Europejski rynek gier na platformę PS Vita jest coraz większy gdy z każdym miesiącem pojawia się coraz więcej produkcji. Ostatnio są to gry głównie z Japonii, które niekoniecznie przykują uwagę każdego. Jedną z tych produkcji jest RPG z perspektywy pierwszej osoby – Demon Gaze.
Próbowałem nadążyć za fabułą tej gry, ale nie jest ona zbyt ciekawa i ze względu na swój japoński styl bardzo szybko mnie znudziła i przestałem zwracać na nią większą uwagę. Dlatego też nie będę się tutaj nad nią rozwodził. Samo tłumaczenie dialogów i kwestie wypowiadane przez NPCów są całkiem niezłe jak na tego typu grę i nie mogę się do nich przyczepić.
Samo mięso czyli rozgrywka to klasyczny RPG z oczy bohatera. Po podziemiach poruszamy się przesuwają za każdym razem o jedną “kratkę” na mapie. Niektóre kratki zawierają przedmioty, inne potwory, jeszcze inne specjalne wydarzenia. I tak łazimy sobie po podziemiu. Z podziemia możemy w dowolnej chwili wrócić do bazy pod warunkiem, że przeżyjemy taką podróż. Jak nie, no cóż zaczniemy od ostatniego zapisu, który można wykonać będąc tylko w bazie. W bazie odpoczywamy, sprzedajemy niepotrzebne śmieci, wskrzeszamy towarzyszy, a poruszamy się poprzez wybór z menu gdzie chcemy się udać i za chwilę tam się znajdujemy. Opisany przeze mnie mechanizm zapisywania w bazie jest na tyle beznadziejny, że w zasadzie uniemożliwia normalną rozgrywkę o czym zaraz wam opowiem.
W przeciwieństwie do innych produkcji tego typu, ale w zgodzie z kanonem japońskich rpgów walki odbywają się na odrębnym ekranie w systemie turowym. Walka zaczyna się albo na losowej lokalizacji, albo jak sami wdepniemy w jakieś wydarzenie. W walce główny bohater ma możliwość przywoływania demonów, które dają jakieś wymierne korzyści, ale jeśli zbyt długo będziemy korzystać z ich pomocy, to obrócą się przeciwko nam. Uwierzcie mi, nie chcecie tego. W szczególności w trudniejszych walkach. Mechanizm ten jest na tyle beznadziejny, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Gdy skończy się wam możliwość przyzywania demona (co stanie się bardzo szybko) jej odzyskanie będzie trwało wieki i raczej jej nie doczekacie. Równie dobrze mogło by tego nie być.
Odrębnym problemem jest losowość rozgrywki. Przechadzacie się po podziemiu, zadowoleni z siebie że zrobiliście jakiś progres. Dobrze wam idzie, więc przecie dalej. W pewnym momencie zostajecie zaatakowani przez głównego bossa danego podziemia, z którym nie macie na tym etapie żadnych szans. Jest to również walka, z której jako jedynej nie można zbiec. Co więc się dzieje? Giniecie razem z waszymi towarzyszami i wracacie do głównego menu gry. Wczytujecie grę i okazuje się, że straciliście 3 godziny rozgrywki. Ale co tam, zdarza się, spróbujecie jeszcze raz. Ponieważ walki są generowane losowo, tym razem podziemie jest bardzo ciężkie i po trzech potyczkach ginie wasz towarzysz. Co robicie? Wracacie do bazy, żeby go wskrzesić. Ale przypadkowo trafiacie na losową walkę, giniecie i do menu. Jak myślicie kiedy wasza wytrzymałość psychiczna osiągnie maksimum? Ja myślę, że bardzo szybko. Demon Gaze jest niegrywalna kupą odchodów, do której radziłbym się nie zbliżać.
Nie mam ochoty rozpisywać się o grafice, postaciach, losowych przedmiotach, artefaktach, poziomach bohaterów, wynajmowaniu członków drużyny, bo to wszystko było już w miliardzie innych rpgów. Jeżeli chcecie zachować spokój duszy, pojedźcie z żoną na wakacje, nie wiem do Brazylii.
Recenzja Demon Gaze Europejski rynek gier na platformę PS Vita jest coraz większy gdy z każdym miesiącem pojawia się coraz więcej produkcji.







