Czy Twój bohater chętnie dopuszcza do siebie innych czy wręcz przeciwnie?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Nie. A raczej… Nie dopuszczałem. Ludzie widzieli Maestro. Nie Dantego. Widzieli człowieka, który zna odpowiedzi. Nie człowieka, który czasami sam nie wie, gdzie jest pytanie. Sophija była wyjątkiem. Ona nigdy nie pytała:b„Jaką sztuczkę przygotowałeś?” Pytała: „Dlaczego boisz się prawdy?” I to było znacznie bardziej przerażające.
Wiosenny outfit Twojej postaci.
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Klasyka gorzkiej kawy w barwach sepii. Czarny płaszcz. Biała koszula. Stary zegarek. Kapelusz. Nie dlatego, że lubię teatr. Dlatego, że teatr nauczył mnie jednej rzeczy.Ludzie wierzą w symbole.
Czy Maestro ma powodzenie w miłości?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Mam. Miałem. Jedną kobietę. Czy aby na pewno tylko jedną? W każdym razie… Ta jedna w szczególności mi wystarczała. Niektórzy ludzie całe życie szukają kogoś wyjątkowego. Ja znalazłem. Problem polegał na tym, że wyjątkowe rzeczy zawsze przyciągają tych, którzy chcą je posiadać. Cóż dopiero ludzie! A miłość nie jest własnością. Jest wyborem. Każdego dnia. I każdego dnia stawałem się czyimś wyborem. Ale nigdy nie uważałem tego za swoją zasługę. Ludzie często mylą wpływ z dominacją. A to dwie różne rzeczy. Nigdy nie chciałem, żeby ktoś był mi posłuszny. Chciałem, żeby ktoś wybrał mnie. I to jest największa różnica. Kobiety nie ulegały mi dlatego, że je zmuszałem. Ulegały, ponieważ chciały. Bo człowiek czasami sam oddaje komuś klucz do własnych drzwi. Nie dlatego, że został zamknięty. Dlatego, że ufa. Mój problem polegał na tym, że zbyt często zapominałem, iż ludzie, którzy oddają Ci władzę nad sobą… mogą również poprosić, abyś jej użył. A ja zawsze bałem się jednego. Że kiedy człowiek zobaczy prawdziwego Dantego, a nie Maestro…przestanie wybierać.
Dlaczego odszedłeś, chciałeś czy musiałeś?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Najtrudniejsze pytanie. Bo prawda jest taka…Trochę chciałem. Trochę musiałem. Czasami człowiek odchodzi nie dlatego, że przestał kochać. Ale dlatego, że kocha za bardzo. A ja wiedziałem, że jeśli zostanę, Sophija stanie się celem. Moja największa sztuczka życia? Sprawić, by uwierzyła, że mnie nie ma.
Gdybyś zechciał „wrócić”, do kogo byś się wybrał w pierwszej kolejności i dlaczego?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Do Niej. Oczywiście. Nie do pieniędzy. Nie do władzy. Nie do zemsty. Do Sophiji. Bo wszystkie moje drogi, wszystkie moje iluzje, wszystkie moje ucieczki…miały jeden kierunek.
To zabawne. Wszyscy oczekiwaliby odpowiedzi: Sophija. I oczywiście…część mnie pobiegłaby do niej natychmiast. Ale pierwsza osoba? Nie. To wywołałoby u niej zbyt brutalny szok. To byłoby egoistyczne z mojej strony.
Pierwszy byłby Giuseppe. Bo są ludzie, których spotykamy po to, by dowiedzieć się kim jesteśmy.
Giuseppe jest mną samym. Adoptowałem samego siebie. Ten człowiek pokazał mi wszystkie moje możliwości. Pokazał mi człowieka, którym mogłem zostać.
A potem? Asli. Tak. Wiem. To zaskakuje. Ale Asli jest jedną z niewielu osób, które nigdy nie chciały mieć kawałka mnie dla siebie. Nie chciała Maestro. Nie chciała legendy .Nie chciała iluzjonisty. Chciała człowieka. A to jest najrzadsza forma magii. Poza tym byłaby w stanie przygotować Sophiję na… - szok.
O, naturalnie mógłbym udać się także do Verony. Z uśmiechem rozbawienia wyobrażam sobie jej minę, gdy widzi mnie niespodziewanie w progu i mówię do niej: „Wróciłem. Zniknij mnie, ponieważ jestem poszukiwany”.
A potem…Jayden. Czyżbym znów zaskoczył? Widzicie czasami najbardziej przerażające spotkanie nie jest z wrogiem. Jest z kimś, kto wygląda jak Twoje odbicie. Bo wtedy musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wracam do świata…czy wracam do własnego cienia?
Kim dla Ciebie jest Giuseppe?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Giuseppe…To najdziwniejsza sztuczka, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
Bo jak można oszukać samego siebie? Giuseppe jest moim odbiciem. Moim poprzednim życiem. Mną samym, który adoptował siebie samego. Moim przyszłym cieniem. Jest odpowiedzią na pytanie: „Czy człowiek może spotkać samego siebie, zanim umrze?”
Fizyka kwantowa mówi o możliwościach. O światach równoległych. O tym, że każda decyzja tworzy kolejną ścieżkę. Może Giuseppe jest mną z tej ścieżki, na której wybrałem inaczej. Może jest tylko starcem, który przekazał młodemu iluzjoniście największą tajemnicę. Nie jak tworzyć cuda. Jak przeżyć własne.
Zawsze wiedziałeś, że Zebediah i Sophija są spokrewnieni, dlaczego to przed nimi ukrywałeś?
𝓓𝓪𝓷𝓽𝓮 : Potwierdzić? Zaprzeczyć? Dylemat rodem z antyku. Nad każdą z postaw wisi bowiem fatum. I każda z tych postaw byłaby zbyt lekkomyślną. Z pewnością, wiedziałem wcześniej niźli oni sami o sobie. Wiedziałem. Od początku. Widziałem spójność w ich mimice, gestach, ich uwielbieniu dla sztuki, a nawet w sposobie w jaki milczeli. Ponadto… Ten sam gniew.
Ten sam upór. Zebediah był lustrem Sophiji. A Sophija była lustrem Zebediaha. Tylko oboje bali się spojrzeć. Ta sama tęsknota pospołu pogrzebana w zdjęciach przedstawiających dwójkę dzieci, jedynym dowodzie, że kiedyś istnieli – razem i nierozłącznie. Dowodzie, który… Wykradłem Zebediahowi, nosząc się z zamiarem spalenia tak osobistej pamiątki po siostrze.
A ja…Ja bałem się, że jeśli powiem prawdę, zabiorę im coś, czego potrzebowali najbardziej. Nadzieję. Bo czasami człowiek nie potrzebuje odpowiedzi. Potrzebuje jeszcze jednego dnia, w którym może wierzyć. Miałbym zabrać Sophiji wspomnienie cudownego brata, opiekuńczego i dobrego chłopca, którym był dla niej w jej mniemaniu? Nie śmiałbym. Na rzecz czego wówczas zburzyłbym jej wspomnienia? Na rzecz nieładnej prawdy i człowieka, mającego krew na rękach. Powiedzieć Zebediahowi, że ma siostrę? Tym bardziej bym nie śmiał. Znałem obsesję Zebediaha.
Widziałem zdjęcia, które przedstawiały Sophiję. Nie takie, jakie robi się rodzinie. Nie takie, jakie robi się przyjaciółce. To były zdjęcia człowieka, który próbował zatrzymać coś, czego nie można zatrzymać. Światło. Jej światło. I wtedy zrozumiałem. Nie mogłem powiedzieć mu:„To twoja siostra”. Bo on nie patrzył na nią jak na siostrę. Raczej… Patrzył jak na ostatnią rzecz na świecie, którą może ocalić, ponieważ to ocali jego samego, być może przed nim samym. A ja… Ja wiedziałem, czym jest obsesja. Dlatego zapragnąłem postanowiłem zrobić rzecz szaloną, włamać się do umysłu szaleńca w purpurze. Włamać się, aby nie dzielić się z nim moją Sophiją. Incepcja. Zasianie myśli. Przecież to takie proste. Wczepić Zebediahowi przekonanie, iż wymyślił sobie dziewczynkę z Syberii, jak i dorosłą Sophiję, że to wytwór jego wyobraźni, że Sophie nie istnieje. Niestety, z żalem muszę przyznać, że po raz pierwszy w swoim życiu – tę partię przegrałem.
¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥¥
Dziękuję za arcyciekawe i wnikliwe pytania oraz możliwość udziału w zabawie. Dzięki Wam mogę rozwijać i ulepszać swoją postać. Szczególny, głęboki ukłon z mojej strony dla Valkyra za zorganizowanie Wieczorku Szczerości, inicjatywę, dzięki której możemy się rozwijać i integrować. Kłaniam się