Nike Zoom Structure Triax +12 | test, dzień trzeci, czwarty i piąty
Zbiorcze zestawienie kilku dni, bo nie miałem natchnienia, żeby tu pisać, tym bardziej, że po czwartym dniu biegania (13 km z hakiem) w Nike'ach efekt był beznadziejny, a pęcherz na prawej stopie większy niż zwykle. Z ciekawostek, to jedynie wymienię kundla, który najpierw mnie gonił, a później sam uciekał. Skubany - dobry był. Biegł 200-300 metrów zanim schował się za płotem, ale i tak zdążył mnie zmęczyć.
Dzień czwarty był po tygodniu przerwy - przerwy zbyt długiej, bo stopy jakby zapomniały, w czym biegały. Wiązanie niby za luźne, niby za ciasne - dopiero po rozbieganiu, kilku skipach i przebieżkach biegło się swobodniej (ok. 7 km + siła).
Test piąty (ok. 12 km) nastąpił dzień po czwartym. Zupełnie inne bieganie. Pęcherz na prawej stopie nadal delikatnie daje się we znaki, ale już jest lepiej. Za to stopy miały się lżej i biegło się tak, jak biegać się powinno. No, może oprócz lewego kolana, które musi sobie przypomnieć o większym obciążeniu.
Mam nadzieję, że następne wybiegania robione bez dłuższych przerw potwierdzą, że buty nadają się dla mnie do biegania także i na dłuższych trasach.