Dlatego jak widzę modę, MODĘ, czyli wzór gilotyny na koszulkach lewackiej szmaty, by lewicowi hipsterzy kupowali i jarali się jacy to są kontrowersyjni to serio wybałuszam oczy. Wybałuszam oczy za każdym razem, gdy z historii przemocy, walki o godność i równość, robi się preparaty ideologiczne, bo nie ma nic pięknego w tym, że się kogoś zabije i pobije, jeśli samemu się ucierpi (mniej się rozczulam nad biciem osób, które wyjątkowo sobie na to zasłużyły).
Nie chcę srać do własnego lewackiego gniazda, ani głosić naiwnie że z prawakami tylko miłosierdzie i dialog wskóra, ale serio ceremonialne popularyzowanie koszulek z gilotyną i czynienie z rewolucji francuskiej szczytowego osiągnięcia sprawiedliwości mnie razi.
Ścięto wtedy nie tylko monarchistów, ale ludzi nauki i sztuki, wolnomyślicieli i to była masowa tragedia, która się nie udała, skompromitowała i doprowadziła do Restauracji.