
#dc comics#dc#batman#dick grayson#dc fanart#bruce wayne#tim drake#batfam#batfamily



seen from Russia
seen from United States
seen from Canada
seen from Australia
seen from Türkiye
seen from United States
seen from Saudi Arabia

seen from United States
seen from Brazil
seen from Singapore

seen from Türkiye
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from China

seen from South Africa

seen from Malaysia
seen from China
Wiecie co? Uważam, że branża beauty jest bardzo przesadzona, jeśli chodzi o koszt usług. I tak - ten post to wyłącznie cebulackie narzekanie na hurr durr piniendze i trochę ból dupy. Może nawet bardzo ból dupy.
Odniosę się tu głównie do branży makijażowej, bo sama w makijażu trochę siedzę i wiem mniej więcej, jakie są ceny produktów używanych w tym zawodzie.
Uważam, że makijaż wieczorowy i makijaż ślubny wyglądają zupełnie identycznie, a ceny są wysoce zróżnicowane. Wiem, że wizażystki próbują to tłumaczyć tym, że makijaż ślubny ma łączyć w sobie 3 różne rodzaje makijażu (z jakiegoś powodu dzienny - najpewniej dlatego, że z reguły delikatny, ale też wieczorowy i fotograficzny), wobec tego jest rzekomo bardziej skomplikowany. Argumentują różnice cenowe też tym, że makijaż musi być dopasowany do sukni i kreacji samej w sobie (krój, materiał, styl, zdobienia, chuj wie co jeszcze), ale jak przeglądam te profile wizażystek, to mam wrażenie, że wszystkie te makijaże ślubne wyglądają dosłownie identycznie - na powiekach brąz/herbaciany róż i złoto, subtelna kreska od połowy powieki - najczęściej brązowa (czasem też wyciągnięcie kącików wewnętrznych), na ustach z reguły delikatny, nudziakowy kolor (obecnie błyszczące wykończenie jest na topie, które moim zdaniem nie jest w ogóle trwałe, a więc niewarte swojej ceny, jeśli mówimy o ślubie), delikatne rzęsy z wyciągniętymi kącikami zewnętrznymi w stylu kociego oka, wyczesane i lekko podkreślone brwi, herbaciany lub chłodny róż podkreślający policzki, delikatny bronzer (choć w obecnych trendach bardziej podkreśla się różem, w sensie jest bardziej widoczny niż bronzer), naturalnie wyglądający rozświetlacz, podkład oczywiście świetlisty, korektor kryjący, acz lekki. I dekolt tak rozświetlony, że aż nienaturalny i widać go z kosmosu.
Makijaż wieczorowy wygląda kurwa identycznie, jest tak samo trwały, czasem jest po prostu mocniejszy, ale przecież to jest wyłącznie wybór Klientki i przy makijażu ślubnym też można postawić na mocniejsze oko/usta (gdybym ja miała brać ślub to mocne oko i wyraźne brwi to must have, nawet jeśli wizażystka by mi odradzała i nawet jeśli miałybyśmy się przez to pożreć).
Kosmetyki użyte w obu makijażach są prawdopodobnie takiej samej jakości/wartości, bo dlaczego klientka, która nie bierze ślubu, tylko jest gościem weselnym, ma mieć gorszej jakości kosmetyki? Jakość i trwałość wykonanego makijażu powinna być identyczna.
Nie rozumiem, dlaczego baby mają płacić więcej tylko dlatego, że makijaż jest użyty w innym celu, mimo że wygląda dosłownie tak samo i użyte są podobne produkty. A to nie są małe kwoty, bo różnica może być nawet koło 100 zł (mówię o cenach średnich, fancy salony na pewno mają te kwoty znacznie wyższe). Jedyny argument, który jestem w stanie przyjąć, to próbny makijaż ślubny wliczony w cenę całej usługi, ale nie w każdym salonie jest za free.
Dla mnie w ogóle wizja płacenia 270 zł za to, żeby wyglądać ładnie przez kilka godzin, jest w chuj abstrakcyjna. Wiem, że nie każdy ma dryg do makijażu i czas, nie każdy też to lubi. W takich chwilach doceniam to, że w czasach studiów zamiast chodzić na wykłady, siedziałam w domu i ćwiczyłam makijaże, bo zapewnia mi to potężne oszczędności XD
Dlatego myślę, że jeśli ktoś umie i lubi robić ładne makijaże, to znacznie lepiej jest po prostu kupić sobie dobre, trwałe kosmetyki, bo mimo że wyjdzie to drogo, to przynajmniej nie będą jednorazowego użytku. Bardziej opłacalnie mimo wszystko.
Albo ceny paznokci, które trzeba ściągać/uzupełniać 3 tygodnie po wykonaniu. Paznokcie kosztują dużo, osobiście robiłam za około 180 zł xD Później jeszcze koszt ściągnięcia tych paznokci. Tu jednak jestem w stanie trochę te ceny zrozumieć, dlatego że schodzi na tym w chuj czasu i stylizacje są naprawdę bardzo zróżnicowane, więc trzeba mieć szeroki wachlarz umiejętności. Korzystałam z tej usługi raz w życiu i prawdopodobnie zbyt prędko się nie zdecyduję, mimo że pazury były piękne. Szkoda mi kasy i czasu na coś, co trzeba ogarniać co 3 tygodnie. Naturalną płytkę po ściąganiu też miałam zjechaną i długo mi zajęło doprowadzenie jej do ładu.
Tak samo te doczepiane rzęsy. Drogie w chuj, po krótkim czasie trzeba ściągać/uzupełniać, a przy okazji w chuj uważać na to, żeby nie uszkodzić kleju przy zmywaniu makijażu, bo rzęsy mogą ulec zniszczeniu XD
Fryzjerstwo też bardzo droga sprawa, facet z krótkimi włosami płaci jakieś 70 zł miesięcznie za strzyżenie, żeby wyglądał przyzwoicie, baby płacą też potężne kwoty, tyle że nieco rzadziej (generalizując, bo osobiście nie znam kobiety, która korzysta z usług fryzjerskich regularnie co miesiąc), szczególnie jeśli dochodzi do tego farbowanie. I oczywiście jest to zależne od długości włosów (w strzyżeniu nie rozumiem różnic cenowych zależnych od długości). No i oczywiście, idąc do salonu fryzjerskiego, usługa strzyżenia dla mężczyzn z krótkimi włosami i usługa strzyżenia dla kobiet z krótkimi włosami też jest zróżnicowana cenowo xD Dlaczego?
A kursy w branży beauty to już w ogóle pojebana sprawa, 1000 zł za 1 DZIEŃ szkolenia (a w zasadzie jakieś 8 godzin z przerwą obiadową XD). Lekcja makijażu bez certyfikatu - 500 zł XD
I wiecie - ja zdaję sobie sprawę, że to nie są usługi pierwszej potrzeby. One nie są niezbędne do życia, jest to pewnego rodzaju przyjemność, którą sami chcemy sobie sprawić, ale nie ukrywam, że bardzo mnie zastanawiają te koszty.
Takie kwoty za godzinę pracy w zawodach powszechnych, to mają chyba tylko księża i dziwki.
Ostatnio jem tak dużo cebuli,
że powoli sama staję się cebulą. Cebulaczką? Mam nadzieję, że aż tak daleko ta sytuacja się nie posunęła. Jeżeli przyjdzie mi do głowy poproszenie o lody malinowe nie zdziwię się, jeśli poproszę o polewę cebulową.
ヒヤシンスの球根を植え付けた(10月30日)
Sadzenie cebul hiacyntów
Planting hyacinth bulbs
Chciałam wziąć kredyt na ten kontrabas. Ale jak zobaczyłam oprocentowanie to już mi przeszło. Przeprosiłam się z propozycją mamy i pożyczyłam hajs od niej. Będę spłacać bez procentu.
Akurat ja mam ten fart, że mogę. Ale miliony Polaków nie mają takiej możliwości i biorą kredyty w bankach z chwiejnym oprocentowaniem.
Meanwhile in Poland
Wielki bałagan, czyli szakszuka
Szakszuka w dosłownym tłumaczeniu oznacza wielki bałagan. To faktycznie spory śmietnik na patelni, jest w nim masa różności: papryka, pomidory, cebula, czosnek i - obowiązkowo - jedno lub kilka jaj.
Danie pochodzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jego rodzinnym domem prawdopodobnie jest Tunezja lub Jemen.
Wraz ze wzrostem zainteresowania szakszuką poza rodzimym regionem, powstała cała masa odmian tej potrawy. Dodaje się do niej kiszone cytryny, sery owcze, chorizo, surową kiełbasę z baraniny lub jagnięciny. Każdy może stworzyć swoją wersję, wrzucając do podstawowych składników ulubione produkty, w mojej tym razem wylądowała cukinia, pieczarki i oliwki, itd.
Jeśli macie ochotę na sycący, pełnowartościowy posiłek spełniający rolę śniadania, obiadu, antidotum na kaca, czy kolacji, to sięgnijcie właśnie po nią.
Szakszuka... wielki bałagan... Żeby go uporządkować w końcu dałam się zaprosić do kina. Proponował mi wyjście kilkakrotnie, ale najpierw napatoczyła się pandemia, potem rozmaite obowiązki plus moje irracjonalne lojalności (kto w dzisiejszych czasach jest lojalny?!). Nie jestem typem randkującej rozwódki, chwytającej łapczywie okazje. Ktoś musi mnie naprawdę zainteresować.
Tęskniłam jednak za dotykiem dłoni, za splecionymi, lekko wilgotnymi z nerwów palcami. Najzwyklejsze trzymanie kogoś za rękę bywa stokroć bardziej elektryzujące niż ekstremalna zabawa wyobraźnią, czy czat z nieznajomym w sieci.
Nigdy nie zapomnę pierwszego dotyku mojego przyszłego męża. Jeszcze jako mające się ku sobie koleżeństwo wyskoczyliśmy w trakcie pracy w niedzielę z redakcji na mszę do pobliskiej Katarzyny. Czekałam na znak pokoju, jak na najlepszy seks w życiu! Po tym zbliżeniu dłoni oboje wiedzieliśmy, że utonęliśmy w sobie na zawsze (któż wtedy wiedział, że nie przetrwamy? żałuję? nie!).
Moi drodzy Czytelnicy, nigdy nie odmawiajcie sobie spotkania z zaintrygowanym Wami człowiekiem. Namacalne życie jest znacznie smaczniejsze niż siedzenie przed laptopem i lizanie jego ekranu.
Nagle może się okazać, że wielki bałagan posprzątał się sam.
Składniki (na 3 porcje):
2 czerwone papryki 3 pomidory mała cukinia 6 pieczarek cebula 3-4 ząbki czosnku małe czerwone chili (opcjonalnie) 6 czarnych oliwek przyprawy: łyżeczka kuminu, łyżeczka pieprzu cayenne, łyżeczka słodkiej papryki, łyżeczka zataaru sól i czarny pieprz do smaku nać pietruszki (lub kolendry) 1-3 jaja 2-4 lawasze
Wykonanie:
Warzywa i grzyby opłukać pod bieżącą wodą. Paprykę odszypułkować i pokroić w dużą kostkę, cukinie w półplasterki, podobnie pieczarki. Sparzyć pomidory, obrać ze skórki, wykroić szypułki, pokroić na ćwiartki, a następnie w dużą kostkę. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Czosnek rozgnieść płaską stroną noża i maksymalnie rozdrobnić.
Na dużej patelni rozgrzać chlust oliwy z oliwek, wrzucić czosnek i chwilę podsmażać. Dorzucić cebulę i smażyć, mieszając, aż do zeszklenia. Dodać papryki oraz pieczarki i smażyć ok. 7-10 minut, mieszając od czasu do czasu.
Następnie dołożyć pomidory, doprawić solą, pieprzem i przyprawami. Wymieszać i smażyć na zwiększonym ogniu przez kilka minut, już bez mieszania. Na masę wybić jedno lub więcej jaj.
Przykryć pokrywkę i gotować do czasu aż zetną się białka. Obsypać pokrojonymi czarnymi oliwkami i nacią pietruszki.
Podawać z plackami lawasz, pitą lub innym pieczywem.