Indywidualne Akty Nonkonformizmu
Swoją obecną pozycję kościół i propagowany przezeń styl myślenia zawdzięcza przyzwyczajeniu, lenistwu intelektualnemu i konformizmowi społeczeństwa. Dzięki temu, że wszyscy porozumiewamy się religijnym językiem, akceptujemy tradycyjne formy i zachowania, powszechnie wykonujemy katolickie gesty, posyłamy dzieci do komunii, a z noworodkami biegniemy na gwałt je chrzcić, episkopat sądzi, że ma prawo grać kartą "polskie społeczeństwo jest w przytłaczającej większości katolickie". Nie ma się co dziwić, że tak robi.
Jak dotąd nie udaje się stworzenie silnego, zorganizowanego ruchu świeckiego, który byłby przeciwwagą dla ruchu religijnego. Racjonaliści działają w swoich organizacjach, dyskutują na swoich forach, czytają swoje książki - wszystko w nieporównanie mniejszej skali i z mizernym nagłośnieniem w porównaniu z podobnymi działaniami katolików.
Przejrzyjmy wreszcie na oczy: żadna nowa strona internetowa, klub dyskusyjny ani czasopismo nie zmienią układu sił w społeczeństwie. Porzućmy próby zakładania kolejnych skazanych na niepowodzenie organizacji laickich i skupmy się nie na budowaniu własnej siły, ale na osłabieniu przeciwnika.
A myśląc jak to zrobić – również powstrzymajmy się od ambitnych planów i zamierzeń. Nie dokonamy tego kulturalnymi debatami, zgrabnymi felietonami ani programami popularyzującymi naukę.
Może i brzmi to jak wezwanie do wojny partyzanckiej, ale to właśnie musimy zrobić: przenieśmy walkę na ulicę. A naszą metodą działania niech będą Indywidualne Akty Nonkonformizmu.
W każdej grupie uczestniczącej w jakimś religijnym wydarzeniu prawdopodobnie około 80% nie wierzy w sens tego, co robi. Uważają to za zabobon albo pustą tradycję, albo w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Czego potrzebują? Podszeptu. Węża, który szepnie im do ucha "nie musisz klękać tylko dlatego, że wszyscy klękają".
Ekonomiści i spece od reklamy znają siłę marketingu szeptanego. Nie spot za grube pieniądze, nie wielki baner – najskuteczniejsza jest Goździkowa, która na własnej głowie sprawdziła, że te tabletki i żadne inne. A potem opowiedziała sąsiadkom.
Tego samego potrzebujemy i my: Nowaka, który nie poszedł do kościoła w niedzielę, Kowalskiego, który nie ochrzcił dzieci, Wiśniewskiego, który na "Jezus cię kocha" odpowiedział "Boga nie ma".
Do tego właśnie namawiam na stronie Powstania 2011. Mamy prawie 6000 sympatyków, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że kliknąć "lubię to" jest bardzo łatwo i wiele osób tylko do tego ograniczyło swoją działalność. Ale nawet jeśli tylko 20% z "fanów" Powstania jest rzeczywiście zaangażowane w sprawę, to i tak jest lepiej niż w przypadku większości podobnych stron. To zawsze 20% z sześciu tysięcy. Inne inicjatywy zwykle nie gromadzą więcej niż kilkuset zwolenników.
Ale pytanie o to, dlaczego Powstanie 2011 cieszy się dużą sympatią, to już temat na osobny tekst. Tutaj zaznaczam tylko: niech co dziesiąty "powstający" dokona Indywidualnego Aktu Nonkonformizmu – to może mieć realny oddźwięk w naszych lokalnych społecznościach. A potem fala będzie rozchodzić się dalej.