion szczególnie Tyriona, zaś Rhaegal - Białego Wilka z Północy. O ile Złoto Dnia pozostawał zawsze najbardziej nieufnym z braci, o tyle wyboru Szafira Wśród Płomieni - Daenerys nie rozumiała. W przypadku Tyriona i Viserysa, zrozumiała, iż pogłoski o Aerysie i Joannie Lannister okazały się prawdziwe, tak nie mogła znaleźć odpowiedzi dlaczego Rhaegal lubił towarzystwo bękarta Neda Starka. A co z Czarnym Postrachem?
Drogon ruszył ku Drogo. Każdy krok smoka wypełniał powietrze napięciem, jakby cały świat wstrzymał oddech, w tym i Matka Smoków, która wiedziała, że jeśli Drogon nie zaakceptuje Drogo, żadna siła na świecie nie powstrzyma smoka przed zniszczeniem wszystkiego, co znajdzie się w jego drodze.
Jednakże Drogo nie cofnął się, nie drgnął nawet, choć gorący oddech bestii owiał jego twarz. Daenerys miała wrażenie, że czas stanął w miejscu. Przez chwilę nic się nie działo. Potężny łeb Drogona był nieruchomy, jedynie nozdrza lekko drżały, z lekka dymiąc. Po czym najzwyczajniej w świecie legendarna bestia zniżyła głowę, jakby uznając mężczyznę za swojego pana i szturchnęła pyskiem w delikatnej żarliwości pierś Khala, zamykając przy tym oczy z błogości. Gest był jednoznaczny. Smok zaakceptował Khala, przyjmując go jako część stada, jako kogoś, kto mógłby być równy jego matce.
Viserion i Rhaegal zaryczały w odpowiedzi, jakby w geście aprobaty. Smoki uniosły się w powietrze, krążąc nad dziedzińcem, a Drogon pozostał przy Khalu, jego oddech pozostawał spokojny, niemal czuły.
Shekh ma shieraki anni - powinna odpowiedzieć Daenerys, zamiast tego odezwała się w Dothraki:
- Anha vazhak yeraan thirat.
Istotnie. Krew dawnej Valyrii i jej smoki pozwoliły przywróconemu do życia przybyszowi żyć. Czyżby teraz miała zacząć się nowa epoka, epoka Khala Drogo, Władcy Smoków?...
Wrażenia tego wieczoru miały pozostać jeszcze długo w pamięci zebranych. Zwłaszcza, że na bohaterów czekał jeszcze jeden niespodziewany zwrot akcji, tym bardziej, że na dziedzińcu Smoczej Skały panowała ciężka atmosfera, jakby powietrze było zgęstniałe, bardziej przytłaczające niż zwykle, stało się bardziej lodowate. Smoki, które niedawno zademonstrowały swoją akceptację Khala Drogo, zaczęły się niespokojnie poruszać. Ich ruchy stały się gwałtowne, a nozdrza drżały, jakby wyczuwały coś, co zakłócało ich naturalny spokój. Rhaegal uniósł łeb, wydał niski pomruk, który przypominał ostrzeżenie, Viserion zasyczał wściekle, jakby w strachu. Tylko Drogon pozostał niewzruszony, choć pochylił łeb ku dołowi, jakby nie mogąc się zdecydować, czy węszyć, czy już rzucić się do ataku, czy cierpliwie pozostać na miejscu.
Jon Snow, stojący na czele małej grupy przybyszów z północy, spojrzał na Daenerys Targaryen z powagą. Wiedział, że chwila była delikatna. Smoki to stworzenia instynktu, a ich zmysły wyczuły to, co Jon przywiózł na Smoczą Skałę.
– Spotkaliśmy się tutaj z dwóch powodów, Wasza Miłość, – odezwał się Jon, jego głos spokojny, ale wyraźnie napięty. – Pierwszy dotyczy powrotu Khala Drogo. Ale drugi… drugi jest jeszcze ważniejszy.
Daenerys zmarszczyła brwi, wyczuwając, że coś w tonie Jona zdradzało grozę, której jeszcze nie rozumiała. Jon skinął na Davosa Seawortha, który stał z tyłu, a potem wskazał na dużą, okutą żelazem skrzynię, przyniesioną przez dwóch mężczyzn z Północy.
– Wewnątrz jest to, co zagraża każdemu człowiekowi w Westeros. Nie przybyłem prosić o koronę ani o ziemię. Przybyłem, by błagać o sojusz i pomoc. Bowiem bez waszej pomocy Pani wszyscy zginiemy.
Smoki zasyczały głośno, zwłaszcza Drogon, który poruszył skrzydłami, unosząc kurz z dziedzińca. Nawet Daenerys poczuła, jak niepokój ogarnia ją na widok ich reakcji. Jon odwrócił wzrok na skrzynię i ruszył ku niej, a Davos i jego ludzie odsłonili jej wieko.
W mgnieniu oka ciszę nocy przerwał dziki, nieludzki ryk, który wydała uwięziona istota – Biały Wędrowiec. Z jego ciała emanował lodowaty chłód, a oczy płonęły niebieskim blaskiem, który wydawał się przeszywać każdego, kto odważył się spojrzeć w ich głębię. Smoki cofnęły się gwałtownie, a Drogon zasyczał ostrzegawczo, zbliżając się do Daenerys, jakby chcąc ją ochronić przed nieznanym zagrożeniem.
Daenerys zrobiła krok do przodu, spoglądając na stworzenie z mieszaniną zdumienia i niedowierzania.
– To… to jest jeden z tych, o których mówiłeś? – zapytała, jej głos ledwie szeptem i uchwyciła się kurczowo rękawa Jona Snow jak kotwicy duszy.
– Biali Wędrowcy. Inni. Poddani Nocnego Króla, który dowodzi armią nieumarłych, a ta pochłania wszystko na swojej drodze. Smocze szkło i Valyriańska stal oraz smoczy ogień to jedyne rzeczy, które mogą ich zabić. Zwykłe ludzkie armię, nie są w stanie ich pokonać. Za to oni zostawiają więcej bezwolnych bytów, takich jak ten. Zwykły ogień, czy oręż ich nie zabije. - mówiąc to zbliżył się z pochodnią do stwora. Lodowy byt wydawał się bardziej rozwścieczonym niż jeszcze chwilkę temu, lecz po za tym nie doznał obrażeń. Oręż z kolei złamał się o jego lodowe ciało.
–To co mówiłem, było prawdą Dany - Biały Wilk nazwał ją tym szczególnym zdrobnieniem, pozwalając sobie na poufałość przy wszystkich. - Potrzebuję Cię. Wszyscy rozpaczliwie potrzebujemy - powiedział, po czym wyjął miecz – Długi Pazur – i podszedł bliżej. Wędrowiec szarpał się w skrzyni, próbując wydostać się na wolność, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, Jon zamachnął się i uderzył. Ostrze Valyriańskiej stali przecięło lodowate ciało, które rozsypało się w chmurę kryształowego pyłu. Wszystko ucichło.
Smoki, choć wciąż czujne, przestały syczeć. Viserion uspokoił się, przestając trzepotać skrzydłami, Rhaegal spokojnie legł na ziemi, a Drogon uniósł łeb i wypuścił cichy pomruk, jakby aprobując czyn Jona. Daenerys spojrzała na niego z mieszanką szoku i zrozumienia.
– Przyjmuję twoje słowa, Jonie Snow. Smocze Szkło jest twoje. Ale jeśli mam wysłać moje smoki na Północ, muszę wiedzieć, że to, co robimy, ma szansę się powieść.
Jon skinął głową, a Daenerys odwróciła wzrok na Khala Drogo.
– Drogo – odezwała się do niego w jego jezyku, jej głos brzmiał spokojnie, ale stanowczo. – Chciałabym porozmawiać z Tobą jutro w moich komnatach. Sam na sam.
Spojrzała na Davosa, a potem z powrotem na Drogo.
– Dziś nocą odpoczniesz. Zapewnię Ci komnatę, strawę, odzienie oraz nowy arakh z obsydianu. A jutro… Chciałabym poznać Twoje zdanie, albowiem jutro podejmę decyzje, które zadecydują o losach całego świata.
Drogo nie odpowiedział, ale w jego oczach widać było zrozumienie. Daenerys spojrzała ponownie na Jona, który wciąż ściskał rękojeść miecza.
– Walka jeszcze się nie rozpoczęła, ale już czuję jej ciężar. Będziemy gotowi.
Dziedziniec powoli opustoszał, a Daenerys odwróciła się ku Drogonowi, który na nowo spoczął przy jej boku. Światło pochodni migotało na zimnym kamieniu Smoczej Skały, a noc wydawała się cichsza, ale zarazem bardziej złowieszcza niż kiedykolwiek.
Wnętrze Smoczej Skały było równie ponure, co jej zewnętrze. Ściany, zdobione płaskorzeźbami smoków, odbijały echa kroków.
Jeszcze tego samego wieczoru, Tyrion znalazł Daenerys w jej komnacie. Stojąc przed wielkim oknem wychodzącym na morze, Targaryenka wyglądała niczym posąg wyrzeźbiony z najczystszego marmuru. Tyrion chrząknął.
– Wyglądasz, jakbyś chciała zabić wiatr.
– Zastanawiam się – odpowiedziała, nie odwracając głowy.
Tyrion przesunął się bliżej, upijając łyk wina.
– Myślisz o swoim Khalu? Czy o tym, że władza nie chce się dzielić?
Daenerys obróciła się ku niemu.
– Ach, ależ ja śmiem – odpowiedział Tyrion, uśmiechając się lekko. – Nigdy nie lubiłaś, gdy ktoś próbował cię kontrolować. Ani Viserys, ani Hizdahr zo Loraq, ani Daario Naharis. Khal Drogo miałby być wyjątkiem. Dlaczego?
Daenerys zamilkła na chwilę, a potem odpowiedziała powoli, jakby ważąc każde słowo.
– Khal Drogo był mi lojalny.
– Pozwól, że przypomnę Ci, co kiedyś sama mi powiedziałaś: Lojalność mężczyzn często kończy się tam, gdzie zaczyna się ich własna ambicja – odparł Tyrion, upijając łyk wina. - Ty się zwyczajnie boisz, że Twoi dzisiejsi poddani zechcą podążyć za mężczyzna, tylko dlatego, że jest mężczyzna. Zaprzecz, jeśli się mylę.
– Nie zaprzeczam. Po prostu dawniej… Myślałam, że Drogo będzie moją opoką. Paradoksalnie, gdyby nie jego śmierć, nie wiedziałabym do jak wielkich rzeczy jestem zdolna. A nawet jeszcze wcześniej… To ja musiałam walczyć, wywalczyć swoją pozycję. Nie będę bezwolnym pionkiem, Tyrionie. Nigdy więcej.
– Wiem. Ale władza jest dziedziczna i jak dotąd zasiadali na tronie, albo szaleńcy jak Aerys albo głupcy Joffrey, lub też najgorsze z możliwych połączeń i głupcy i szaleńcy. Może warto przemyśleć także matrymonialną propozycję Jona Snow? On przynajmniej nie jest głupcem i wydaje się bardziej - za pozwoleniem - obyty. Ma poparcie Północy, a Sansy Stark nie wolno ci lekceważyć. Pomyśl, druga taka szansa może ci się nie trafić albo Jon Snow, albo Khal Drogo. Co podpowiada Ci serce? Zastanów się, dobrze się zastanów kto zasiądzie na Żelaznym Tronie po tobie? Wszak wiesz, że nie możesz… - urwał w pół słowa.
Daenerys spojrzała na niego zimno.
– Przypominam Ci, Tyrionie, że Aerys był także i Twoim biologicznym ojcem.
– Wiem. Jednakże, ani myślę kiedykolwiek zasiadać na Żelaznym Tronie. Tylko pomyśl, karzeł na Tronie. Okrzyknięto by mnie szaleńcem i podważono moją władzę tylko i wyłącznie ze względu na groteskowy widok. Sam siebie bym podważył. Poza tym, jakoś nie pragnę by cokolwiek mnie…dźgało… podczas siedzenia. - skwintował, rozbawiając Daenerys.
– Zawsze umiałeś mnie rozbawić. Dziękuję Ci za to Tyrionie. Co zaś się tyczy władzy. Jeśli zdobędę tron, to smoki będą moim dziedzictwem. Nie ufam ludziom. Nie po tym, jak Viserys próbował mnie sprzedać, Hizdahr otruć, a Daario... – urwała. - Zaś co się tyczy Jona. Niepokoi mnie fakt, że Rhaegal wybrał go na smoczego jeźdzca. Wszak smok zawsze wyczuje smoczą krew. Co wspólnego ze smokami może mieć bękart? Jedno to sojusz, mający na celu obronę świata przed zagładą, co innego poddaństwo mężczyźnie, tylko i wyłącznie z obawy przed tym, że zabierze należytą mi władzę, zwłaszcza, że wiem, iż nie jestem w stanie przedłużyć rodu Targaryenów.
– Prorokujesz koniec dynastii?
– Żaden głupiec ani szaleniec nie zasiądzie na moim tronie. Ani ja, ani moje smoki na to nie pozwolą. Jest też jeszcze coś, co powinieneś wiedzieć. Nadleciał kruk z Królewskiej Przystani. Cersei wypowiada nam wojnę.
Noc była cicha, choć wiatr nie przestawał smagać kamiennych murów Smoczej Skały. W komnacie Daenerys płonęły świece, rzucając ciepłe światło na chłodne, surowe ściany. Wszystko tworzyło tu symbole mocy, którą zdobyła własnymi siłami, ale teraz serce Daenerys biło mocniej, jakby przypominało jej o czymś bardziej osobistym.
Siedziała przy oknie, spoglądając na niespokojne morze. Jej dłonie delikatnie zaciskały się na krawędzi wysokiego oparcia krzesła. Czekała. Na niego. Khal Drogo, jej Drogo, który powrócił do niej w sposób, którego ani nie mogła zrozumieć, ani w pełni zaakceptować. Jego widok na dziedzińcu – żywego, potężnego, a zarazem jakby naznaczonego cieniem śmierci – wywołał w niej lawinę wspomnień i emocji.
Gdy drzwi uchyliły się cicho, podniosła głowę. Stał tam, jak zawsze dumny i wyniosły, w nowym odzieniu, które dostarczył mu jej dwór, ale to nie zmieniło jego dzikiego majestatu.
Nigdy więcej nie pozwolę, aby służki pobierały z niego miarę.- smocza zachłanność zaczęła dochodzić z tym silniejszą siłą, im silniej była tłumiona. Dawniej tylko ja dotykałam jego włosów… Być może to już stare dzieje.
Zlustrowała go od stóp do głowy. Miał w sobie coś, czego nikt inny nie miał – siłę pierwotną, nieokiełznaną, i spojrzenie, które potrafiło przebić najgrubszy mur wątpliwości.
Daenerys wstała, powoli, z gracją. Jej dłonie spoczęły na bokach jedwabnej sukni, a spojrzenie przesuwało się po nim, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół. Jakby chciała nauczyć się widoku Khala na nowo. Ciała, postury, które znała tak dobrze, ale i nader wszystko duszy, która przeszła przez coś, czego nigdy nie mogła zrozumieć.
– Drogo – wyszeptała, a jego imię zabrzmiało w ciszy jak modlitwa.
Nie odpowiedział. Jego oczy, ciemne jak najgłębsze otchłanie, wpatrywały się w nią z intensywnością, która jednocześnie ją onieśmielała i przyciągała. Zrobiła krok do przodu, a potem kolejny, aż w końcu stanęła tuż przed nim. Daenerys spojrzała w górę, czując bijące od niego ciepło, prawie jak echo ognia smoka.
Przez chwilę nikt się nie odezwał. Cisza między nimi pozostawała pełną napięcia, jakby każde z nich czekało, aż drugie zrobi pierwszy krok. Daenerys uniosła dłoń, i już już miała delikatnie dotyknąć jego policzka, ale zrezygnowała z impulsu pokusy.
Czy ta skóra jest ciepła, prawdziwa? Czym naprawdę go odzyskała?
– Powróciłeś do mnie, ale… jaką cenę zapłacił świat, byś tu stanął?
W jego oczach zobaczyła coś, czego wcześniej nie znała – cień doświadczeń, które zmieniły go na zawsze. Nie wiedziała, jakim cudem mógł wrócić, czy była to magia, czy kara bogów, kaprys Czerwonej Kapłanki, ale jedno było pewne: Drogo był tu, a ona musiała się z tym zmierzyć.
Zrobiła krok do tyłu, odwracając wzrok na chwilę.
– Jutro świat pozna moje decyzje – powiedziała cicho, jakby bardziej do siebie niż do niego. – Ale dziś… dziś musimy zrozumieć siebie na nowo. Musisz mi powiedzieć, czy wróciłeś tutaj dla walki, dla władzy? Co myślisz o Białym Wędrowcu i fakcie, że na dalekiej Pólnocy na ludzkość czeka cała armia nieumarłych? Powiedz mi prawdę co Cię tu sprowadza. Co widziałeś po swojej śmierci, co się z Tobą działo przez te wszystkie lata, jak sobie radziłeś. Wreszcie… Czy masz do mnie żal…że ja… wówczas. No wiesz przecież… - nie była zdolna wypowiedzieć, iż w dużej mierze przyczyniła się do ukrócenia jego życia. - Myślałam, że daję Ci ulgę w cierpieniu, skracam mękę. Poza tym… Widziałam Cię w wizji, w Domu Nieśmiertelnych. Byłeś tam razem z… - głos królowej załamał się, pozwoliła sobie na słabość, której w innych okolicznościach i przy kimś innym wstydziłaby się - z Rhaego.
- Wróciłeś do żywych. A gdzież jest nasz synek? Dlaczego nie wróciłeś razem z nim?
Odwróciła się z powrotem do niego, patrząc na jego postać w blasku świec, a w kąciku jej oczu coś się szkliło. Wtedy zrozumiała, że niezależnie od tego, co przyniesie jutro, tej nocy nie byli królową i khalem, nie byli Smoczą Królową i jej wojownikiem. Byli tylko Dany i Drogo – dwojgiem ludzi, którzy przeszli przez śmierć i ogień, by znów stanąć twarzą w twarz.
I choć nie wypowiedziała tych słów na głos, jej umysł krzyczał: „Shekh ma shieraki anni.”