Tym razem nasze kulinarne wycieczki zapędziły nas do Covriga na ul. Półwiejskiej. Jest to punkt w sam raz dla przeciwników fast-foodów, którzy nie mogą się im od czasu do czasu oprzeć (tutaj M. rzuca ukradkowe spojrzenie D.).
Otóż Covrig nie jest takim zwyczajnym fast-foodem. Jest miejscem, którego w Poznaniu jeszcze nie widzieliśmy. Właściwie to nigdzie nie widzieliśmy.
Covrig mocno się wyróżnia na tle kiczowatych wystaw i elewacji na ul. Półwiejskiej. Nie można przejść obojętnie obok czarnej fasady z dużymi, zwracającymi na siebie uwagę, żółtymi napisami i logo precla.
Poza pięknym zapachem świeżego pieczywa (mamy nadzieje, że nie pochodził z rozpylaczy) uwagę przykuwają ładne panie w fartuszkach wyrabiające preclowe ciasto.
Jak się okazało na miejscu, oprócz klasycznego precla (0,99zł!) z sezamem, cukrem trzcinowym i cynamonem lub poprostu z makiem i solą, mamy do wyboru covri doga, czyli precla z parówką (2,99zł) lub frankfurterką (3,49zł). Dla spragnionych znajdzie się kawa w firmowym kubku na wynos, a nawet kefir i inne chłodne napoje.
Wasze pyrki skusiły się na podłużną odsłonę, z parówką w środku i serem na spodzie. Tym razem dokupiliśmy sobie ketchup, co by mieć lepsze porównanie do tradycyjnego hot doga.
Ciasto było fantastyczne! Mięciutkie, pachnące i posypane makiem. Parówka w środku, jak to parówka - smaczna i zwyczajna. D. mówi, że to nie jest zwykła parówka, bo podobno składa się w 93% z mięsa, a nie w 90% z MOM-u. Nie mieliśmy absolutnie nic przeciwko powyższemu składowi naszej przekąski. Wszystko nam bardzo smakowało i zniknęło w naszych paszczach w mgnieniu oka.
Jeśli jesteście w biegu, a przejadły wam się drożdżówki i hot-dogi z Orlenu to biegnijcie koło Starego Browaru. Tam znajdziecie covrigowe precle za zeta. Nie pożałujecie!
P.S. Mamy jeszcze jedno ciekawe miejsce w zanadrzu, które według nas stanowi konkurencję dla poimprezowego kebaba na Wrocławskiej.
Domyślacie się o czym mowa?