Ostatnio spotkałam się ze stwierdzeniem, że najszybciej postępującym procesem we współczesnym społeczeństwie jest dewaluacja. I nie chodzi tu o waluty- tu chodzi o wartości...
Miłość, przyjaźń, rodzina. Związki stopniowo tracą na znaczeniu. Przyjaźń coraz częściej uważamy za coś w stylu metki przy nowym swetrze, którą możemy odciąć jednym ruchem nożyczek, jeśli tylko w końcu zapamiętamy instrukcję prania. Miłością określamy związek z przyzwyczajenia, niechęci do zmian lub obawy, że nikt inny nas nie zechce. Rodzina dla wielu stała się balastem, który chcemy jak najszybciej wyrzucić za burtę (czyt. jak tylko starzy przestaną nas utrzymywać, mogą spadać).
Najpierw skupię się na przyjaźni. Uważam, że jest to relacja, w której obie strony dają z siebie tyle samo. Od pewnego czasu rozgraniczam dwa pojęcia- "przyjaciel" i "przyjaźń". Wbrew pozorom- dla mnie nie oznaczają tego samego związku międzyludzkiego, a być może w rzeczywistości również nie są swoimi odpowiednikami. Przyjacielem możesz być dla każdej osoby, która może na Tobie polegać- dla Kingi, która ma problemy z tatą, Beaty, która chce Ci opowiedzieć o swoich miłosnych problemach, a nawet Dagmary, której rodzice są zbyt konserwatywni. Możesz poświęcać im swoją uwagę, czas, gdy tylko o niego poproszą. Możesz się o nie martwić dniami i nocami, rozmyślać nad ich problemami, poszukiwać najlepszych dla nich wyjść. Możesz, ale nie wolno Ci oczekiwać od nich tego samego. Jesteś ich przyjacielem, ale to nie jest przyjaźń. Przyjaźń ma miejsce wtedy, gdy nie musisz poświęcać czasu tej drugiej osobie, bo Wy po prostu spędzacie go razem- w równym stopniu angażujecie się w spotkanie. Przyjaźń ma miejsce wtedy, gdy nie musisz poświęcać tej drugiej osobie uwagi (czuwać, uważać, dostrzegać najmniejszych oznak problemów), bo ona zwyczajnie podejdzie i wprost powie Ci, co jej jest- mało tego: znacie się na tyle, że nawet przebiegając obok niej, gdy ucieka Ci autobus, poznasz, czy wszystko u niej OK. Przyjaźń ma miejsce wtedy, gdy nie musisz zadręczać się problemami drugiej osoby w samotności, bo po prostu znajdujecie czas i rozmawiacie do momentu znalezienia odpowiedniego wyjścia. To jest przyjaźń. I ona wciąż istnieje, i szczęściarze (w tym ja, podziękowania dla KAS) po prostu ją zawiązują- tak, właśnie "po prostu", jakby ta relacja była czymś oczywistym, co musiało się zdarzyć. Mówią, że rodziny się nie wybiera- moim zdaniem pewnych jej członków wybiera się pomimo braku więzów krwi.
Przejdźmy do miłości. "Love is in the air" śpiewa John Paul Young, chociaż obecnie powinien rozważyć zmianę tego zdania na "Love is on Facebook". Nie wiem, czy zauważyliście, ale przeglądając "fejsa", można odnieść wrażenie, że miłość naprawdę jest potęgą tego świata. Miliony słodkich zdjęć, na których pary szczerzą się do obiektywu, obejmują, całują. Fotki opatrzone są opisami w stylu: "na zawsze", "mój misiaczek", "najwspanialsza <3", "z- najcudowniejszy chłopak na świecie", "moja seksi laseczka", "taka dziewczyna to skarb". IDYLLA. Możecie teraz zrobić odpoczynek swoim oczom i puścić sobie Myslovitz- "Kraina miłości". Idealny podkład muzyczny do rzeczywistości kreowanej przej zdjęcia publikowane na facebooku. Zastanawia mnie tylko, ilu z tych cudownych facetów doprowadza swoje dziewczyny do łez i ile z tych najwspanialszych dziewczyn zaskoczyło swojego chłopaka pyszną, własnoręcznie przyrządzoną kolacją (Zaskoczeni, że podważam idealność kobiet? Niepotrzebnie, czasami niezłe z nas ziółka). Ciekawa jestem, ile z tych par nie pokłóciło się przez 24 godziny po zrobieniu tych słodkich zdjęć. Miłość nie jest nieprzerwanym szczęściem. Bez różnicy, ile mamy lat- dziesięć, piętnaście, dwadzieścia jeden, pięćdziesiąt cztery (nie, wbrew temu, co niektórym się wydaje, to nie jest uczucie zarezerwowane dla jednej grupy wiekowej)- miłość to nieporozumienia, niedogranie, sprzeczki, złość i kłótnie nałożone na śmiech, radość, poczucie bezpieczeństwa, akceptację, przywiązanie i genialne momenty. Miłość to dwie grupy zupełnie sprzecznych uczuć zmieszane ze sobą, to wulkan, który czasami wypluwa wrzącą lawę, a czasami rzyga wybucha tęczą. Nie w każdym momencie jest dobrze, ale momentami jest cudownie.
Rodzina. No cóż, jak już wspominałam- jej raczej sobie nie wybieramy. Musimy zaakceptować i tolerować ją taką, jaką jest. Czasami nasza rodzina wydaje nam się najgorszą z możliwych- może tak jest, może nie- ale warto wtedy pamiętać, że to rodzina uczyniła nas takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. To wśród rodziny kształciliśmy swoje pierwsze poglądy, kreowaliśmy podstawy naszych charakterów. To z rodziny czerpaliśmy wzorce. Gdyby nie ta mała grupa społeczna, bylibyśmy zupełnie innymi osobami, a w konsekwencji mielibyśmy zupełnie inne życie. Myślę, że to ważne. Warto o tym pamiętać.
Teraz wrócę do początku, do dewaluacji. Pozwalamy, żeby nasze relacje z innymi traciły na wartości, żeby nasze poglądy stawały się nieważne. Dlaczego? Bo jesteśmy leniwi? Bo nie mamy czasu? Bo nieźli z nas egocentrycy? Nie.
Bo nie potrafimy dojść do konsensusu- dlatego. Zatraciliśmy umiejętność dochodzenia do kompromisów, znajdowania złotych środków. Nie chodzi o to, żeby brać całą winę na siebie, ale też nie wolno nam umywać rąk i zrzucać jej na inną osobę. Głównie chodzi o to, żebyśmy potrafili ze sobą rozmawiać, na spokojnie powiedzieć sobie, co jest nie tak. Denerwujesz się? Weź kilka głębokich wdechów, zamknij oczy i zacznij mówić- wtedy lepiej będzie Ci kontrolować emocje, lepiej skupisz się na przekazie. Nie musimy na siebie krzyczeć, żeby coś sobie przekazać, naprawdę.
Na koniec chcę zaznaczyć, że ten wywód nie dotyczy beznadziejności naszych czasów. Nie są takie i nie są pierwszymi, w których podobne problemy mają miejsce. Relacje międzyludzkie i ich poszanowanie stanowiły problem chociażby w I w.p.n.e, kiedy to Gajusz Juliusz Cezar został zamordowany przez swoich przyjaciół i sprzymierzeńców. Teraz nie jest gorzej. Nie jest też lepiej. Jest po prostu... inaczej.
Chodzi o to, żeby umieć spojrzeć na otaczających nas ludzi z perspektywy tego, że kiedyś możemy zostać naprawdę samotni i może okazać się, że będziemy potrzebować osoby, którą w tej chwili odsuwamy na drugi plan.
Hajs podobno jest kolebką tego wieku...
Egocentryzm być może jest głową...
Więc ja po prostu życzę Wam, żebyście byli:
ręką, która kołysze kolebką
karkiem, który porusza głową... z głową