Imagine Bill Weasley – mężczyzna, który przez pierwsze jedenaście lat swojego życia widział wojnę i poszedł do Hogwartu miesiąc przed jej zakończeniem – wraca do Wielkiej Brytanii po latach w Kairze. Wszystko, żeby zobaczyć Mistrzostwa Świata w Quidditchu i znowu wrócić do Egiptu. Jednak zostaje, bo był świadkiem pojawienia się śmierciożerców na wspomnianych Mistrzostwach. Składa wniosek o przeniesienie w Gringocie i wraca do rodziny, wiedząc, że powrót śmierciożerców nie oznacza nic dobrego. W końcu doskonale pamiętał jak jednego dnia jego ulubieni wujkowie żyli, by następnego usłyszeć, że ich zabito.
Człowiek, który przez lata żył z usuwania paskudnych klątw w starych sarkofagach i piramidach, rozszyfrowywał runy i widział śmierć kolegów, którzy albo przeoczyli jakąś klątwę, albo zostali pochłonięci przez piaski pustyni, albo zapadli się w starożytnych grotach. Śmierć nie jest mu obca i nigdy nie była. Wraca, czując, że tylko przez chwilę się od tego uwolni. Czuje, że wojna z jego dzieciństwa niedługo powróci.
I którego dnia w Norze pojawia się jego stara znajoma z Hogwartu. Dziewczyna, z którą spędzał patrole prefektów i dnie w bibliotece, ucząc się do egzaminów końcowych. Ta sama, która chciała niegdyś zostać aurorką i faktycznie jej się to udało. Nie widział jej od lat, każde poszło w swoją stronę, i nagle Artur, który uwielbiał rozmawiać z nią na korytarzach w Ministerstwie, postanowił zaprosić ją do Nory na ognisko, tuż przed wyjazdem dzieci do Hogwartu, bo widział jak ta czarownica ciężko pracuje i było mu jej szkoda. Chciał, by chociaż na chwilę odpoczęła.
A Bill zrozumiał, że – choć różnili się bardzo mocno – obydwoje pracowali w miejscach, w których krew przelewała się hektolitrami, a śmierć opatulała ich ramionami z każdej strony. I ta zwykła znajoma z Hogwartu, z obowiązków prefektów, z nauki do egzaminów i tajemnego klubu pojedynków, nagle okazała się rozumieć go praktycznie bez słów, gdy piekli pianki w ogniu. Bo ona sama widziała jak jej znajomi umierali, padali jak muchy ze względu na pracę, której się podjęli. I sama miała doświadczenia związane z wojną, która zaczynała doganiać ich nie tylko we wspomnieniach, ale i w rzeczywistości.
Uwielbiam ship Billa i Fleur – w książkach jest cudowny – ale nigdy nie polubiłam się z faktem, że Bill ożenił się z dziewczyną, która była jakoś siedem lat młodsza od niego i ledwo po zakończeniu nauki w Beauxbatons. Poza tym, wyraźnie zostało przemilczane, że Bill pamiętał wojnę, bo miał jedenaście lat, kiedy Voldemort zniknął. Ten pomysł przyszedł do mnie nagle i niezapowiedzianie, ale myślę, że taka odsłona Billa – człowieka, który przez całe życie widział śmierć na własne oczy i zdecydowanie miał od tego PTSD – byłaby ciekawa. Zwłaszcza, że jest to kanon, który autorka postanowiła jakoś dziwnie przeoczyć.
Czy to napiszę? Jeżeli tak, to na pewno nie szybko. Zwłaszcza, że walczę z rozdziałami dwóch innych książek na tym profilu (o Galateii i o Tianie/Ascelli). Jednak sam pomysł wydaje mi się dość ciekawy.













