Strona 156 autobiografii Coopera. Od wielu miesięcy zero hornypostingu. Już mi nie jest do śmiechu.
seen from Morocco

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from Germany
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United Kingdom

seen from Brazil
seen from Yemen
seen from Germany

seen from United Kingdom
seen from Denmark

seen from Denmark

seen from United States
seen from Germany
seen from United States
seen from Türkiye

seen from Poland
Strona 156 autobiografii Coopera. Od wielu miesięcy zero hornypostingu. Już mi nie jest do śmiechu.
Jak ja jestem skrzywdzona przez system nauki, przez te zrogowaciałą szkolną sztampę, która wypełnia umysły niekończącą się ilością zezłomowanych pojęć. Wracam do dekadentów w znacznie odświeżonym tropie interpretacyjnym. Wiersze, które do tej pory odbierałam jako smutne i melancholijne, rozumiem już jak alchemię słowa. Tam gdzie pozytywistyczne przekonanie o prymacie nauki się wyczerpuje, tam rodzi się dekandetyzm, autoironiczna śmierć, szydercze żegnanie uśmierconych idei, które są nieprzystawalne do zmieniającej się rzeczywistości. To nie jest postawa schyłku czy inercji, to jest rytuał przejścia. To są oświetlone nocą powitalne pieśni przyszłości.
Widok ich trupich czaszek mię przeraża,
dusi mię zgniła, wstrętna woń cmentarza,
a ten śmiech strasznej ironii się wwierca,
jak tępa śruba, w głąb mojego serca.
wielu ludzi jest dowodem, że można żyć bez serca
Nie potrzeba
Drogich miejsc, Wyszukanych komplementów, Nie musisz wcale w nią wejść, Żeby znaleźć się w jej wnętrzu, Nie musisz urządzać scen, Doprowadzać jej do łez już, Bo rzeczy o które prosisz ją Są wcale nie na miejscu, Nie rozumiem ludzi Coraz więcej, coraz lepiej, Coraz szybciej, coraz mocniej, Coraz słodziej - tylko szukają pretekstu, Szukają uwagi, szukają uznania I szukają seksu, Jakby wbijali totalnie w to W to co mamy w sercu, To co mamy w sercu zapytam? Sfrustrowane wybujałe ego Które ma dość takiego życia, Jakiego życia? Pozbawionego miłości Pełnego agresji I niewdzięczności Prób zatuszowania że ma się kompleksy Powtarzając przy tym że jest się dorosłym? Boże proszę, jeśli widzisz, Zrób coś, Bo przez takich ludzi stracimy wszystko, Wciąż żyją przeszłością, Zaprzepaszczając przyszłość, Odchodzą uczucia, zaufanie, odchodzi bliskość, Uroń łzy nad nami, i najlepiej zatop to wszystko,
Egzamin dojrzałości
Gilotyna leci na łeb
Na szyję
Tylko czemu
Czemu tak tępa
|
Lepiej by sekunda minęła
Lub mniej
I byłoby wszystko lepiej
Mam nadzieję
|
Ale nie
Uderza raz
Spada drugi
Upada trzeci
K i e d y t o s i e s k o ń c z y
|
Uwaga uwaga!
Z powodów technicznych
Egzekucja przełożona
Powtarzam
PRZEŁOŻONA
|
Chciałbym wywlec glizdę z płuc klaustrofobicznych
Ale będzie drążyć
Będzie drążyć
5 miesięcy
Morze
“Muzyka mnie ogarnia niekiedy jak morze! Ku mojej gwieździe bladej Pod stropem mgły lub w pustce eteru przestworze Rozpinam żagiel.
Pierś ma naprzód podana, wzdymają się płuca, Niby płótno żaglowe, Na grzbiety fal się wdzieram, noc zasłonę rzuca Na moją głowę.
I czuję, jak namiętnie tętnią w moim pulsie Wszystkie tortury okrętu, Przychylny wiatr, i nawałnice, i konwulsje
Wśród niezmiernego odmętu Kołyszą mnie. Lub cisza płaska w morzu pustem Jest mej rozpaczy lustrem!”
-C. Baudelaire
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Evviva l’arte!
Evviva l’arte! Człowiek zginąć musi — Cóż, kto pieniędzy niema, jest paryasem, Nędza porywa za gardło i dusi — Zginąć, to zginąć, jak pies, a tymczasem, Choć życie nasze splunięcia nie warte: Evviva l’arte! Evviva l’arte! Niechaj pasie brzuchy Nędzny filistrów naród! My artyści, My, którym często na chleb braknie suchy, My, do jesiennych tak podobni liści, I tak wykrzykniem: gdy wszystko nic warte, Evviva l’arte! Evviva l’arte! Duma naszym bogiem, Sława nam słońcem, nam królom bez ziemi, Możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem, Ale jak orły z skrzydły złamanemi — Więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte? Evviva l’arte!
Evviva l’arte! W piersiach naszych płoną Ognie przez Boga samego włożone: Więc patrzym na tłum z głową podniesioną, Laurów za złotą nie damy koronę, I chociaż życie nasze nic nie warte: Evviva l’arte!
//Maria Pawlikowska - Jasnorzewska