Profesorki o uchodźcach
Od ordynarnego chamstwa i jawnej wrogości wobec Innego gorsze jest ukrywanie intencji pod płaszczykiem „prawdziwej” pomocy. Antybohaterkami dnia są profesorki (jakże to słowo niewiele znaczy!) Józefina Hrynkiewicz z PiS i Leokadia Oręziak, znana głównie ze swojej krytyki systemu emerytalnego, za którą została wyniesiona na sztandary przez część środowisk lewicowych. Ja byłem sceptyczny (i słusznie), gdyż poza krytyką obecnego stanu rzeczy nie umiała wskazać nowego rozwiązania. Z krótkiej wymiany zdań z nią podczas ubiegłorocznego Festiwalu Obywatela dowiedziałem się tylko, że stopa zastąpienia powinna wynosić 50% w systemie zdefiniowanego świadczenia. Według mojej wiedzy to się nie zbilansuje w budżecie FUS. Nie powiedziała skąd wziąć na to pieniądze. Wrócę jednak do tematu uchodźców. Profesor Oręziak w rozmowie w Programie Pierwszym Polskiego Radia mówiła językiem Jarosława Kaczyńskiego. Użyła kłamliwych stereotypów, popełniła całą gamę błędów logicznych i osładzała swój jad fałszywą chęcią „niesienia pomocy”. Posunęła się nawet do nazwania obecnej migracji do Europy inwazją. I podtrzymała swoje zdanie pomimo protestów redaktora, który stwierdził, że nie można matki z dzieckiem nazwać najeźdźcą. Oręziak nazwała to inwazją i „przegraną Europy”, która skapitulowała pomimo „braku armii, czołgów i samolotów, została wzięta na litość”. Druga także nie brała jeńców. Twierdziła, że uchodźcami należy zająć się na miejscu, w krajach sąsiadujących z Syrią. Zapomniała dodać, że większość uchodźców jest właśnie w regionie, a kilkaset tysięcy imigrantów na całą Europę jest bardzo niską liczbą gdy w Libanie schronienia szuka co najmniej 1,2 mln uciekinierów. Czymże jest kilkaset tysięcy rocznie dla największego związku gospodarczego na świecie, w którym mieszka ponad 500 mln ludzi? Profesor Oręziak biła w nacjonalistyczny bębenek i oburzyła się na sugestię, że Polska ma moralny obowiązek pomocy innym, bo sama z takiej pomocy korzystała od czasów powstania listopadowego. Według niej Polska zrobiła tyle dobrego dla świata, tak się poświęciła dla dobra wspólnego w przeszłości, że dziś może ograniczyć się do modlitwy i wrzucenia paru złotych do puszki Caritas. Polska Chrystusem narodów, wiele wycierpiała i walczyła o „wolność naszą i waszą”. Na jednym oddechu zdążyła jeszcze dodać, że pomimo wielkiej ofiary Polaków podczas drugiej wojny światowej odzyskała wolność dopiero 50 lat później. To bardzo śmiałe stwierdzenie. Jestem bardzo krytyczny wobec PRL, ale przeskakiwanie nad 50 latami historii i wielkimi osiągnięciami tamtych czasów jest upraszczające i krzywdzące dla milionów, którzy w tym systemie żyli, pracowali i umierali. Postanowiła postraszyć skalą napływu uchodźców zbywając argument redaktora, który powiedział, że Polska jest najbardziej jednolitym etnicznie krajem Unii Europejskiej słowami „to jest chwila obecna”. Według niej do Europy chce przyjechać kilkadziesiąt milionów ludzi. Tej rewelacji nie umiem skomentować. Chwilę później specjalistka od OFE stwierdza, że politycy lewicy chcą „przesiedlania całych narodów”, jak było za Stalina, zagorzałego komunisty i internacjonalisty. To stanie się już niebawem, bo Europa nie umie powiedzieć „stop”. I kiedyś Polska będzie zmuszona przyjąć setki tysięcy albo i miliony imigrantów z krajów muzułmańskich, a poprawność polityczna zabrania nam bać się i odczuwać niepokój. Oburza się też na nazywanie ksenofobów i rasistów ksenofobami i rasistami. Jest to typowy przypadek wyparcia i błędnego pojmowania patriotyzmu. Nie pokazujemy go bynajmniej paradując ze świńską głową po mieście i krzycząc „Cała Polska tylko biała, bez murzyna i pedała” czy „Auschwitz-Birkenau sialalala”. To nie jest żadna obrona ojczyzny. To wprost niebywałe jak można bezkarnie szargać świętość jaką jest Ojczyzna i używać jej do szerzenia swoich chorych nienawistnych poglądów. Kilkanaście tysięcy uchodźców (czyli jakiś 1 na 3200 Polaków) są „zagrożeniem dla naszej tożsamości”. Odpłynęła zupełnie twierdząc, że do bram Europy puka kilkanaście milionów ludzi, którzy tylko czekają by sterroryzować Europę przez wykorzystanie jej „politycznej poprawności”. Uchodźcy według Oręziak tylko czyhają na socjal i będą wymagać utrzymywania przez całe życie. To ironia losu, że wielka orędowniczka systemu zdefiniowanych świadczeń emerytalnych boi się imigrantów, których trzeba przyjąć by miał kto zapracować na nasze emerytury. Jakby tego było mało postanowiła wystawić rachunek Europie Zachodniej za kolonizację. Chyba zapomniała, że Polska uczestniczyła w kilku wojnach „stabilizacyjnych” w regionie, a nawet sprzedawała broń reżimom w regionie. Jeśli więc winni powinni naprawić sytuację w regionie to Polska ma się w to włączyć. Trudno zrozumieć dlaczego w obliczu kryzysu humanitarnego i wojny mamy marnować czas na przerzucanie się odpowiedzialnością i zrzucaniem winy na „neoliberalizm”. Albo jesteśmy ludźmi i przyjmujemy uchodźców, albo przestajemy udawać cywilizowanych i ignorujemy problem. Nie można być rasistą i ksenofobem w białych rękawiczkach. Wojny nie da się rozwiązać przez debaty i straszenie złymi uchodźcami. Mamy dzisiaj ogromny problem z zabezpieczeniem bytu ludzi, którzy teraz potrzebują domu. Nie za rok, nie za pięć lat, a teraz. Podejrzewam, że gdyby rząd postanowił wydać z budżetu państwa kilkanaście milionów na ulżenie Libanowi czy Turcji w ich obsłudze uchodźców to podniósłby się krzyk, także tej profesor Hrynkiewicz z PiS i jej kolegów i koleżanki, że mamy w kraju biedne dzieci, a wydajemy na obce. W Polsce dzieci nie umierają przez picie skażonej wody i nie czekają w zawieszeniu od kilku lat bez edukacji. Jeżeli nie pomożemy uchodźcom teraz to nie możemy nazywać się Europejczykami.








