To był mój pierwszy rozdział, pierwszy wspólny sen, wierzyłam, że na zawsze, choć gasł z każdym dniem.
Zabierał mi uśmiech, podcinał skrzydła w locie, a ja zamiast żyć, tonęłam w morzu łez i kłamstw.
Kontrola zamiast czułości, poniżanie zamiast słów, zdrady, kłamstwa, puste obietnice znów.
Okradał mnie z marzeń, z odwagi i ze mnie, aż nie poznałam dziewczyny stojącej w lustrze.
Gdy chciałam odejść, mówił: „To przez ciebie zginę”, a ja niosłam na ramionach jego każdą winę.
Dziś wiem, że szantaż nie jest dowodem uczuć, bo miłość nie zmusza, by w strachu wciąż się budzić.
Jeśli nie możesz być sobą, śmiać się tak jak chcesz, jeśli boisz się własnego cienia dzień po dniu i jeśli gasną twoje pasje, a serce krzyczy:
„Dość!”, to nie jest żadna miłość tylko samotność we dwoje wciąż.
Miłość daje wolność, nie odbiera skrzydeł nam, nie zamyka w złotej klatce, nie buduje z lęku ścian.
Kto kocha, ten nie rani, nie odbiera sił, tylko trzyma cię za rękę, gdy świat staje się zły.
Dziś wybieram własny oddech, własny spokój, własny świat, bo już wiem, że moje serce warte jest o wiele więcej.
I choć pierwsza miłość bolała bardziej niż zły sen, nauczyła mnie, że prawdziwa miłość nie odbiera mi mnie.