Przyjazd
Nadeszła jesień, wszystko co piękne odchodzi I pędząc po szynach już tylko wspominam tamten upał. W najnowszych sprawach długi mrok mi przewodzi Aż po zimne poranki, które nocą mgłami uklepał.
Jeszcze niedawno wszędzie mogłem być promienny. Czy znowu tam tak będę, czy to bilet w jedną stronę? Trudniej wierzyć w siebie, kiedy ja odmienny I samemu w pędzie wybranego taboru tonę.
Na stacji losu nie będzie łatwo wysiadać. Niech mija za oknem mrok, mróz, mgła na tyle, ile może Jeśli i tak nie ma już czasu, by uskładać Sił z doświadczonych dróg na lżejsze przejście przez bezdroże.
Zlokalizuje mnie tylko księżyc na niebie Kiedy z bagażem ruszę do celu, trochę na oślep. Czasami sam nie wiem, czy robię to dla siebie Wsiadając zbyt pochopnie, by zagłuszyć niepewności szczep.
Chociaż wiem, że nie miało być łatwo w życiu Dubituję jak uczynić wagony snem przed budzikiem Dopóki w klimatyzowanym odkryciu Spokojniejszy zachwyt przed ograniczonym przewodnikiem.
I zbliżam się do wyznaczonego miejsca wprost, Ubieram w kurtkę mieszczącą oznaki w kieszeniach, Cząstka ochrony, która mija ostatni most Zaraz odjedzie beze mnie w ciemności powieszeniach.
Tam, gdzie zostawi mnie bezimiennym na dworze Bez świateł przy drogach będę tułać się do wrót użytku. Czy oddaniu się szronom nową wartość stworzę, Czy przyszłość będzie mnie wołać- ,,ty przegrywania przybytku”?
/Październik 2021/











