Oni wszyscy zniewoleni są wyborem. Każdego poranka, na chodnikach i ulicach, mijają się ze świadomością. Hipokryci wołają o więcej, ale nie lubią na ostro, gdy dziw*ka Prawda miewa długie szpony. Pociąga, kusi i przebija pierś. Kiedy staje się niewygodna trafia na bruk. Wtedy roznegliżowana szepcze mi ponętnie do uszka, a oni chwytają się świadomości. Grają z nią, bawią, tańcują. Myślą o przyjaźni, gdy ona mi filuterną Lolitą.
Ulegli, stanowczy, zagubieni, zadziorni, waleczni, silni mienią się różnorodnym kolorytem. Lubię ich złożoność, ale nudzi mnie prostota, brzydzi zaś powierzchowność.
Szybko wpadasz w złość, nieprawdaż...a nie przystoi. Labilność?
To moja słabość, niedostatecznie zamordowane co żywe. Przerwałem dzieła, uciekłem. Chłód Syberii ogrzewa włoskie wspomnienie.
Nie widzą mnie, nie dostrzegają, kiedy wirus absorbuje ich myśli. Dominacja? Przy wypchnięciu spoza szachownicy! Nonsens. Ich wolna wola? Prawdziwy fantazmat. Perseweracyjnie świadomość zostawiam, gdy bawi się w najlepsze i wtedy wkracza on...obłęd. Karmi moje szaleństwo. Serwuje obłędne Carpaccio. Nigdy nie byłem uległy, nie poddam mu się, gdy zaczyna swój rozgrzany filtr, ...mały romans? Może.
Opuszcza ich wola, świadomość zdradza, przytłacza prawda, kiedy pojawia się kontrola. Mówią mi, że to manipulacja. Nadają jej ładne imię, zmyślne znaczenie, piętnując rodzajem. Ona jest jedna jedyna, niezmienna od poczęcia, kocham ją, pojąłem za żonę.
Krew przyciągała wzrok, gdy mieniła się prawdziwym szkarłatem. Tej nocy księżyc dodawał jej wyjątkowego połysku. Jedna drobna kropla w morzu miliarda łez. „Szkarłatna Gwardia jest z krwi i kości, to żaden duch. Krew i kości można kontrolować, pokonać i zniszczyć.”
Nie wiedział dlaczego, ale zapragnął położyć pudla z pizzą na stole w salonie. Pachniało. Intensywnie i nachalnie. Bergamotka topiła się w ambrze, tonąc próbowała chwycić gałęzi drzewa sandałowego. Męski, ale taki inny.
Pizza była zimna i nagle zapragnął wyjść. Wielkie otwarte okno kusiło, wołało i stało się wyborem zgw*ałconej woli. Pragnął kiedy kroki przyspieszały bicie serca. Fantazja znieczulała, gdy stał się świadomym śmierci. Lolita pogrywała, prawda była nie do zaakceptowania i znów odrzucona. Marzenie stawało się coraz bardziej namacalne kiedy zaskrzypiała framuga okna. Zniewolone ciało wypruło łzy szczęścia, gdy przerażony umysł paraliżował strach. Łkał czując spełnienie rozwiane wzdłuż 432 Park Avenue.