...
Lubiła, gdy uważano ją za dziwaczkę. Nie robiła nic co przeczyłoby jej myśleniu. Jeśli chciała, aby pluszowe przytulanki, które dostawała przy różnych okazjach, powygrzewały się w słońcu, wkładała je ostrożnie do pralki i przez pół godziny obserwowała ich katusze, aby sprawdzić, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Następnie rozkładała je na suszarce i przez kolejne godziny, ze zmieniającymi się kubkami z gorącymi napojami, obserwowała je przy otwartym balkonie, czy aby żaden z bezimiennych niedźwiadków, nie marzy o ucieczce z trzeciego piętra. Czuła, że już niedługo przyjdzie pora na wsadzenie ich wszystkich do worka próżniowego i przeczekanie. Na lepsze dla nich czasy. Ona już jest na nie za stara. Może kiedyś, jej własne dzieci, jeśli się uda, będą mogły cieszyć się ich towarzystwem.
Była zupełnie inna niż jej koleżanki z roku. Słuchała innej muzyki, przynajmniej dwadzieścia lata starszej od niej samej. Choć najlepiej czuła się w towarzystwie Beatlesów i Franka Sinatry. Współlokatorki śmieją się, że bliżej jej do babci, niż nastolatki. Wierzyła im. Choć podczas spotkań z młodszą o rok siostrą, obie zamieniały się w małe dziewczynki. Oglądały nieustannie animacje Disneya i robiły całodzienne wycieczki po zoo, z obowiązkowym prowiantem (herbatnikami i soczkami w kartoniku). Mnóstwo w niej sprzeczności.
Potrafi być wytworna, zna dobre maniery i często z nich korzysta, jednak nierzadko potrafi przekląć, choć mówi się, że z jej ust przekleństwa nie brzmią tak wulgarnie. Bardzo chciałaby być traktowana jak dama, stara się nią być. Próbuje być jak najlepszą wersją samej siebie, czasem jej nie wychodzi. Na przykład, w takim momentach jak ten, zamiast skupić się na studiach, bo własnie kończy się ostatni semestr, pisze kiepskiej jakości prozę. Na nowo założony blog, który pewnie zostanie jej małą tajemnicą. Chciałaby, żeby był czymś trwałym. Doskonalącym się jak ona sama.










