Jeszcze nie jestem do końca zdrowa, no osłabiona jak to po chorobie i kaszel na końcówce. Momentami czuje się całkiem zdrowa ale wczoraj po obiedzie polozylam się na godzinkę i pilnowałam by nie zasnąć.
A dziś kolejne stresy, z dwójką u dentysty. Portfel boli. Młodszy wszystkie zęby ma zdrowe. Starszak nie. W tym ma jeden do wyrwania i to stala 6. Z nim nie było totalnie współpracy i nic nigdy nie dał sobie zrobić. Do teraz. A i tak nadal trzęsie się ze strachu.
Jeden zdrowy jak koń tylko słabe zęby, drugi chorowity wcześniak pod kontrolą laryngologa i chirurga to chociaż żeby zęby miał mocne. I wiem,że ze Starszakiem można było coś wcześniej zrobić ale to musiałaby być narkozą czyli 100 km od domu i wiadomo koszt. Wenflona by nie dal zalozyc. Odruchowo wymiotny na podstawowym badaniu itd
Młodszy niebawem znowu usg i chirurg i pewnie kolejny zabieg. A może stał się cud.. no co zdarzają się czasem z niemożliwego.
I tak mnie te moje dzieci właśnie stresują,że spać nie mogę.
Koniec biadolenia, trzeba się jakoś ogarnąć.













