
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Hong Kong SAR China
seen from United States
seen from United States

seen from Hong Kong SAR China
seen from China

seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Paraguay
seen from Canada
seen from United States

seen from United States
seen from China
Kaleki anioł wie, jak to jest polatać po podwórkach. Dziś w dzienniku zapis: Przyglądał mi się łowca z ostatniego piętra i faceci z czołgu.
Głowa na karku, nie za wysoko, acz podbródek nieco wzniesiony i krok swobodny, ze świadomością podłoża noga za nogą przebiera do przodu. Uśmiech satysfakcji podczas wdechu i wydech powolny, czas sprzyja, nie goni. Dotyk spojrzenia, odczuwalny, rzucany przelotem, wyłapywany pod kątem, niby przypadkiem. Przytrzymanie wzroku, powoli słowa wydobywają się z ust, przestrzeń osobista nienaruszona, feromony wirują w powietrzu. Bliskość bez sprzeciwu, odległość pomiędzy ciałami nieco mniejsza, niż wypadałoby ją zachować. Co z tego, skoro istoty nie protestują, a wręcz obnażają swoją chęć przebywania w towarzystwie łowcy ich samych i dają mu znaki wprost proporcjonalne, do jego obycia, obdarowując tym samym siebie nawzajem obopólną korzyścią i dobrym samopoczuciem powstałym z niemałych, intensywnych doświadczeń.
#kot #koty #łowca #mysz #zwierz #zwierze #zwierzęta #zwierzetasacudowne #zwierzeta_domowe #kota #kociara #kocieciekawostki #kociezycie #kociezabawy (w: Netherlands) https://www.instagram.com/p/CSnLgzHI2wR/?utm_medium=tumblr
Przypinki zalane żywicą❤️ już są gotowe #przypinka #łowca #hunter #sw #metal #15mm #logo (w: Wroclaw, Poland) https://www.instagram.com/p/B2EEbEso8WY/?igshid=1m0pgrb09doqq
Free writing #11
Całe jezioro pokryte było nalotem Spirodeli.
Delikatny podmuch wiatru niespiesznie przemieszczał się między koronami wysokich sosen. Na szczyt jednej z nich, asekurując się ogonem, wspinał się Cho, co chwila spoglądając pod siebie, czy aby jego pan nie zniknął mu z pola widzenia. Ciężko było stwierdzić dokładnie, czym był pupil mężczyzny, który oparty o pień drzewa wykałaczką próbował wydobyć z dziur w zębach resztki dzisiejszego obiadu. Zdecydowanie powinien w końcu zapewnić sobie wizytę u stomatologa. Nie były to jednak tanie rzeczy, a ostatnio nie mógł się skarżyć na brak wydatków. Małpo-podobne stworzenie w końcu dotarło na samą górę i nareszcie mogło zdać raport ze swojego osobliwego zwiadu.
– Golem przesuwa się na południowy-wschód, tratując wszystko po drodze. Połamał te biedne drzewa jak zapałki!
Mężczyzna skinął głową i zapalił papierosa. Ten nałóg... Potrzebował jednak chwili odprężenia. Nie dość, że samo zlecenie od początku jakoś źle mu pachniało, to teraz jeszcze te komplikacje. Nie tak wyobrażał sobie tę szybką i przyjemną robotę. Jeszcze dorwie Marcusa za te maliny, w które go wpuścił.
– Dobra, złaź już stamtąd. Nie mamy zbyt wiele czasu do stracenia, musimy podążyć za nim, póki nie natrafił jeszcze na większe osady.
Za dodatkowe ofiary potrącali mu z wynagrodzenia... Dlaczego w ogóle zgodził się na te warunki? Wszystko miało być proste - obudzony w kopalni przez grupę zbyt daleko zapuszczających się górników żywiołak sprawiał problemy, należało go więc prędko spacyfikować w celu kontynuowania dalszego wydobycia rudy Aspartium. Po dotarciu na miejsce sprawy zaczęły się jednak komplikować. Po pierwsze, problemem okazał się nie być żywiołak, a golem. Po drugie, golem miał ponad trzydzieści metrów wysokości i doszczętnie niszcząc cały teren kopalni wydostał się na powierzchnię i rozjuszony naiwnymi próbami opanowania go wpadł w szał i pognał w głąb lasu. Tego nie było w umowie, którą Taruen zawarł z właścicielem okolicznych odkrywek.
– Mistrzu, jaki jest plan? – spytał Cho, opuszczając korony drzew i chwytając jego nieodłączny kij, oparty do tej pory o pień drzewa.
Taruen w tym czasie już nakreślił na jednym z większych kamieni kilka symboli, a z torby wyjął runę teleportacyjną.
– Określiłem już mniej więcej koordynaty. Skorzystamy z zaklęcia teleportacji.
Cho w jednym susie skrył się za drzewem z małpim krzykiem.
– Nieee! Tylko nie te przeklęte świecące kółka! Zawsze jeszcze długo po tym boli mnie brzuch... I głowa też!
Taruen przewrócił oczami, ale nie zwrócił większej uwagi na opory towarzysza. Nie miał innego wyjścia, jak się go słuchać. Bez niego w jednej chwili mógłby znowu stać się tylko bezmyślnym stworem. To zaklęcia i opieka mężczyzny zapewniała Cho namiastkę ludzkiej inteligencji.
– Nie marudź. Pójdziesz przodem, gdybyśmy trafili w miejsce będące w odległości bojowej od golema, od razu podejmujemy walkę. Nie ma różnicy, czy schwytamy go, czy zniszczymy.
– Czyli mogę roztrzaskać go na drobne kawałeczki? – Cho rozpromienił się od razu. Najwyraźniej zapomniał już o potencjalnych dolegliwościach związanych z magicznym środkiem transportu.
– Jeśli starczy ci pary w rękach... – Taruen uśmiechnął się do pupila i aktywował portal.
Małpo-stwór ochoczo skoczył w świetlisty okrąg i po chwili zniknął z zasięgu wzroku. Jego pan podążył za nim, z pleców ściągając kuszę i uzupełniając kołczan zapasem wybuchowych bełtów. Inna broń w wypadku ogromnego golema nie miała sensu.
Odległość okazała się bardziej, niż bojowa. Nawet o wiele za bardzo bojowa. Taruen ledwo mógł utrzymać się na plecach kamiennego monstrum, które przedzierało się przez kolejne połacie lasu. Krótka obserwacja ujawniała jeszcze jeden problem, o którym oczywiście mu nie zameldowano - to nie był zwykły golem. Całe jego cielsko pokryte było czarnymi symbolami, od góry do dołu. Miał więc do czynienia ze Starożytnym Golemem. Słyszał o tych stworach, nigdy jednak nie miał okazji spotkać żadnego osobiście. Nie wspominając już o jeżdżeniu na takim.
– Cho, to może być trudniejsze, niż myśleliśmy! – krzyknął Taruen do pupila, który z podziwu godną zwinnością skakał po głowie golema, okładając go swoją laską, która dzięki magicznym właściwościom na potrzeby walki zwiększyła swoje rozmiary dziesięciokrotnie.
Jednak jedynym efektem jego starań były niewielkie pęknięcia w skorupie golema, w których momentalnie gromadziła się czerń z okolicznych run. Po chwili żadnych śladów zniszczeń już nie było.
– To coś nie chce dać się rozłupać! – Małpo-stwór rozpaczliwie próbował wyrządzić szkodę monstrum. Bezskutecznie.
Taruen doczłapał się na ramię golema i wstrzelił w nie ubezpieczający grot z liną. Nie miał koncepcji na powstrzymanie przeciwnika. Normalnie wystarczyłby kij Cho i wybuchowe groty. Może w ostateczności kilka zaklęć. Sytuacja nie wyglądała dobrze. Starożytne Golemy zostały stworzone przed tysiącami lat jako osobiści strażnicy na dworach magów Estery. Taruen nie miał wątpliwości, że swoją mocą nie ma co się równać z potęgom pradawnej, zaginionej magii. Chyba... że sam skorzysta z jej pozostałości.
– Cho, nie wiem, jak to zrobisz, ale masz skierować tego skurczybyka w stronę tamtego jeziora!
Cho przystanął na chwilę, po czym skinął głową i zeskoczył zwinnie na ziemię, wprost przed potężne nogi golema. Wciągnął głośno powietrze do płuc i wydał z siebie niezwykle głośny, przenikliwy ryk. Monstrum skierowało swój wzrok na źródło dźwięku i uniosło pięść, na której zaroiło się od czarnych run. Małpi stwór odskoczył w ostatnim momencie i pognał jak najszybciej w stronę zbiornika wodnego wskazanego przez jego mistrza.
Łowca tymczasem przeszukiwał umysł w poszukiwaniu odpowiedniego wykorzystania mocy, którą za chwilę miał mieć do dyspozycji. Jeśli wykorzysta tylko część, powinien być w stanie przeciwstawić Starożytnemu Golemowi równie silnego przeciwnika... Dwa stwory po prostu nawzajem się zniszczą i będzie po kłopocie. W ostateczności przyzwanego stwora lub golema trzeba będzie dobić, kiedy już będzie odpowiednio osłabiony, ale razem z Cho powinni już sobie z tym poradzić. Decyzja zapadła, a jezioro było coraz bliżej.
Tauren przymknął oczy, starając się skupić jak najmocniej na czekającym go przywołaniu. Pięść golema huknęła o wodę jeziora, wzbijając w powietrze gejzer wody. Cho znudziło się robienie za przynętę, więc uskoczył daleko poza zasięg potężnych, kamiennych ramion. Tymczasem jego pan zsunął się z ramion golema przy pomocy ubezpieczającej linii i rozgarniając zielony nalot Spirodeli włożył rękę do wody. W zbiorniku pojawiły się najpierw powolne ruchy, a potem silne, wirowe prądy. Wreszcie z jeziora wyłoniły się czarne runy, podobne do tych, które pokrywały ciało golema i łącząc się utworzyły niewielki portal. Łowca krótkim spojrzeniem ocenił efekt zaklęcia i wycofał się między drzewa. Golem wpatrywał się otępiałym wzrokiem w wirującą w powietrzu czerń. Za chwilę portal powinien się ustabilizować i przyzwany stwór zajmie się ich problemem. Tak przynajmniej myślał Tauren.
Smoliste runy nie przestały jednak wydobywać się z głębin jeziora. Coraz większym strumieniem płynęły w stronę formującego się przejścia, powiększając je z sekundy na sekundę. W tym właśnie momencie Tauren zdał sobie sprawę, że jeśli za chwilę transfer energii nie zostanie przerwany, to Starożytny Golem będzie ich najmniejszym zmartwieniem. Obawy okazały się słuszne. W ciągu kilkudziesięciu następnych sekund portal kilkukrotnie przewyższył rozmiarem nawet golema, aż w końcu wirujące koło ułożyło się w jednolitą taflę czerni, przez którą przebijały się z każdą chwilą coraz to nowe promienie zielonkawego światła. Gdy w stosunkowej ciszy lasu rozległ się przeraźliwie wysoki i świdrujący głowę pisk, wszystko stało się jasne. Tauren i Cho padli na ziemię, próbując zakryć uszy, ale dźwięk wdzierał się mimo to wgłąb ich ciała, wywołując straszliwy ból. W chwilę później ujrzeli jak z portalu wyłania się ogromne, migoczące cielsko...
– Mistrzu... Chyba coś poszło nie tak.
Tauren bardziej niż ktokolwiek w tym momencie miał tego świadomość. Wiedział, że wyzwolenie odpowiednich pokładów pradawnej magii jest trudne i czasem może nie do końca się udać. Ale nie spodziewał się, że wyciek może być tak wielki, żeby ściągnąć do ich świata Szmaragdowego Smoka.
– Nie coś, Cho. Wszystko poszło nie tak.
Pokonując ból podniósł się z ziemi i pośpiesznie wyjął z torby odpowiedni kamień i krzywiąc się i kuląc nakreślił na ziemi kilka symboli.
– Musimy zawiadomić Radę. I wszystkich największych magów i herosów okolicznych państw. Możemy mieć właśnie do czynienia z największym kataklizmem od czasów Wielkiej Zarazy, o skali wręcz globalnej.
Dwóch łowców potworów zniknęło w świetlistej obręczy portalu i nie widzieli już, jak cielsko Starożytnego Golema pęka pod naciskiem jednego podmuchu szmaragdowych skrzydeł.
Całe jezioro pokryte było nalotem Spirodeli...
Czarna wdowa
Wodzi wzrokiem za możliwościami subtelnie, na gali królowa bawiących się poddanych. Obcasy stukają po panelach drewnianych, roztańczone zgrabne nogi wirują filuternie.
Cyniczne melodie ku jej czci wygrywane na tanich instrumentach słabego zespołu, trwają przy wrzucaniu do piekielnego dołu ciała na wpół martwego. Jęki dosłyszane.
Ofiara cielesnego przyciągania czaru z uniesień wpadła w sidła ziemi wrogiej, nie zdołała ugasić fascynacji żaru.
Na wieczność uśpiona słodkimi kłamstwami, czuły całus od łowcy na koniec w czółko, towarzyszące sny są wiernymi zjawami.