Japońskie pankejki
Jest trochę zmywania po tym posiłku, ale może uda się Wam zagonić do tego najbliższych? A jeśli nie, zróbcie to sami w ramach dodatkowego prezentu dla nich. Chociaż pewnie macie zmywarki...
Japońskie pankejki to taki trochę nasz puszysty omlet grzybek, tylko w miniarurowym wydaniu. Czyli - rozbierając danie z nazw własnych - suflety z patelni.
Trzeba się odrobinę przyłożyć, aby wyszły tak, jak powinny, bo to wymagające gagatki. Lubią, aby poświęcić im uwagę i czas, lubią właściwe proporcje, lubią być dopieszczone. Jeśli się tego nie zrobi według ścisłych wytycznych, wyjdą płaskie, albo szybko opadną. Taka już ich przewrotna natura.
Nie poddawajcie się jednak zawczasu, tylko próbujcie, próbujcie i jeszcze raz próbujcie. To nie koniec świata, że raz, czy dwa się nie udały. W końcu wyjdą takie, że palce lizać! Wy będziecie kontenci, że nie odpuściliście i możecie cieszyć się owocami swojego roztropnego uporu, a one docenią, że ktoś odczytał je jak należy i odpłacą doskonałym smakiem i teksturą.
Wypróbowałam kilka przepisów (z różnymi proporcjami jaj/ białek/ żółtek, mąki, z tłuszczem i bez) i ten - jak dotąd - uznaję za najlepszy (niestety, akurat tych nie uwieczniłam na zdjęciu, kiedyś to nadrobię). Ciasto podczas smażenia zaskakująco powiększa objętość (bez użycia spulchniaczy), jest stabilne i wychodzi z niego niezwykle delikatna i lekka rzecz.
Serwujcie je z ulubionymi naleśnikowymi dodatkami: słodką śmietanką, bitą lub kwaśną śmietaną, sosem owocowym lub czekoladowym, świeżymi lub karmelizowanymi owocami, miodem, syropem klonowym, cukrem pudrem itd.
Składniki (6 sztuk):
2 żółtka z dużych jaj 3 białka z dużych jaj 4 łyżki mąki uniwersalnej 2 łyżki mleka 3 łyżki cukru łyżeczka ekstraktu waniliowego 6-7 kropli soku z cytryny / octu łyżeczka soku z cytryny (lub octu) 1/3 łyżeczki soli
Wykonanie:
Jaja wyjąć odpowiednio wcześnie, aby uzyskały temperaturę pokojową.
Przygotować dodatki. Powinny czekać na stole. Po usmażeniu pankejków trzeba je natychmiast podać, bo szybko tracą na urodzie.
W dużej misce połączyć żółtka z mlekiem, a następnie przesypaną przez sitko mąką i solą. Wymieszać masę rózgą, aż całość się połączy i utworzy lekko puszystą masę. Powinna być lekko gęsta.
W osobnym naczyniu ubić mikserem białka, a gdy tylko zaczną się pienić dodać sól i ocet, a minutę później partiami cukier. Ubić na sztywno. Powinniśmy otrzymać lśniącą masę na bezę.
Ostrożnie połączyć obie masy, mączno-żółtkową i bezową, najlepiej szpatułką, od dołu do góry. Masę bezową dodajemy do żółtkowej, a nie odwrotnie, i robimy to etapami, aby wszystko równomiernie się połączyło. Otrzymana masa powinna pozostać puszysta i obfita.
W tym samym czasie na średnim ogniu rozgrzać dwie patelnie. Opędzlować niewielką ilością oleju (niektórzy używają nasączonego tłuszczem kawałka ręcznika kuchennego). Dlaczego dwie? Ciasto szybko opada i staje się wodniste, dlatego należy je smażyć tuż po przygotowaniu.
W sporych odległościach nakładać na obie patelnie nieduże porcje ciasta, zużywając 2/3 całej masy. Niektórzy używają do nakładania rękawa cukierniczego; pozwala on uzyskać wysoki walec o małej podstawie. Ja korzystam z łyżki do lodów - po dwie łyżki na jeden pankejk. Dążyć do tego, aby podstawa była mała, a ciasto szło w górę (całość i tak urośnie). Na jedną patelnię trzy porcje.
Zmniejszyć gaz do średnio-małego i przykryć obie patelnie pokrywkami. Temperatura smażenia ma ogromne znaczenie - zbyt niska spowoduje, że się rozejdą na boki, a zbyt wysoka, że nim dojdą w środku, przypalą się spody. Po ok. dwóch minutach, gdy ciasto nieco się zetnie, na każdy pankejk wyłożyć resztkę ciasta, po równo. Ponownie przykryć i smażyć ok. trzy minuty.
Używając szerokiej szpatułki odwrócić na drugą stronę, na patelnie kapnąć kilka kropel wody i przykryć pokrywkami. Smażyć 3-4 minuty. Wyłączyć gaz i pozostawić jeszcze na pół minuty na patelni. Przed wyjęciem sprawdzić czy spód jest lekko rumiany i wyjąć.
Podawać od razu z przygotowanymi dodatkami.











