Nagły spadek temperatury i pogłębiające się ciemności skłaniają wielu z Was do mniejszej aktywności fizycznej i do częstszych lektur. W związku z tym, chciałem się z Wami podzielić kilkoma pozycjami mogącymi poszerzyć horyzonty. Choć pozycje non-fiction stanowią mniejszość czytanych przeze mnie książek, to jednak łatwiej się o nich pisze, a poza tym są bardziej przystępne dla powiedzmy - mniej wyrobionego czytelnika.
Lubię też czytanie wątkami tematycznymi lub autorami. Tą metodą poznałem Bruca Chatwina, Paula Bowles’a czy Izaaka Singera (który poprowadził mnie potem do kolejnych pozycji z literatury jidisz. Tym razem dzielę się lekturami z wątku tematycznego jakim są szeroko pojęte amerykańskie stosunki ekonomiczne na rynku nieruchomości.
Jesteśmy przyzwyczajeni do codziennych dramatycznych nagłówków internetowo-gazetowych na temat wzrostu cen nieruchomości w Polsce, domniemanej bańki, „patodeweloperki” czy zagrożenia reprywatyzacją. Jeżeli zechcecie przeczytać „Eksmitowanych”, „Nomadland” czy „Detroit” szybko zauważycie, że nasza sytuacja jest tak jakby luksusowa.
To co przewija się w każdej z tych książek jest absolutny brak zabezpieczeń praw lokatorów. Prawo własności interpretowane jest w sposób jednoznaczny i bezwzględny, a od otrzymania wezwania do opuszczenia mieszkania do eksmisji w asyście policji, mija często mniej niż 30 dni. Nikogo nie interesuje czy masz gdzie się podziać. Niektóre samorządy wprowadzają moratorium na eksmisje w okresie zimowym, ale często nie jest ono poszerzane na odcięcie elektryczności czy ogrzewania. W przypadku eksmisji, wynajęta firma umieszcza twoje bambetle na chodniku lub oferuje przechowanie ich w swoim magazynie - za co jednak musisz zapłacić, inaczej nie odzyskasz swojej własności. W miastach takich jak Milwaukee (600 tysięcy ludzi) nawet jedna czwarta mieszkańców doświadczyła w swoim życiu eksmisji na bruk. Widok mniej lub bardziej spakowanych rzeczy na chodniku to codzienność i nie budzi szczególnego zainteresowania. Elżbieta Jaworowicz miałaby tam materiału na kilka kolejnych wcieleń.
Co można robić, jeżeli nie stać Cię na mieszkanie? Na przykład zamieszkać w samochodzie. „Nomadland” skupia się przede wszystkim na losie seniorów, którzy przez brak zabezpieczenia emerytalnego, nieporadność i złe stosunki rodzinne są zmuszeni przez cały rok krążyć po kraju w poszukiwaniu zajęcia. Mieszkają w furgonetkach, przyczepach i innych wehikułach adaptowanych do warunków mieszkalnych - lepiej lub gorzej. Ich kalendarz zorganizowany jest wokół prac sezonowych - letnie campingi, jesienne zbiory buraka cukrowego, czy grudniowy Black Friday w magazynach Amazona. Ten ostatni zatrudnia w swoich halach - wielkich jak egipskie piramidy - tysiące emerytów za najniższą stawkę i miejsce na parkingu przyczep. W ciągu jednej zmiany pokonują oni piechotą często ponad 30 km po betonowych korytarzach magazynu. Na każdym zakręcie znajdują się dystrybutory z ibuprofenem i zalecenia, żeby dużo pić. Brzmi słabo, szczególnie jeżeli taki reżim dotyczy pracowników 70+
By być uczciwym, autorka „Nomadland” wskazuje na liczne przykłady osób, które lubią takie życie bez zobowiązań, w wiecznej podróży, samotności, bez opresji pracy 9-17. Często jednak to życie nie jest dobrowolne i niczym nie przypomina romantycznych ballad z cygańskich taborów.
Ukoronowaniem tej trylogii o rozpadzie jest na pewno „Detroit” w luźnej formie przytaczające historię wielkiego miasta, które było podawane jako przykład sukcesu i realizacji amerykańskiego snu o powszechnym zatrudnieniu, równości rasowej, możliwościach dla „chcących”. W pewnym momencie sięgało 2 milionów mieszkańców, by potem zjechać do poziomu 700 tysięcy. Nieprzeliczone szeregi opuszczonych budynków straszą tam cały czas, ceny nieruchomości są bardzo niskie, ale i to nie powstrzymuje wspomnianych już eksmisji. Detroit było przedstawiane również jako wzorcowy przykład emancypacji ludności afroamerykańskiej - wszystkie kluczowe stanowiska w mieście od lat 70’tych obsadzali czarni. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro stanowią oni prawie 80% populacji. Rządy te z wyjątkowym poziomem korupcji doprowadziły do zapaści właściwie wszystkich usług publicznych. Sytuacja osiągnęła tak krytyczny poziom, że w 2014 czarni mieszkańcy gremialnie wybrali… białego burmistrza.
Ostatnie dostępne statystyki wskazują, że jedynie 50% młodzieży udaje się skończyć szkołę średnią. W wyliczance kontaktów większość osób może wymienić szwagra dealera , ciocię prostytutkę i osobę, która zginęła w wyniku postrzału.
Inna to wizja niż serialowo-netflixowa klasa średnia, czy dobrze wyposażona policja z CSI. Mniej masła orzechowego, balów maturalnych, małej ligi baseballa, cheerlederek i Kevina samego gdziekolwiek.
Polska jest być może Radomiem Europy, rządzonym przez ayatollahów, gdzie ludzie walczą na wyprzedażach w Lidlu i nie potrafią segregować śmieci. Mnie jednak aktualnie bliżej do Radomia niż do Milwaukee.











