snapchat
madi: gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
madi: ostatnio czuję się bardziej samotna :(

pixel skylines
Not today Justin

izzy's playlists!

★
art blog(derogatory)
Today's Document
RMH
wallacepolsom

Origami Around
"I'm Dorothy Gale from Kansas"

No title available
YOU ARE THE REASON
Cosimo Galluzzi
One Nice Bug Per Day
he wasn't even looking at me and he found me
KIROKAZE
h

No title available
Claire Keane
Fai_Ryy

seen from South Korea

seen from Türkiye

seen from Greece

seen from Brazil
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Italy
seen from China
seen from United States

seen from Türkiye
seen from Colombia
seen from United States
seen from United States

seen from Vietnam
seen from Türkiye
seen from India

seen from United Kingdom

seen from Poland

seen from South Korea
@madilcy-blog
snapchat
madi: gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
madi: ostatnio czuję się bardziej samotna :(
shelley wyglądała jak prawdziwa księżniczka i dosłownie cała błyszczała. madison mogła jedynie skryć się w jej blasku. tęskniła za nią cholernie i brakowłao jej różnych odpałow. z nią mogła być się naprawdę wolna i pełna życia. “nie przasadzaj!”szturchnęła dziewczynę w ramię i zaśmiała się. “porozmawiamy o tobie kochanie, bo wyglądasz pięknie” dodła po chwili. uśmiech nie schodził z twarzy madison ani na jedną sekundę. “aw ja za tobą też tęskniłam i to nawet nie wiesz jak bardzo”
@shelleymoo
madison była przeszczęśliwa, że w końcu była okazja spotkać swoją przyjaciółkę. dawno się nie widziały i bardzo tęskniła za shelley i ich wypadami na imprezy i podrywaniem losowych osób. przebrała się szybko w coś bardziej odpowiedniego i poprawiła jedynie swój makijaż, który wcześniej był lekko rozmazany. po chwili usłyszała dźwięk silnika i wiedziała już, że to shelley. uśmiechnięta wyszła z domu i wsiadła do auta na miejsce pasażera. “no witaj piękna” powiedziała śmiejąc się i pocałowała dziewczynę w policzek.
madison z lekkim uśmiechem przyjęła bluzę chłopaka i ubrała ją na siebie. nie wiedziała jak potoczy się dzisiejsze zapijanie złości i pewnego rodzaju smutku alkoholem. “skoro nalegasz...ale i tak będziemy musieli wrócić do tego tematu i pomyśleć co zrobić z tym psycholem, który stoi za zdjęcimi” powiedziała spokojnie. weszła do klubu zaraz za jasonem. nie miała ochoty pić tak dużo, bo wiedziała, że to pewnie skończy się kolejnym razem w łóżku z chłopkiem i wolała nie ryzykować. “dla mnie jak na tą chwilę wystarczy jakiś drink” odpowiedziała i zagryzła swoją dolną wargę.
snapchat
madi: giiirl
madi: jestem gotowa, aby się zabawić ;)
madilcy:
“kurwa malika nie obchodzi mnie już jason. obchodzisz mnie ty” powiedziała lekko zszokowana jej słowami. malika miała w cholerę trudny charakter i nie będzie łatwo odzyskać jej zufania. mimo wszystko ciągle starała się pogodzić z dziewczyną. “czemu tak się denerwujsz o moje sypianie z jasonem, skoro masz go podobno w dupie?” zmrszczyła lekko brwi. “zakończyłam to i nawet do tego już nie wrócę. byłam głupia i potrzebowałam jakieś idiotycznej rozrywki” powiedziała. kiedy została wręcz wyproszona z mieszkania maliki to podeszła do drzwi i miał już wychodzić, aby nie denerwować dziewczyny jeszcze bardziej. “czasami zastanowiłabyś się co mówisz, bo tylko raniasz drugiego człowieka jeszcze bardziej i nie jesteś kurewskim pępkiem świata. mówię to tylko dla twojego przypomnienia” uśmiechnęła się ponuro.
“Obchodziłam Cię, kiedy pozowałaś do sesji zdjęciowej?” Mrugnęła, nawiązując do zdjęcia. Była pewna, że nie tylko ona je dostała. A jeżeli tylko ona - ktoś naprawdę chciał jej wszystko zrujnować i powoli mu się to udawało. Przewróciła oczami. Już nawet nie zamierzała odpowiedzieć na jej pytanie, które usłyszała po raz kolejny dzisiejszego wieczoru. “Byłaś.” Skwitowała krótko. No co, miała ją okłamywać? W życiu. Zacisnęła mocno wargi. Madison naprawdę mogła przez chwilę przestać podnosić jej ciśnienia, bo nie chciała reagować bardziej agresywnie.
“To nie było głupie zauroczenie! Kochałam go, do jasnej cholery, nie udawaj, że kurwa tego nie wiedziałaś! Koło chuja mi to kurwa lata, zapominasz, że nie jestem taka sama, jak byłam przy Jasonie. Nie dam Wam się.” Niemal krzyczała, aż w końcu z emocji jej oczy zaszkliły się, ale nie zamierzała płakać. Nie. “Proszę, wyjdź. Nie zmuszaj mnie do powiedzenia Ci tego samego, co Jasonowi, bo do Ciebie jeszcze mam resztki sentymentu.“
po twarzy madison zleciała pojedyncza łza. nie mogła dłużej udawać twardej, a nawet tego nie chciała. była w stanie nawet teraz się rozpłakać. “nie pozowałam kurwa do żadnej sesji, nie wiem kto zrobił to zdjęcie i postanowił je wysłać do ciebie oraz do mnie. jakiś psychol uwziął się na nasze życia do jasnej cholery” podniosła lekko głos. była załamana. zrozpaczona. chciała aby to wszystko wróciło do normy. “malika...” zaczęła. “nie wiedziłam, że go kochałaś. myślałam, że to właśnie tylko zuroczenie. przecież wiesz, że nie jestem dobra w odczytywaniu takich uczuć” jej głos był ponownie spokojny, bo widziała, że malika się już powoli łamała. madison niestety już wcześniej złamało wspomnienie o nim. kiedy powróciła do normalnego życia nie myślała, że w taki sposób może zostać on wspomniany. “przepraszm, że tego nie zauważyłam. przepraszam, że zniszczyłam naszą przyjaźń i przepraszam za siebie. naprawdę nie chciałam takiego obrotu akcji. teraz obie jesteśmy pokłócone i zamiast trzymać się razem, kiedy jesteśmy na celowniku jakiegoś idioty to zachowujemy się w ten sposób.”
madison szła obok jasona i nie miała nawet zamiaru wracać do domu po bluzę, kiedy poczuła, że robi się zimniej. nie mogła go przecież zostawić samego w takim stanie. wiedziała, że mógł on zrobić nawet coś złego i w pewnym sensie martwiła się o niego. “świetnie czyli idę napierdolić się z tobą” wzruszyła ramionami. tak szczerze nie miała zamiaru pić, tylko pilnować chłopaka by nie przesadził z alkoholem i potem odprowadzić go do domu. “spokojnie. miłość dla mnie to też temat tabu” zacisnęła swoje usta na wspomnienie o dawnej prawdziwej miłości.
“kurwa malika nie obchodzi mnie już jason. obchodzisz mnie ty” powiedziała lekko zszokowana jej słowami. malika miała w cholerę trudny charakter i nie będzie łatwo odzyskać jej zufania. mimo wszystko ciągle starała się pogodzić z dziewczyną. “czemu tak się denerwujsz o moje sypianie z jasonem, skoro masz go podobno w dupie?” zmrszczyła lekko brwi. “zakończyłam to i nawet do tego już nie wrócę. byłam głupia i potrzebowałam jakieś idiotycznej rozrywki” powiedziała. kiedy została wręcz wyproszona z mieszkania maliki to podeszła do drzwi i miał już wychodzić, aby nie denerwować dziewczyny jeszcze bardziej. “czasami zastanowiłabyś się co mówisz, bo tylko raniasz drugiego człowieka jeszcze bardziej i nie jesteś kurewskim pępkiem świata. mówię to tylko dla twojego przypomnienia” uśmiechnęła się ponuro.
wolała już siedzieć cicho. doskonale wiedziała, że dawanie narkotyków dla jasona będzie złym pomysłem, bo to tylko pogorszy jego stan. z dugiej strony, dlaczego miałaby tak się nim przejmować. byli tylko przyjaciółmi od seksu, prawda? przyjaciółmi z korzyściami, których romans wyszedł na jaw. zachowanie chłopaka z sekundy na sekundę przyprawiało madison o podobne emocje. była wkurzona. “przecież ich kurwa nie bronię!”odkrzyknęła. przeklnęła, kiedy chłopak opuścił dom zabierając wcześniej kluczyki. madison wsiadła do samochodu za jasonem i zabrała mu kluczyki z dłoni, które wyrzuciła na podwórko. “jak kurwa tak bardzo kochasz malikę, czy coś to lepiej jej to powiedź, a nie będziesz teraz prowadził pod wpływem. ja jestem nawet za tym aby zakończyć naszą przygodę szybko, jeśli zaraz się nie ogarniesz”
“A co kurwa innego robisz?” ich wymiana zdań, polegała teraz na przekrzykiwaniu się, dodatkowo się wkurwił jeszcze bardziej, gdy wyjebała mu gdzieś kluczyki i trzasnął pięścią w kierownice, a jej słowa były już grobem. “Nigdy więcej nie mów do mnie o miłości” teraz jego ton nie był krzykliwy, a przerażający, głęboki, aż przechodziły ciarki. “Zakochałem się w Lisie i to był błąd, nigdy więcej go nie powtórzę” warknął powracając do podniesionego tonu. “Więc się kurwa nie wypowiadaj, jak nie wiesz” dodał. “Chuj mnie już to wszystko” wysiadł z samochodu, wziął kluczyki i je zamknął po czym zaczął iść w nieznanym mu kierunku.
“przecież to nie jest moja wina, że zakochałeś się w lisie do jasnej cholery” prychnęła. jason nie zrobiłby jej krzywdy, ale sam jego ton głosu przyprawiał ją o dreszcze. mimo wszystko chłopak był teraz jej najbliższym przyjacielem i nie chciała go stracić przez jakąś głupią kłótnię. “dobra. zakończmy ten temat. co teraz zrobisz? pójdziesz się napić? jeśli tak to nawet z chęcią zrobię to z tobą”
każde słowo przyjmowała bez problemu. czuła się brudna i na pewno wiedziała, że nie popełni drugi raz tego błędu. “nie musisz być taką suką malika” zauważyła spokojnym tonem. “okej, stało się, ale przecież teraz tego nie cofnę. musisz wiedzieć, że nic innego nas nie łączyło...to był tylko seks do jasnej cholery” westchnęła cicho. chciała powiedzieć teraz same najgorsze rzeczy, ale nie chciała jeszcze bardziej wzmacniać konfliktu między nimi. “skończyłam z tym, dobra? mogę ci nawet teraz powiedzieć, że pracuję u williama” wyznała. skoro ma między nimi pojawić się jakiś kompromis to wolała powiedzieć jej wszystko co skrywa. w dupie miała czy coś z tym zrobi, czy nie. “poprzedzając twoje pytanie: nie, nie dałam dupy dla ackera, ale za to on z chęcią chciał mnie przelecieć. kiedy tylko zarobię trochę kasy to zwalniam się z tamtego gówna” mówiła spokojniej niż zwykle i taka też starała się być. “a ty zdecyduj czy zależy ci na jasonie, czy williamie i z kim chcesz być zanim zaczniesz na mnie napadać za to, że pieprzyłam się z facetem, na którym podobno ci nie zależy”
snapchat
madi: zaraz będę na miejscu.
wolała już siedzieć cicho. doskonale wiedziała, że dawanie narkotyków dla jasona będzie złym pomysłem, bo to tylko pogorszy jego stan. z dugiej strony, dlaczego miałaby tak się nim przejmować. byli tylko przyjaciółmi od seksu, prawda? przyjaciółmi z korzyściami, których romans wyszedł na jaw. zachowanie chłopaka z sekundy na sekundę przyprawiało madison o podobne emocje. była wkurzona. “przecież ich kurwa nie bronię!”odkrzyknęła. przeklnęła, kiedy chłopak opuścił dom zabierając wcześniej kluczyki. madison wsiadła do samochodu za jasonem i zabrała mu kluczyki z dłoni, które wyrzuciła na podwórko. “jak kurwa tak bardzo kochasz malikę, czy coś to lepiej jej to powiedź, a nie będziesz teraz prowadził pod wpływem. ja jestem nawet za tym aby zakończyć naszą przygodę szybko, jeśli zaraz się nie ogarniesz”
“No dobrze, nie musisz podnosić swojego tonu”ułożyła ręce w geście poddania się i westchnęła z flustracją. “mam nadzieję, że nie masz tylko jakiegoś durnego pomysłu” spojrzała na niego próbując cokolwiek wyczytać z jego twarzy, ale niestety nie zdołała tego zrobić wystarczająco dobrze. “cóż...po pierwsze to nawet nie jesteś z maliką w związku, więc tak jakby to może się z nim umawiać” zagryzła swoją wargę, bo po krótkiej chwili przez chwilę pożałowała swoich słów.
snapchat
madi: co masz niby do świętowania?
madi: nie będę się z tobą w nic bawiła jason.
“jestem ciekawa jakim niby sposobem to chcesz zrobić” prychnęła i skrzyżowała ręce na swojej klatce piersiowej. jak do cholery jason miałby sam znaleźć kolesia, który wysyła im takie wiadomości i dosłownie chce zepsuć wszystko? z tego co wie to raczej chłopak nie ma jakiś znajomości, aby mógł tego dokonać. “wątpie, aby dała mi drugą szansę potem. będę musiała ją chyba błagać na kolana” westchnęła i zaczęła bawić się swoimi palcami. “w porządku. już i tak nie zostało nic do stracenia” powiedziała i gwałtownie wstała z krzesła, aby podejść do swojej torebki, gdzie miała ostatnią dawkę białego proszku. rzuciła woreczek chłopakowi, jakby nagle wszystko przestało ją obchodzić.
snapchat
madi: o tak! dokładnie ten
madi: no możesz po mnie przyjechać kochana
madi: idę się tylko przebrać :*
snapchat
madi: co ty tam do cholery robisz?
madi: dzisiaj? czyli jutro masz zamiar znowu coś durnego wykombinować?
madi: będę za kilkanaście minut i lepiej żebym cię tam znalazła