Wtorek
Niby się cieszył z tego SPA, ale wieczorem nie mógł się przytulić, bo ręka nasmarowana, a rano jak już się udało to tylko byle jak, na moment, po tym jak już poprzeglądał internet.
Wczoraj wieczorem aż tak bardzo o tym nie myślałam, ale dzisiaj rano jakoś mnie to uderzyło, że nic się wczoraj nie wydarzyło, mimo że tak fajnie, inaczej spędziliśmy część wieczoru. Tylko się w sumie namęczyłam przy tym i dowaliłam sobie sprzątania łazienki i w ogóle najpierw przygotowania wszystkiego i w sumie na nic. Poza tym, że podobno było Mu fajnie i mówił, że docenia i takie tam. To super.
Przez to jak wstawał o coś się przyjebałam, o jakąś kompletnie niezwiązaną głupotę, no bo wiadomo. W dodatku jestem przed okresem. Pierwszy raz od dawna zapaliłam już jak jeszcze był na spacerze z psami. Nie chcę na siłę próbować Go sobą zainteresować, chociaż ostatnie wzmożenie częstotliwości działań jakoś mnie zmotywowało. No, ale chyba nie do końca tak powinno to wyglądać. Wczoraj jak skończyliśmy kazałam Mu zdrapać kolejną randkę na zdrapce.
Teatr
W sumie ciekawy pomysł. Myślę, że warto będzie się przejść, choć na początku sądziłam, że nie będzie chciał to nawet dość entuzjastycznie podszedł do tematu. Mówił, że kiedyś był i było spoko. Ja też na pewno kiedyś błyskam, ale z przymusu w stylu wycieczka szkolna za małolata, więc wtedy to nie było żadną frajdą. Już nawet patrzyłam czy wystawiają coś ciekawego, znalazłam jeden spektakl, który wydaje się interesujący, ale z premierą 21.12, a fajnie byłoby jednak zrobić to wcześniej. Chociaż pewnie ciężko będzie z czasem. Fajnie jakby się udało, a jak Nam się spodoba to na tamto moglibyśmy pójść w późniejszym terminie.
Znów jakoś nie mogłam się zmotywować do roboty. A wiedziałam, że będę mieć spokój, więc planowałam pracę na pełnej. Nie pykło, bo cały dzień byłam wkurwiona.
Jak już się zebrałam to zadzwonił dziadek. Próbował się wprosić chyba już od miesiąca. A mnie naprawdę brakuje na wszystko czasu, więc powiedziałam Mu, że muszę pracować. A jutro i pojutrze tym bardziej, bo po południu mam załatwiania. Ale jemu to nie przeszkadza, on będzie sobie siedział i się zajmie sobą. No to niech mu będzie.
Możecie tylko się domyślać, ile razy doprowadził mnie do szału. Co chwilę gadał jakieś głupoty, a jak przeglądał sobie coś na telefonie to na głośności milion siedząc zaraz obok mnie. A ja do pracy potrzebuję idealnej ciszy. W końcu chyba się obraził. Mam trochę wyrzuty sumienia, no ale mówi jedno, a robi drugie. Narzekał że mam w domu zimno, a potem tak jak siedział wyszedł na taras, gdzie było 10 stopni. A potem powie, że chory…
On zadzwonił dopiero po 16 i w sumie rozłączył się też wkurwiony, bo chyba trochę odbiło się na Nim moje wkurwienie. Chociaż wydawało mi się, że rozmawiałam z Nim normalnie, próbowałam tylko dowiedzieć się, jak minął Mu dzień, ale On nie chciał o tym rozmawiać, a co u mnie też nie zapyta. W ogóle często jak Mu coś opowiadam a On robi swoje to to ignoruje, więc nie było sensu mówić nic choćby o tym dziadku.
Akurat jak wychodziłam coś załatwić On zadzwonił, że za jakąś godzinę powinien być i w sumie skończyło się tak, że wrócił nawet chwilę przede mną.
Miałam dobry humor, bo przy okazji weszłam do jakiegoś śmieciowego sklepu i kupiłam sobie jakieś pierdoły. W ogóle położyliśmy się do oglądania dosyć późno i przez to też późno (jak na Nas) poszliśmy spać. Nie wiem jak do tego doszło, ale powiedziałam Mu o tym, że rano się przyjebałam tylko dlatego, że byłam zła o coś zupełnie innego - o brak tulenia i że SPA nie zakończyło się tak jak powinno. Chociaż nie sądzę żeby to miało jakieś znaczenie, tym bardziej że dalej nic się nie wydarzyło.
Będę w ogóle chyba starała się wrzucać posty wieczorem. Zmusi mnie to do bardziej regularnego pisania i będzie w tym na pewno więcej emocji. Wtedy będzie się post zaczynał od wieczora dnia poprzedniego.
Bilans:
Neo (papierosy): ⬇️ ~11 pierwszy raz od dawna zaraz po wstaniu 👎
Dbanie o siebie: ↔️ dziś nic specjalnego 👎
Jedzenie: ↔️ znów z opóźnieniem wszystko i mało 👎
Związek: ↔️ 👍
Praca: ↔️ w normie 👍
Inne obowiązki: ↔️ złożyłam pranie i coś tam ogarnęłam, wiele więcej w sumie w planie nie było, walczyłam z kaloryferami pół dnia i mam rozkminę, ale sama sobie z nią nie poradzę 👍
Samopoczucie: ↔️ cały dzień do dupy, ale dzięki wyjściu wieczorem coś załatwić weszłam do sklepu na szybko i kupiłam parę pierdół, które w sumie sprawiły mi radochę 👍



















