Tam tylko proch, tam tylko popiół
Łzy, cierpienie, udręka, zgryzota
Tam tylko kaci i okrutnicy
Chłostający ciała, kaleczący dusze
Nie tylko innych, ale i swoje.
Ceglane budynki, smród spalenizny
Słodkawy dym, tak jak ich wolność słodka
Do której prowadzą ogromne kominy.
Do pieca idą stygnące ciała
Ledwo umarłe, lecą ku niebu
Powstali z prochu i w proch obróceni
Zyskują wolność, wychodzą z płomieni.
Druty, baraki na ziemi gliniastej
Żywe szkielety odziane w łachmany
Pozbawione imienia, przeszłości i jutra
Świadectwo bestialstwa i nieludzkości
Którego nie sposób jest puścić w niepamięć.
Krzyki, i wrzaski, błagania i strzały
Lament, skowyt, trzask ognia głodnego
I cisza, która nie niesie spokoju
Lecz jeszcze większą grozę i bojaźń.
Zgnębienie wokoło i odrętwienie
Śmiertelny głód, apatia i bierność
Ginie w tym miejscu wola przetrwania
Z tyranów na więźniów przechodzi
niczym choroba lodowata obojętność.
Widzą śmierć bliskich, czekają na swoją
Oczy matowe o barwie agonii
Oni się końca już swego nie boją
Lecz życia dalszego w tym piekle na ziemi.
Nikt tak naprawdę tu nie jest wolny
Tyrani dawno pozbyli się duszy
Skuci ideą, wrogością i fałszem
Cierpienie żadne serc ich nie wzruszy.
Skrzywdzone niesłusznie ludzkie istnienia
Na pastwę losu pozostawione
Gdzie byłeś Stwórco, gdzie byłeś Boże?
A może spałeś o tamtej porze?