Mój mózg funkcjonuje jak mózg narkomana. Po latach życia u boku przemocowca, rozregulował się. Dąży do stabilności. Czeka na wyrzut dopaminy.
Od miesięcy próbuję wyrzygać poczucie wstydu. Rzygam, rzygam, wstydzę się i rzygam. Moje ciało jest przeciwko mnie, mój umysł kpi sobie ze mnie. Moja skóra boli.
Moje straumatyzowane ciało nieustannie znajduje się w sytuacji zagrożenia, choć realnie mogłoby się wydawać, że jest już bezpieczne. Niezupełnie.
Zaczęłam nowe życie, uwolniłam się od przemocy, wciąż pozostając w roli ofiary przemocy. Jednak do przodu tak? Znów, niezupełnie.
Myślałam że zdrowieje, myślałam o poczuciu wolności. Bez strach bez lęku. Myślałam.. No właśnie – dziś błagam o spokój i pomoc, o pomoc i spokój i tak nieustannie. Próbowałam uknuć sposób by wyzbyć się białej bezsilności.
W trudnych momentach nie potrafię nazwać swoich emocji, w głowie mam kompletny chaos, mój umysł szaleje. Drżę. Zapominam jak się mówi, zapominam o podstawowych czynnościach jakie wykonuje moje ciało – jednak pamiętam przemoc. Wieloletni i nieprzerwany ciąg.
Czuję jakbym wszystko przeżywała tu, teraz, właśnie w tym miejscu, w tym czasie. Mózg szaleje, przewijają się flashbacki, stop-klatki. Gotuję się, moje emocje są na wysokich dźwiękach. Moje ciało jest w stanie gotowości. Gotowe uciec, choć.. Milczę.
To moja trauma – moja trauma ma wiek, ma imię i nazwisko, ma rozmiar buta, numer rejestracyjny, rozmiar koszulki. Ma kolor oczu, głupkowaty uśmiech i ciężkie dłonie. To mój strach.
Muśnięta przemocą, mam na zawsze zbrukana duszę.
Pogorszyło się, wtedy było stabilnie. Trochę żyłam, trochę spałam trochę byłam. Dziś trochę pobywam, pożyje, nie pośpię – kłócę się z rozczarowaniem, utraciłam tożsamość. Utraciłam godność, wiarygodność. Utraciłam siebie.
Szukam sposobu na życie, może nie.. to zbyt wiele powiedziane, szukam sposobu na przeżycie.
Każdego dnia panicznie się boję, przestałam sypiam, przestaję jeść, nie jestem zdrowa. Chciałam tylko wybrać mądrze, nie chować głowy pod pościel przed sobą samą – boję się wyjść z domu, zabrać dziecko do lekarza, zrobić zakupy. Boję się cieszyć pięknem świata. Przestałam wychodzić z domu. Boję się świata, w którym żyje z Nim. Czuję niesprawiedliwość świata, w którym cierpię i wariuje z przerażenia przez człowieka który dziś jest wolny. Nie pamiętam kiedy tak bardzo się bałam.
Często w momentach intensywnego niepokoju wymiotuję. Trzęsę się. Płaczę. Moja siła jest zmęczona. Mój umysł jest zmęczony. Moje ciało jest zmęczone.
Chciałabym móc spokojnie zasnąć. Chciałabym odzyskać trochę spokoju. Przez sny oszalałam. Budzę się z bolesnym bezdechem – czuję napieranie Jego ciała i poduszkę na mojej twarzy.
Budzę się z obolałym ciałem – czuję dotkliwie każde kopnięcie.
Nie lubię spać, boję się zasypiać.
Nienawidzę siebie za swój wstyd, za swój ból, cierpienie. Za naiwność i bezsilność. Przestałam lubić siebie, przestałam szanować to co widzę. Nie chciałam nic mówić, bo tak bardzo się bałam.
Ile razy użyłam bezokolicznika „bać się”? Wiele taaaa.. Wiele razy wyłam ze strachu. Próbowałam złapać swój ból i strach i przepracować je. Porozmawiać z nimi. Poznać je. Zrozumieć ich „dlaczego”, „po co”, „ile jeszcze”, „jak sobie poradzić”. Polubiłam je – często mi towarzyszą. Zawsze przychodzą w parze.
Przychodzą kiedy jestem sama, kiedy jestem wśród ludzi kiedy zasypiam, gotuję, maluję, piszę, śpiewam tańczę, bla bla bla.. Przychodzą i odbierają mi umiejętność odczuwania radości. Chcą przypomnieć mi, że jestem słaba. Przypomnieć, że dotyk jest zły, że ludzie są źli. Przychodzą i mówią że jestem słaba bo się boję. Bo pozwalam wykorzystywać siebie by wzbudzić współczucie. Przypominają, że zawsze będę więźniem swojego ciała i dłoni sprawcy przemocy.
Zawsze będzie miał mnie w garści, wspomnienie o Nim będzie drążyć dziury w umyśle, otwierać gojące się rany na ciele.
Zawsze będzie przypominać, że koszmar trwa.
Zawsze będzie sprawiać, że będę przeżywać go na nowo.
" Moja trauma i Jego gówno prawda" / Dagmara.