Nie wkurwiajcie mnie państwo, bardzo ładnie proszę...
Czasami sobie myślę, że jestem jakimś kurwa ewenementem patrząc negatywnie na znaczenie tego słowa. Kiedy moje zdanie różni się od tego, którym obsypuje mnie większość osób spotykanych na co dzień, zderzam się z magicznymi słowami: nie gadaj, tylko rób (lub ewentualnie: nie pierdol, bo i tak ci się nie uda). I choć w środku ściska mnie niemiłosiernie, to nic nie powiem, bo przecież nie wypada. Ja, otyła XYZ z depresją i nadwrażliwością vs. pan z piwnym brzuchem ośmielający się na całe garło krzyczeć za mną na ulicy: ej, pączusiu... I choć masz ochotę takiemu przypierdolić, to i tak silisz się jedynie na pokazanie fucka. Co z tego wychodzi? Lubię niegrzeczne dziewczynki.
KURWA, JAK JA TEGO NIENAWIDZĘ!
Mam rozumieć, że moja otyłość uprawnia cię typie do używania takich słów? NIE. NIE UPRAWNIA. Praktycznie nikt nie widzi starań większości ludzi otyłych w zaprzestaniu bycia tym wyróżniającym się ktosiem na ulicy, bo gdy już się komuś wygadasz ze swoich problemów, bo kiedy postanawisz wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, to słyszysz jedynie, że nie ma co się wysilać, bo i tak się to nie uda. Wsparcie to bardzo ważna rzecz, choć praktycznie nikt z nas go nie otrzymuje. Łatwo jest mówić proste: uda się, a w momencie, kiedy odmówię wspólnego pójścia na pizzę, to ściskasz mnie za ramię i ze zdziwieniem wołasz: co ty pierdolisz? Ze mną nie pójdziesz? Przecież odchudzać możesz się od jutra... I tak kilka razy w tygodniu. A od jutra może trwać w nieskończoność.
Najlepszą pomocą jest zaprzestanie takiej pomocy.
Ja wiem, że wiele osób stara się pomagać choćby dobrym słowem. Problem jednak polega na czymś innym, bo same słowa: dasz radę, wierzę w ciebie, są naprawdę dobre i motywujące. Tylko czemu w większości przypadków ciągle słyszymy to kurewskie: ale...? Dlaczego nawet w urodziny słyszę komentarze dotyczące swojej wagi? Nie jestem ślepa, jak każda osoba z nadwagą, z otyłością, widzę jak wyglądam. Ale zmiana nie nastąpi teraz, już, zaraz. To długotrwały proces. Dlaczego, gdy w końcu wezmę się za siebie, to ciągle słyszę: ale...?
W końcu wzięłaś się za siebie, ale lepiej ćwicz w domu, a nie na siłowni...
O! Super, że ograniczyłaś słodycze, ale najlepiej będzie jak je całkowicie wyeliminujesz.
Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu zmądrzałaś, ale wiesz, że powinnaś się częściej ruszać i mniej jeść, bo co za dużo, to niezdrowo?
Nie, kurwa. Myslałam, że jak będę więcej wpierdalać, to mój metabolizm się zlituje i sam stwierdzi, że trzeba przyspieszyć, bo nie wydoli od tego żarcia. NOSZ KURWA MAĆ! Serio?
Proszę, przestańcie. Przez takie komentarze człowiek ma ochotę pierdolić to wszystko i mieć w dupie każdego, a najbardziej samego siebie. Takim sposobem możecie wpędzić kogoś w depresję, z którą nie każdy sobie radzi.
Proszę, pamiętajcie o tym.