Canon EOS R6, Sigma 35mm F1.4 DG HSM | Art 012
Matko Bosko – znowu jest ten czas w roku, kiedy śnieg powoduje paraliż. Wyjeżdżam sobie z Kalu, elegancko, jakieś 50–60 km/h, spoko. Za chwilę wjeżdżam do Węgorzewa, a tam korek na kilometr na skrzyżowaniu. Wszyscy przestraszeni, jakby to był kataklizm, 10 km/h, czasami 20. Masakra.
Zastanawiam się, o co im chodzi, i wtedy widzę, jak koleś z miejsca dupą zamiata pół skrzyżowania. Ma zimówki? Wygląda, że ma. To pewnie łyse jak lustro w bawarskim zamku.
Droga? Powtórka z rozrywki. Zjeżdżam na lewy pas i wyprzedzam jedno auto, drugie, trzecie. Wszyscy suną 50 max. Ja 80. Wpadam do pracy i przepraszam koleżankę za spóźnienie. Mówię, że wszyscy dziś oszaleli i jadą po 20 na godzinę. A ona na to, że też tak jechała, bo ma letnie opony. No oczywiście.
Zima zawsze jest wielkim zaskoczeniem w Polsce. Powinny być jazdy doszkalające, bo to, co się dzieje, to jakaś anomalia. Ten strach, który ogarnia kierowców, jest dla mnie niepojęty.