Miałam dzisiaj udany dzień. Tak w ogóle.
Po całej rutynie z bieganiną na zabiegi poszłam do miasta. Pozwiedzać, kupić odżywkę do rzęs. Po drodze się oczywiście zgubiłam. Ale tu zgubić się to jak wygrać w totka. Gdziekolwiek nie pójdziesz to i tak dotrzesz do Grzybka, po drodze odkrywając jakieś fajne punkty. Tak więc odkryłam namiot z tanimi książkami i kupiłam 3: 2 z żartami żydowskimi i 1 o morderstwach 20lecia międzywojenego. Potem znalazłam się w Parku Zdrojowym. Jest tam pijalnia czekolady Wedla. Zamówiłam czeko na gorąco i gofra z pomarańczą i karmelizowanymi orzechami. OMG! W życiu nie jadłam lepszych gofrów. Przysięgam!
Siadłam pod palemką tak dla klimatu, bo fajnie tam. Całość dobrze przeszklona, ciepło w środku, obsługa sympatyczna. Wrócę tam na grzane wino <3
Potem napatoczyłam się na drogerię i popłynęłam z hajsem. Debil!
A potem w rytmach Metallicy wróciłam do sanatorium.















