Bosz piątek po południu, najlepszy czas na dodatkowy niemiecki xD ale mi się nie chciało
Plusy: cały tydzien udawało mi się wstawać o 6.20 i nie wracać po chwili do łózka. Miałam tak to luźny tydzień, po szkole mogłam się nawet zdrzemnąć. Używałam mało telefonu, w końcu mi się udało!
Minusy: w sumie nie ma, oprocz tego że wkurwiają mnie niektórzy i nie lubię jak piździ na dworze )));
Postanowiłam opisać tu historię wyleczenia swojego trądziku xD nie wiem, może jestem głupia, a może komuś się przyda
Ogólnie trądzik miałam od zawsze chyba, już w wieku 12 lat miałam krosty i kompleksy z tym związane. Ogólnie moja pielęgnacja leżała, mydlo i woda, zresztą to nie było wtedy tak "modne". Moja mama dodatkowo mówiła mi by używać kremu nivea i acnosanu xD chciała dobrze, acnosan jej pomógł, mi w sumie nie zrobił niczego
W liceum, pod koniec pandemii, mój problem z cerą się pogłębił. Zresztą, na początku liceum bardzo dążyłam do perfekcyjności, no bo jest tyle ładnych lasek, idealny makijaż, fashion stylizacje i w ogl. Kupowałam za dużo pielęgnacji, nie czytając składów i ogólnie zbyt chaotycznie, nieprzemyślane. Nic nie pomagało, miałam nie tyle duże krosty, co całą twarz w małych krostach (sorry jak brzydzi, no taki life xD). W końcu namówiłam swoich rodziców na dermatologa (wcześniej byli do tego sceptyczni, uważali że samo mi przejdzie). A to serio, trądzik wpływał strasznie na moją psychikę, poczucie wartości. Ja pamiętam, że ja często podchodziłam do lustra i po prostu już nie mogłam, bo ciągle coś było na tej twarzy, bez przerwy. Czasem rano, pierwsze co robiłam, to było spojrzenie w lusterko, czy krem (lub acnederm-dla mnie dobry, ale nie za dużo) wpłynął jakoś lepiej na moją cerę.
Poszłam do dermatologa no i początkowo się ucieszyłam- tydzień później grudkowate krostki zniknęły. Przede wszystkim ogromny komfort psychiczny, przestalam mieć obsesję na punkcie wyglądu swojej twarzy. Niestety, problem znowu wrócił. Ogólnie z tym dermatologiem bylo trochę jak widziałam na shortsach na YT, takie
POV: idziesz do dermatologa na NFZ xD
Nie było pytań o pielęgnację o nic i raczej stereotypy że przyprawy itp
Potem dostałam następny antybiotyk (ogólnie to były maści na twarz). Po poprawie problem znów zaczął wracać i już nie chciałam tam iść żeby nie dostać tabletek (powiedziała że dostanę jak się nie polepszy).
Wzięłam sprawy w swoje ręce- wypożyczyłam książkę Skin coach, która naprawdę zmieniła moje podejście do skóry. Przeczytalam też Skin food, o jedzeniu dobrze wpływającym na cerę. I wtedy zaczęły się moje wielkie zmiany (złożyło się to tak samo z nowym rokiem).
Zaczęłam uważać na swoją dietę, zdrowo się odżywiać, brać suplementy (cynk, witamina D, magnez, witamina B). czytać składy. Zupełnie zmieniłam swoją pielęgnację, ograniczyłam ją do totalnego minimum. Jest taka sama od roku i moja skóra nie przestała jej lubić. Jest ogromna zmiana. Przede wszystkim, w końcu poczułam że jestem w stanie coś zrobić, co przyniesie efekt. Nie mam idealnej cery (jeśli ona istnieje w ogl), ale zapomniałam już o grudkach, o wstydzie spowodowanym trądzikiem. Teraz jak czasem pojawi mi się jakaś krosta to nie przeżywam. Dało mi to ogromny komfort psychiczny. Używam sprawdzonych rzeczy, pianki z Isany (którą polecano w Krainie składów na yt, uwielbiam ten kanał!), jako toniku zielonej herbaty (wyczytałam że to okej do cery tłustej), mam kilka kremów (niektóre zostały z poprzednich zakupów). Mega dobre było dla mnie serum aloesowe z Ava Eco. To była taka baza. Kiedy się okazało, że to działa, zaczęłam próbować z retinolem, serum pod oczy, innymi kremami, ale wszystko stopniowo, sprawdzając składy i myśląc, czy mi to serio potrzebne
No, i w sumie tyle, poprawiło mi to humor po niezbyt udanym dniu 😅