Stwierdziłem iż pierdolę swe życie i głodówki skoro i tak potem mam binge, nie, nie idę na recovery, zamierzam po prostu chudnąć tak jak rok czy półtora roku temu, nie liczyłem kalorii, jadłem co chciałem i chudłem ale wciąż będę trzymać się niektórych zasad jak unikanie pustych kalorii, pizzerek, bagietek etc, oczywiście czasem sobie pozwolę czy to na kebaba czy pizze czy innego fast fooda, chcę odzyskać radość z jedzenia rzeczy które lubiłem i wciąż lubie, gdy wyjde z kimś na miasto lub będę u kogoś to nie chcę być tym który nic nie je i tylko marzy by to zjeść, chciałbym czuć tą radość z jedzenia wspólnie np lodów czy obiadów, np dwa dni temu zjadłem pierwszy raz od naprawdę dlugiego czasu chleb, zwykły chleb, biały, był moim mega fearfoodem ale się przełamałem i kurwa jakie zajebiste to było. Moim planem jest pierwszy posiłek po szkole i jeść jak jestem głodny ale nie jeść później niż 20/20:30, w czasie dnia zjem owoc czy warzywo oraz coś słodkiego bo kocham słodycze i nie umiem bez nich żyć. Widzę już pierwsze plusy normalnego jedzenia, wyprozniam się w końcu normalnie, bez wspomagaczy i dosyć często bo niejednokrotnie nawet codziennie, czuję się lepiej, lecz niestety wciąż mam skutki uboczne głodówek, wciąż mi zimno, wciąż mi włosy garściami wypadają i okres, jeżeli mogę to tak nazwać mam zjebany, jednego dnia krew na papierze a po kilku godzinach już nie a potem kilka dni pod rząd krwawienie, pojebane to. Tak więc raczej moja aktywność tu zmaleje, wciąż będę w środowisku motylków i gasieniczek, z tego się nie wylecze ale będę próbować chodź trochę, chcę żyć normalnie i czerpać radość z jedzenia