"Sto pięćdziesiąt tysięcy psów ma razem sześćset tysięcy łap, a stopień zadowolenia Jego Cesarskiej Mości - na potocznej skali "od jeden do dziesięć" - określał iloczyn ich sumy i liczby π...", czyli o panu, który się nie uśmiechał, ale za to lubił morisejańskie tytuły, o wycieczce Napoleona do Moskwy, a także o tym, o czym powiedziane zostanie.
Nigdy nie wiadomo, co czyha za węgłem. Można potknąć się o zmarznięty kał, taktycznie skrywający swój wdzięk pod warstwą grubego śniegu lub nieopatrznie zjeść dwa słoiki marmolady. Można też pisać piosenki z brzydkimi wyrazami o smutnym chłopcach i dziewczynach, albo wyjść na podwórko pograć w badmintona, no bo przecież…jest… Maj! Hura! Słońce! Węglotryski z kiełbożaru! Natarczywość tulipanów w aluminiowej folii po kartoflu! Wyzwolenie sierści spod nogawki! Ogólnie rzecz ujmując - zakaz wjazdu dla inwalidów z depresją. No ale dobra – zakładam ciemne okulary (nic nie widzę), kilka tricków Jedi i wjeżdżam przez bramę.
Wciskam rewind (czyt. rewind). Powrót do bazy. Klawiatura + kawa x sofa = wybiórcze podsumowanie ostatnich kilku miesięcy. Marsz!
INSTYTUT FILMÓW DŹWIĘKOSZCZELNYCH
Było to rok temu (może dawniej), kiedy z Rafałem Łucem podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu wspólnej działalności okołoartystycznej. To ten Pan właśnie, Rafał wspomniany, przywiózł mi taki pomysł z zagranicy, żeby pobawić się w improwizację muzyczną jako ścieżkę dźwiękową do filmów niemych. W ciągu kilku miesięcy zebraliśmy drużynę muzykantów, zgromadziliśmy repertuar filmowy i w grudniu’12 wystrzeliliśmy po raz pierwszy. Tak o to prezentował się opis tamtego wydarzenia:
"Hałas, dekonstrukcja, muchy w nosie! Celuloidowy rechot! Płacz nad rozlaną oranżadą i śpiew pingwinich skrzydeł w grudniu!”
Tak pokrótce można opisać to, co niechybnie wydarzy się w Klubogalerii Szajba 18 grudnia.
Zastanawiasz się pewnie, o co w tym wszystkim chodzi. My też jeszcze tego nie wiemy, ale może wspólnie osiągniemy konsensus w tej kwestii – pod warunkiem, że się pojawisz. Proponujemy dziki performens, mariaż sztuk i niebywałą ucztę dla następujących części ciała: oko i ucho lewe, oko i ucho prawe, jak również serce i mózg (jeżeli znajdują się na wyposażeniu).
Buster Keaton, Harold Lloyd i Charlie Chaplin – tych panów, wybitnych przedstawicieli kina niemego pierwszej połowy ubiegłego wieku, będzie można ujrzeć na ekranie, na którym zaprezentujemy kilka filmów. Jednak będzie to tylko pretekst do tego, aby pod ekranem zmaterializowali się przedstawiciele Instytutu, czyli MY. Przy użyciu instrumentów, którymi potrafimy całkiem przyzwoicie się posługiwać, dokonamy próby ilustracji dźwiękowej prezentowanych ruchomych obrazów.
Będziemy rozrabiać, mylić się, dokonywać gwałtu na sztuce oraz dawać Wam, wytrawnym konsumentom kultury, pożywkę do szyderstw i śmiechu po przysłowiowe pachy. Dlaczego? Ponieważ zrobimy to bez choćby najmniejszego przygotowania, a o tym, jakie filmy zostaną wyświetlone, dowiemy się wszyscy – i My i Wy – w dniu wydarzenia.
Czysta improwizacja, szaleństwo, niepowtarzalny romans dźwięku i obrazu!
Od tamtej pory zagraliśmy kilka razy i jest wielce prawdopodobne, że będziemy bawić się w ten sposób coraz częściej. Ekscytująca jest nieprzewidywalność kolejnych zdarzeń, pojawiających się tematów, rodzących się znikąd harmonii i dysonansów, które czasem bolą, a czasem bawią. Poza tym czeka nas kilka bardzo, bardzo, bardzo poważnych projektów…ale o tym może w kolejnym odcinku Konieczności.
(akurat to zdjęcie zostało ustrzelone miesiąc temu we wrocławskich Puzzlach)
Niby coś tam wspominałem, że opowiem, ale jednak wstrzymam się z większymi detalami. Pokażę zdjęcie.
Ten z tyłu to Michał Puchała. Ten z przodu to autor niniejszego wywodu. Pan Michał komponuje, klepie w komputer, gra na instrumentach, śpiewa nawet. Coś tam sobie dłubiemy powoli, powstało kilka numerów, wymyśliłem melodie, naskrobałem kilka słów. Na przykład jeden utwór ma roboczy tytuł „1812” i zachodzę w głowę jak uzasadnić jego sens w samym tekście, bo tak mocno się doń przykleiłem, że nie wyobrażam sobie innych znaków miast owych cyfr. A na myśl o „1812” przychodzi mi do głowy tylko Napoleon…JAK ŻYĆ?!
Jak przystało na ostatni akapit, będzie o LOV i będzie krótko.
Swallow & Enjoy, part 1:The Supper Is Ready
Swallow & Enjoy, part 2: GTFO!
A Tale of a Successful Female
Tulips, Splinters and Stones
Swallow & Enjoy, part 3: Can I Keep It?
Tak wygląda lista subfolderów w folderze głównym o nazwie "LOV DRUGI W PROGRESIE" na moim pececie. Kolejność nie jest przypadkowa. Niektóre tytuły nieco robocze / zmieniane po raz wtóry, teksty gotowe w 95%, całość w fazie autorskich szlifów kompozycyjno-aranżacyjnych...Ale i tak jeszcze wielka kupa roboty. Mimo wszystko straszliwie się jaram i już wiem, że to będzie coś na kształt mojej płyty życia. Palce na zaś ukrzyżowane, żeby wszystko szło jak pambuk przykazał, dobra?
W NASTĘPNYM ODCINKU BEDZIE
Przegląd Piosenki Aktorskiej
Przed godziną obejrzałem nowy film Pedro i trochę się wynudziłem - gdzie się podziały tamte Almodóvary?! Czas na wino, Game of Thrones i lekki jutubowy rekonesans.
P.S. IMHO jeden z najpiękniejszych numerów ostatnich lat w tym regionie geograficznym. A może i kosmicznym. Proszę: