ズッキーニとぶなしめじのそうめん(9月16日)
seen from Ukraine
seen from Australia
seen from Germany

seen from Canada
seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom

seen from Malaysia
seen from Hong Kong SAR China

seen from United Kingdom
seen from Australia
seen from Netherlands
seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from China
seen from Malaysia

seen from Brunei
seen from Netherlands
seen from China
ズッキーニとぶなしめじのそうめん(9月16日)
Jajangmyeon - koreański sos z czarnej fasoli z warzywami i makaronem udon
Przez ostatni tydzień odcięłam się całkowicie od poszukiwania nowych przepisów w Internecie, rozkminiania receptur i rozkładania ich na części pierwsze. Nawet więcej, musiałam odseparować się od kuchni w ogóle, nie licząc kontaktu z niewielkim gronem sympatycznych kucharzy.
Potrzebowałam przestrzeni na wyciszenie, oczyszczenie i oddalenie rozpalonej głowy. Czasem taki dystans jest niezbędny, żeby nie utknąć w jednostronnym myśleniu, a nawet nie zgubić azymutu.
Konsekwentnie, zaciskając zęby, trzymałam się postanowienia, jak małe dziecko, któremu mama przykazała żeby nie podchodziło do kuchenki, bo można się poparzyć. Nie było łatwo, oj nie było! Ktoś, kto siedzi w kulinariach od lat, karmi się karmieniem.
Nieoczekiwanie okazał się to czas wzrostu, zmieniający optykę i wprowadzający jako taki ład. Na kulinaria - jak i na wszystko inne - warto patrzeć z różnych perspektyw, odrzucając utrwalone od lat schematy, czyli np. niedodawanie parmezanu do makaronu z owocami morza, czy niejedzenie pizzy z szynką i ananasem. Co ciekawe, to chyba nawet nie ja zmieniłam sposób patrzenia na jedzenie, ile ono zaczyna zmieniać mnie.
Podobnie jest z jajangmyeonem. To dość osobliwie i nieapetycznie wyglądające danie kuchni koreańskiej, pozornie nieciekawe, wręcz odstręczające okazuje się mieć walory, o których nie mamy bladego pojęcia. Rozmaite smaki i tekstury tworzą nową, nieoczywistą jakość.
Warzywa, kawałki wieprzowiny i makaron zatopione są w ciemnym sosie, którego bazą jest gęsta, niemal czarna pasta chunjang, zrobiona ze słonej fermentowanej soi i barwiona karmelem. Ma lekko gorzki i słony smak, dlatego do jej wykonania dodaje się trochę cukru. Przypomina smar lub Marmite. Trzeba ją jeszcze, przed połączeniem z resztą składników, kilka minut podsmażać bezpośrednio na patelni.
Wszystko przed zjedzeniem należy wymieszać, tworząc błotnistą breję. Zanurzone w sosie elementy jajangmyeonu niemal całkowicie zatracają swój charakter. Brakuje tu wysmakowania i estetyki, jaką lubię w kulinariach. Wycieranie brzegów talerza przed zrobieniem zdjęcia nie ma sensu. Tu jest bałagan czy mi się to podoba, czy nie. Właśnie takie to danie.
Czy można zrozumieć potrawę? Staram się już odpuszczać takie pytania i po prostu gotować. Najlepiej, jak umiem. Z ufnością, że przyjdzie mi uwarzyć jeszcze coś wyjątkowego.
Z nieustającą czułością!
Składniki:
220 g schabu (lub niezbyt tłustej karkówki, boczku) 2 małe cebule cukinia 2 ziemniaki marchew ½ szklanki pasty chunjang 2 szklanki wody (w zależności od pożądanej konsystencji) paczka makaronu udon łyżka mąki ziemniaczanej łyżka oleju sezamowego 1/2 ogórka o gładkiej skórce
Wykonanie:
Obrać ziemniaki, marchew i pokroić w 1,5-cm kostkę. Obrać cebulę i również pokroić w podobnej wielkości kostkę. Cukinie pokroić podobnie. Mięso opłukać, osuszyć papierowymi ręcznikami i również pokroić w kostkę. Ogórek przekroić na pół, a następnie
Rozgrzać na ostrym ogniu chlust oleju w woku lub na dużej patelni. Wrzucić mięso i smażyć, aż stanie się złocistobrązowe i chrupiące. Nie zbijać kawałków razem, lepiej gdy będą smażyły się osobno. Jeśli wytopi się znaczna ilość tłuszczu, trzeba go odsączyć.
Mięso odłożyć na osobny talerz. Wrzucić ziemniaki i ponownie smażyć, aż do uzyskania złotych przysmażeń i chrupkości, następnie dorzucić marchew, cebulę, a na końcu cukinię. Smażyć przez kilka do kilkunastu minut, aż warzywa się usmażą.
Wyczyścić miejsce na środku woka lub patelni i wlać dwie łyżki oleju. Dodać koreańską pastę z czarnej fasoli i smażyć na środku patelni na oleju przez minutę. Następnie dokładnie wymieszać wszystko razem.
Wlać szklankę wody i pozwolić sosowi się zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem ok. 10 minut. Jeśli sos staje się zbyt gęsty, można stopniowo dolewać do niego dodatkową szklankę wody.
Udon (oryginalnie używa się specjalnego świeżego makaronu koreańskiego) ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Po 10 minutach sprawdzić, czy ziemniaki są miękkie. Po całkowitym ugotowaniu dodać zawiesinę skrobi ziemniaczanej i mieszać, aż będzie gęsta i błyszcząca. Wymieszać z olejem sezamowym.
Dodać pokrojony ogórek. Przed zjedzeniem dokładnie wymieszać.
Tarta z ciasta francuskiego z cukinią, botwiną i kozim serem
Tarta to rodzaj okrągłego placka przygotowywanego z ciasta kruchego, francuskiego, rzadziej drożdżowego, wypełnionego nadzieniem słodkim lub wytrawnym. Odmianą tarty na słono na kruchym cieście, zalanej masą śmietanowo-jajeczną jest quiche (czytamy: kisz).
Trzeba przyznać, że Francuzi wpadli na genialny pomysł: pieczesz spód z ciasta, wrzucasz na niego owoce, słodki krem, albo mięso, rybę, warzywa i w sumie gotowe. 20 minut w piekarniku. Ile pomysłów, inspiracji, składników w kuchni - tyle tart! Najlepsze danie żeby wykorzystać resztki z lodówki.
U nas dziś na szybko i na wytrawnie. I sezonowo: bo przecież botwinka już jest! Nęci na straganach swą bordową nacią. A do tego kozi ser - połączenie idealne :)
SKŁADNIKI:
Porcja dla 4 osób.
1 opakowanie ciasta francuskiego
2 łyżki oleju do smażenia
1 średnia cukinia
1 pęczek botwinki
1 łyżeczka miodu
150 g koziego sera
100 ml śmietanki 30 %
2 jajka
sól, pieprz do smaku
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
1. Cukinię kroimy na cienkie plasterki.
Smażymy na patelni na odrobinie oleju z obu stron na złoty kolor. Zarumienioną cukinię odkładamy na bok.
2. Następnie na tej samej patelni smażymy pokrojone liście botwinki.
Pod koniec smażenia dodajemy miód, chwilkę karmelizujemy.
3. Formę do pieczenia smarujemy masłem, wykładamy papierem do pieczenia, a następnie wykładamy ciasto francuskie.
Wkładamy formę do piekarnika nagrzanego do temperatury 200-220°C i podpiekamy ciasto przez 5 minut.
Na tym etapie można położyć na ciasto folię aluminiową lub papier do pieczenia i obciążyć środek tarty specjalnymi ceramicznymi kulkami lub po prostu nasionami grochu,fasoli czy innych strączkowych. Dzięki temu brzegi tarty ładnie wyrosną, a spód pozostanie płaski.
4. Na podpieczone ciasto wykładamy plasterki cukinii, potem botwinkę, a na koniec kozi ser.
5. W miseczce mieszamy jajka ze śmietanką, doprawiamy do smaku solą i pieprzem, po czym wylewamy masę jajeczną na tartę.
6. Wkładamy tartę do piekarnika i pieczemy jeszcze około 15-20 minut w temperaturze 200-220°C.
Tartę z ciasta francuskiego z cukinią, botwiną i kozim serem podajemy na ciepło lub na zimno :)
Smacznego!
#vege #obiad #lunch #dinner #instafood #wege #wegetariańskie #klopsy #wegetarianizm #pornfood #kasza #bulgur #warzywa #vegetables #pietruszka #cukinia #zuchinni #papryka #vegeballs
Wegetariańskie placuszki z ciecierzycy, cukinii i szpinaku
1 kotlecik to ok. 104 kcal 🔥
👊Dieta: wegetariańska 👉Właściwości: niskotłuszczowe 👍Korzyści: mocne serce ☀Rodzaj posiłku: lunch
💪Wartości odżywcze w 1 kotleciku:
białka 5 g
tłuszcze 2,9 g
węglowodany 14,3 g
błonnik 3,2 g
📖Składniki na 12 sztuk:
puszka ciecierzycy
1/2 szklanki mleka sojowego (lub zwykłego)
2 jaja
90 g mąki + 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 starta cukinia (ok. 400 g)
300 g kukurydzy z puszki
1 duża, posiekana cebula
1/2 szklanki świeżego, umytego szpinaku
sól, pieprz
2 łyżeczki oliwy
🍴Przygotowanie:
1. Ciecierzycę blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji. 2. W misce mieszamy jajka, mleko, mąkę i proszek do pieczenia. 3. Dodajemy cukinię, kukurydzę, cebulę, posiekany szpinak oraz przyprawy. 4. Następnie odstawiamy masę do lodówki na min. 15 min. 5. Patelnię podgrzewamy i skrapiamy niewielką ilością oliwy. Nakładamy masę łyżką i smażymy po 2-3 min z każdej strony na średnim ogniu.
Gotowe!
ズッキーニとピーマンとエリンギのそうめん(6月30日)
Wielki bałagan, czyli szakszuka
Szakszuka w dosłownym tłumaczeniu oznacza wielki bałagan. To faktycznie spory śmietnik na patelni, jest w nim masa różności: papryka, pomidory, cebula, czosnek i - obowiązkowo - jedno lub kilka jaj.
Danie pochodzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Jego rodzinnym domem prawdopodobnie jest Tunezja lub Jemen.
Wraz ze wzrostem zainteresowania szakszuką poza rodzimym regionem, powstała cała masa odmian tej potrawy. Dodaje się do niej kiszone cytryny, sery owcze, chorizo, surową kiełbasę z baraniny lub jagnięciny. Każdy może stworzyć swoją wersję, wrzucając do podstawowych składników ulubione produkty, w mojej tym razem wylądowała cukinia, pieczarki i oliwki, itd.
Jeśli macie ochotę na sycący, pełnowartościowy posiłek spełniający rolę śniadania, obiadu, antidotum na kaca, czy kolacji, to sięgnijcie właśnie po nią.
Szakszuka... wielki bałagan... Żeby go uporządkować w końcu dałam się zaprosić do kina. Proponował mi wyjście kilkakrotnie, ale najpierw napatoczyła się pandemia, potem rozmaite obowiązki plus moje irracjonalne lojalności (kto w dzisiejszych czasach jest lojalny?!). Nie jestem typem randkującej rozwódki, chwytającej łapczywie okazje. Ktoś musi mnie naprawdę zainteresować.
Tęskniłam jednak za dotykiem dłoni, za splecionymi, lekko wilgotnymi z nerwów palcami. Najzwyklejsze trzymanie kogoś za rękę bywa stokroć bardziej elektryzujące niż ekstremalna zabawa wyobraźnią, czy czat z nieznajomym w sieci.
Nigdy nie zapomnę pierwszego dotyku mojego przyszłego męża. Jeszcze jako mające się ku sobie koleżeństwo wyskoczyliśmy w trakcie pracy w niedzielę z redakcji na mszę do pobliskiej Katarzyny. Czekałam na znak pokoju, jak na najlepszy seks w życiu! Po tym zbliżeniu dłoni oboje wiedzieliśmy, że utonęliśmy w sobie na zawsze (któż wtedy wiedział, że nie przetrwamy? żałuję? nie!).
Moi drodzy Czytelnicy, nigdy nie odmawiajcie sobie spotkania z zaintrygowanym Wami człowiekiem. Namacalne życie jest znacznie smaczniejsze niż siedzenie przed laptopem i lizanie jego ekranu.
Nagle może się okazać, że wielki bałagan posprzątał się sam.
Składniki (na 3 porcje):
2 czerwone papryki 3 pomidory mała cukinia 6 pieczarek cebula 3-4 ząbki czosnku małe czerwone chili (opcjonalnie) 6 czarnych oliwek przyprawy: łyżeczka kuminu, łyżeczka pieprzu cayenne, łyżeczka słodkiej papryki, łyżeczka zataaru sól i czarny pieprz do smaku nać pietruszki (lub kolendry) 1-3 jaja 2-4 lawasze
Wykonanie:
Warzywa i grzyby opłukać pod bieżącą wodą. Paprykę odszypułkować i pokroić w dużą kostkę, cukinie w półplasterki, podobnie pieczarki. Sparzyć pomidory, obrać ze skórki, wykroić szypułki, pokroić na ćwiartki, a następnie w dużą kostkę. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Czosnek rozgnieść płaską stroną noża i maksymalnie rozdrobnić.
Na dużej patelni rozgrzać chlust oliwy z oliwek, wrzucić czosnek i chwilę podsmażać. Dorzucić cebulę i smażyć, mieszając, aż do zeszklenia. Dodać papryki oraz pieczarki i smażyć ok. 7-10 minut, mieszając od czasu do czasu.
Następnie dołożyć pomidory, doprawić solą, pieprzem i przyprawami. Wymieszać i smażyć na zwiększonym ogniu przez kilka minut, już bez mieszania. Na masę wybić jedno lub więcej jaj.
Przykryć pokrywkę i gotować do czasu aż zetną się białka. Obsypać pokrojonymi czarnymi oliwkami i nacią pietruszki.
Podawać z plackami lawasz, pitą lub innym pieczywem.