Ogniem i mieczem (1999) - prawdopodobnie każdy ma jakąś kupkę wstydu, czyli listę filmów, których nie widział, choć powinien. Moim wieloletnim liderem takiej listy było właśnie Ogniem i mieczem, ale ostatnio to się zmieniło. I muszę przyznać, że film dzisiaj nadal robi wrażenie.
Nad fabułą nie ma co się rozpisywać. Nawet jeśli ktoś nie czytał książek Sienkiewicza, to przynajmniej uczestniczył w omawianiu ich, więc wiadomo czego się tu spodziewać. A mianowicie romans & wojna. I choć początek wątku romantycznego to szczyt naiwności - piękny pan spotyka piękną panią i zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia - w dalszym odbiorze to tak nie przeszkadza, a nawet zaczynamy liczyć na ich ponowne spotkanie po wojnie i happy end. Ta część wypada lepiej niż chociażby w kilkadziesiąt lat starszym Potopie.
Ciekawszą i lepszą częścią filmu jest wątek wojenny. Akcja jest osadzona w połowie XVII wieku w okresie powstania Kozaków Zaporoskich i ruskich chłopów na Ukrainie pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego. Może nie jest to najsłynniejsze wydarzenie w historii kraju, ale dobrze wykorzystano jego potencjał na dobre widowisko. Ilość ludzi i koni pojawiających się jednocześnie na ekranie oraz bogactwo kostiumów i scenografii są na tyle duże, że ciężko sobie wyobrazić, żeby dzisiaj ktoś wyłożył takie pieniądze (rzekomo 24 milionów zł) na produkcję filmu tylko na rynek polski, a OIM zostało wyprodukowane ćwierć wieku temu. Opłaciło się, film zarobił ponad 100 milionów i dzisiaj nadal świetnie się go ogląda.
Warte docenienia jest to, że filmowcy mogli pójść na łatwiznę i napisać cały scenariusz po polsku, ale zamiast tego w dialogach są przeplatane również języki ukraiński i krymskotatarski. Jest to wartościowy detal, który dodatkowo trochę ułatwia zorientowanie się kto reprezentuje jaką stronę.
Film może przytłoczyć długością (prawie 3 godziny), ale nie jest to czas zmarnowany. Jest widowiskowy, wciągający i przyćmiewa większość polskich filmów, wbrew temu co sugeruje ocena na Filmwebie poniżej siedmiu gwiazdek. Warto obejrzeć i nie ma to nic wspólnego z tym, że to ekranizacja szkolnej lektury.
A poza tym nie ma piękniejszej polskiej piosenki filmowej niż Dumka na dwa serca <3















