i miss the sore feeling on my armss
DEAR READER
taylor price
Cosimo Galluzzi

JBB: An Artblog!

祝日 / Permanent Vacation
No title available
occasionally subtle
art blog(derogatory)
Misplaced Lens Cap

tannertan36
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

No title available

#extradirty
tumblr dot com
will byers stan first human second

JVL
wallacepolsom

No title available
dirt enthusiast
🪼

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Australia
seen from T1
seen from North Macedonia
seen from North Macedonia
seen from North Macedonia

seen from North Macedonia
seen from North Macedonia
seen from North Macedonia
seen from North Macedonia
seen from North Macedonia
seen from T1
seen from Philippines

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Australia
@bdiamine
i miss the sore feeling on my armss
tumblr zaprasza na kolację
Stress will be my demise.
Czy ktoś też ma tak, że jak się stresuje to go boli w określonych miejscach?
Ja się stresuje bardzo, tak, że przez pewien okres w życiu dostałam nawet arytmii serca przez to i stres często oddziałowuje na moje zdrowie fizyczne. Jednak zauważyłam pewną rzecz — gdy się stresuje często zaczyna mnie boleć (kłujący, przeszywający) nadgarstek, który jakiś rok temu sobie skręciłam. Nawet częściej przy stresie dają o sobie znaki moje blizny na ramieniu (tak samo kłujący i przeszywający ból).
Stress will be the death of me.
Tak mnie wkurwia ona ostatnio i nie wiem jak jej to powiedzieć.
Z mamą rozmawiałam przez tel że nie daje rady z nią przebywać w jednym pokoju za długo, ale jak mam to zrobić kiedy Mieszkamy razem? Powinnam jej po prostu powiedzieć, żeby się kurwa w końcu Ogarnęła. Tak mnie wkurwia to jej użalanie nad sobą i codziennie gnicie w łóżku, które zaczęło mnie również dopadać, jak jakaś zaraza. Czuję jej wewnętrzny smutek, który się również we mnie zagnieżdża. Nie mogę spędzać czasu za długo z nią. Rozmowa by wystarczyła? Chce się odciąć. To nie fair.
Nie umiem rozmawiać o sobie, a co o niej dopiero? Na samą myśl o wypowiedzeniu na głos tego, co czuję (nie wiem jak to nawet powiedzieć) to mnie skręca i chcę płakać. Wiem, że wybuchnę jeśli zacznę. Wiem, że się odetnę jeśli nic nie zrobię. W sumie wychodzi na jedno dla mnie, dla niej jak mnie zapamięta.
—na rozmowie z tobą, choć cię nie ma obok
I nie będzie długo.
Czasem chciałabym wziąć coś lepszego niż leki
ale nie chce popadac w nowe uzależnienia
Wracanie do przeszlosci.
Okej więc
Czy tylko ja czasem mam takie chęci do widzenia rzeczy które nie są "prawdziwe"?
I mean jakieś dwa lata temu albo może wiecej nawet widziałam cienie. Zawsze po zmroku pojawiały się kątem oka czarne sylwetki ludzi. To było zabawne! Czasem trochę wzbudzało niepokój, szczególnie kiedy widziałam kątem oka np. moją mamę, której wtedy nawet nie było w pokoju albo gdy wysokie sylwetki patrzyły na mnie z góry jakby czegoś chciały. Tylko obserwowały.
Zastanawiałam się po co są i czy już totalnie świruję. Ale hej, przynajmniej miałam towarzystwo. Nic nie mówiły, znikały jak chciałam popatrzeć na nich dosłownie. Czasem słyszałam jak głos kogoś kogo znałam, ale kogo nie było przy mnie wolał moje imię. Czułam się obserwowana i ciężko było nie spać wieczorem z tego względu. Czasem nawet pojawiali się w snach.
I w końcu zniknęli. W sumie tęsknię.
Czasem specjalnie nie śpię do późna, bo gdy jestem zmęczona widzę różne rzeczy. Ruszające się przedmioty, które wcale tak naprawdę się nie ruszają... różne cienie i plamy, które jednak nie są tak znane jak wcześniej. Jakieś błyski światła, dźwięki zza okna którą brzmią jak czyjeś szepty. Wrażenie że ktoś lub coś przygląda mi się z głębi mroku. Wrażenie że świat nie jest realny. Ciągły stres i niepokój. Ciągłe myśli o śmierci. Ciągły ból w klatce piersiowej.
Sny o przeszłości, które zawsze mają jakieś znaczenie. Strach przed sprawdzeniem godziny gdy obudzonym w środku nocy. Ciągłe liczby 111, 333, 444... rozmowy z samym sobą. W końcu kto zrozumie mnie lepiej niż ja sama?
Ciągłe myśli o egzystencji. Myśl o ciele. Ja jestem w ciele. Jestem tu. Mam rękę. Palce są strasznie dziwne. Pod skórą jest krew. Przez cały czas płynie. Serce bije przez cały czas. Przez cały czas słyszę i to czuję. Własne bicie serca. Kawałek mięsa.
Czas mi się rozmywa. Pół miesiąca ciągnie się jak pół roku. Nie myślę o przyszłości, nie pamiętam co było. Nie myślę o przyszłości. Tylko ja i moje myśli.
Czy to już paranoja?
Kocham mieć rozmazany wzrok i widzieć wszystko jak przez mgłę
Jak jestem ^^^ to juz wgl tak mi sie wszystko rozmazuje a ciekawym jest zawsze dla mnie fakt ze mój mozg wybiera sobie jakis jeden element ktory mocno wyostrza z tej mgly i sie później nim zachwycam xdd
I want tmblr to be my safe place
but sometimes I feel like I don't belong here
dunno
Smb tell me pls gdzie znajdujecie znajomych
Jestem totalnie sam w czarnej dupie i chciałabym mieć jakiś znajmoch cokolwiek cn najlepiej podobnych do mnie co by rozumieli i odwalali gdzie takich szukać??? Nie znam melin
Hejka, jesteś może z kato?
Hejka, niestety nie, mieszkam na podkarpaciu ♡
Jedna z rzeczy o którą się najbardziej obawiam to to że źle policzyłam jakieś kalorie i tak naprawdę zjadłam dużo więcej niż myślę
Bilans z dziś (19.06.24) 🦋
Zjedzone: 534 kcal
* kaszka proteinowa z brzoskwinią ~> 197 kcal
* jajecznica z chlebem ~> 255 kcal
* mrożona herbata z brzoskwinią ~> 82 kcal
Spalone: 239 kcal
Sen: 7h 10min
Dzisiaj również było dobrze, jestem dumna z siebie ♡
To jest trochę pojebane, ale czy tylko mnie wręcz podnieca głodzenie się i uczucie głodu? 💀
I chyba jest to główny powód moich głodówek...
Można by rzec - przyjemne z pożytecznym
Witam 🦋
Napiszę tutaj mój dzisiejszy dzień (18.06.24), bo poszedł mi po prostu świetnie i jestem z siebie dumna.
Wstałam o 7:30 i spałam ok. 7h
Do 9:30 się ogarniałam i jeszcze porobiłam krzyżówkę ♡ (kocham krzyżówki). Po tym postanowiłam pójść do galerii, bo chciałam sobie kupić książkę, jednak niestety jej nie było :(
Postanowiłam, że zjem śniadanie w galerii. Nie miałam za dużo do wyboru, a nie chciało mi się kombinować, więc postanowiłam, że zjem sałatkę (ktoś to w ogóle je?) w mcdonalds. Ngl, jak ją spróbowałam to myślałam, że się porzygam. Oczywiście bez sosu i kupiłam sobie jeszcze jabłko. Końcowo i tak zjadłam wszystko i muszę przyznać, że nawet nie było tak źle, zjadliwe.
Pochodziłam sobie po galerii i wróciłam z powrotem do internatu o 12:30. Tam się zaczęłam zastanawiać, czy zjeść obiad. Z racji, iż to był mój ostatni pobyt tam, a również nie chciałam być dla siebie za surowa, bo dopiero tutaj powracam i takie natychmiastowe niejedzenie łatwo może spowodować binge, więc zjadłam. Na szczęście kucharka dała mi małą porcję schabowego.
Później wróciłam do domu o jakiejś 18. Byłam jeszcze z mamą w sklepie i kupiłam sobie trochę owoców. Na kolację (bo moja mama naciskała) zjadłam jabłko i to tyle.
Zjedzone: ok. 550 kcal (ciężko mi określić ile miał ten kotlet schabowy)
Spalone: 349 kcal
Dzień bardzo udany i jestem z siebie dumna. Jutro kontynuuję.
Miłego wszystkim ♡